Index ¦ Archives ¦ Atom

Szbykie samochody.

Czyli samochody którę lubię.

Po pierwsze filmik który mnie zainspirował do napisania tego postu.

Tia.

Te samochody są piękne, szybkie i zabójcze. Kosztują też tyle że nie wyobrażam sobie nawet że tyle może kosztować samochód.

Od kiedy polubiłem szybkie samochody?

Od momentu otrzymania prawa jazdy, he he. A tak naprawdę - lubienie lub nie jakiegoś samochodu, to tylko wyraz pewnego rodzaju emocji do stylu tego samochodu. Wszelkie dyskusje, przerodzą się we "flame wary" i powinna mieć tu zastosowanie maksyma De gustibus non est disputandum! / O gustach się nie dyskutuje!

Najbardziej utkwiła mi w pamięci jedna scena - z filmu, bodajże "za szybcy za wściekli" - kiedy to stoją na starcie do rajdu o samochód, jakiś japończyk (z małej bo mówię o samochodzie) ze świszczącą sprężarką, ale nie za dużym silnikiem z uśmiechniętym kierowcą, oraz amerykański potwór z gulgoczącym silnikiem. Silnik ten wyginał aż samochód podczas dodawania gazu. To fajnie i szybko usunęło uśmiech z buzi faceta w japońskim aucie.

Tak samo mam tą ukrytą wewnętrzną przyjemność, jeśli wiem, że osoba na światłach, obok mnie cieszy się swoim samochodzikiem, a ja wiem że mam mocniejsze auto, pomimo że gorzej wygląda, lub sprawia wrażenie gorszego.

Żadnej innej przyjemności z przeciążeń, uślizgów i innych cudactw nie mam, bo jeszcze ich nie umiem.

Bmw 750

image0

To nie kryptoreklama. Od zawsze marzę o beemce 750 - bo 50 oznacza tu 5 litrów pojemności. Z automatem, przerdzewiała. Tak żebym stojąc na światłach obok jakiegoś nowitukiego, odpicowanego auta, z bzyczącym silnikiem, miał tą przyjemność że jeśli depnę gazu, to nie będzie nic oprócz tumanów dymu, to odskoczę z przyjemnym odrzutowym pomrukiem. Widziałem, że takie trupowe 750 (stare) da się kupić za rozsądną cenę...

Czego sobie życzę pełną gębą :)

© Piotr Lemiesz.