Index ¦ Archives ¦ Atom

Dzisiejszy wpis o kawie.

Ciężkie początki. Czyli mój pierwszy nieudany raz z kawą.

Dawno dawno temu, kiedy kawa była jeszcze reglamentowana, a jej smak wypłukiwał wszystkie możliwe smaki z języka, a ja byłem jeszcze małym berbeciem, którego interesowały nawet koty, pojechaliśmy do Cioci w odwiedziny.

W postępie naszych odwiedzin, nastąpiła rytualna „herbatka czy kawa”. Ciocia z dobrego serca, zapytała „Kto chce kawy?”, ja będąc małą ironiczną małpą, odpowiedziałem że ja.

Dobroduszność i szczerość w działaniach rodziny, nigdy nie była naszą wadą, zatem po chwili dostałem kawę. A raczej napar z dziwnych substancji, gorący, kwaśny i gorzki jak osiemdziesiąt trzy nieszczęścia.

Nikt nie chciał mnie uratować od kawy, i przez grzeczność próbowałem ją wypić. Na ratunek przyszło mi pięć łyżeczek cukru, oraz siła woli.

Jednak od wtedy myślałem o kawie jako o czymś co mocno pachnie i piją ją prawdziwi twardziele o żwirowych podniebieniach, a efektem było zmniejszanie chęci spania.

Przez długie lata, nikt nie próbował mnie w żaden sposób wyprowadzić z błędu, spożywając w moim towarzystwie kwas kawowy, lub inne pochodne substancje, bo raczej prawdziwą kawą bym tego nie nazwał. Co gorsza widziałem, że ta kawa niby smakowała, i powodowała „wybudzanie”.

„Czy ta kawa może kłamać?” Chyba tak, czyli rzecz o Małych Kłamstewkach.

O oszukańczych dobrodziejstwach działania kawy, dowiedziałem się poraz pierwszy, przy okazji pewnej podróży. Jechałem bardzo wcześnie rano, i zostałem siłą wyposażony w termos z kawą. Z tym wybuchowym ładunkiem nie zamierzałem się bratać, jednak po paru godzinach, kiedy zmęczenie wierciło głęboko w głowie, z podejściem sapera wypiłem nakrętkę (tak z termosu przeważnie pije się w nakrętkach) kawy. Z niedowierzaniem poczułem, że zmęczenie odchodzi. Po prostu uciekło. Nie wierzyłem w to co się stało. „Przecież to jawne oszustwo” myślałem. Organizm potrafi substancjami tak siebie oszukiwać? Dziś oczywiście wiem że tak, ale wtedy nie było to takie klarowne.

Jadąc dalej, zmęczenie powracało, ale nakrętka kawy odsuwała na bezpieczną odległość. To było niesamowite.

Jednak ciągle pozostawał ten okropny kwaśny smak.

Prawdziwy Smak Kawy. Tak to powinno się pisać dużymi literami.

Wiedziałem że istnieją kawiarnie, słyszałem o „kapuczino”, ale nie wiedziałem co to jest, nigdy nie próbowałem, bo obawiałem się tego wiertarkowego smaku, tego kwasu wcielonego pomieszanego węglem.

Kiedy niczym oświecenie pośród ogrodu jaśminowego, moja małżowina została baristką. Opowiadała mi o tym, jaką to sztuką jest robienie kawy, a i ja zapałałem ogniem neofity, chcącego zmienić swoje poglądy, wypłynąć na nieznany ocean kawy.

Pojawiły się zakusy szatana w postaci nazw „Cappuccino”, „Cafe Latte”, „Espresso”. Postanowiłem poznać to od kuchni, a specyfika pracy Agi, pozwoliła mi na to trochę.

Oświecenie

Oświeceniem było pierwsze cappuccino.

Zapach? Delikatny i miły, sam zapach mógłby obudzić.

Smak? Pierwsza myśl: „to nie może być kawa”. Owszem czuć ten lekki czekoladowy posmak, drażniący tu i ówdzie po języku, ale to się idealnie komponuje ze smakiem mleka i współgra razem z cukrem, który czyni to wszystko miłym smakiem.

Po tym pierwszym akcie przełamania, zacząłem wciągać większe ilości tego smacznego trunku jakim jest kawa. Moje podejście zmieniło się diametralnie. Od ciężkiego dzieciństwa z ciocinym kwasem solnym wcielonym, aż po małżowinowe „Cafe late” które powala już samym wyglądem, a smakiem miło łechce po wszystkich kubkach smakowych, pozwalając na zjedzenie (nie wypicie!) idealnie spienionego mleka.

Kawa (niestety) „lóksósem”.

Tu taki mały „disaklajmer”. Póki nie mieliśmy ekspresu w domu, kawa była dobrem mocno luksusowym. Kawiarnie wiedząc jak ten smak uzależnia, serwują istne szatańskie ceny kaw. My jednak robimy (znaczy moja żona robi) kawy w domu.

A kawy autorstwa mojej żony są przepyszne. I to wcale nie wazelina. Ja próbowałem robić samemu, ale mi nie wchodziło, a jeśli mam takiego dobrego specjalistę pod ręką, grzechem było by nie skorzystać.

Uzależnienie

Czy kawa uzależnia? Prawdopodobnie tak. Niektórych swoim pobudzającym działaniem. Niektóry piją bo inaczej się nie rozbudzą, inni, aby podnieść swoje siły witalne.

Ja jednak jestem uzależniony od smaku i aromatu. Od formy podania, od komplementarności z innymi smakami (chociażby ciastka).

Polecam

Podsumowując, polecam spróbować przepyszną kawę w kawiarni, lub u nas (zapraszamy). Jeśli w kawiarni jest ktoś kto umie zrobić kawę, zobaczycie co to znaczy raj dla podniebienia, albo co to jest prawdziwa para tiramisu i cappuccino :-) Nigdy nie dajcie się zwieść naparowi z niedobrej kawy zbrukanemu wrzątkiem.

Prawdziwa kawa musi być miło muskana przez parę wodną, odpowiednio przygładzona sprawną ręką baristy. Prawdziwa kawa musi odbyć swoją kurację SPA w gorącym spienionym mleku, aby w końcu racząc Twój język swoim doskonałym smakiem wylądować w żołądku i kofeiną dotrzeć do każdego zakątku Twojego mózgu.

© Piotr Lemiesz.