Index ¦ Archives ¦ Atom

Rssy, studnia szczęścia.

Co to jest RSS?

Od zawsze istnieje potrzeba komunikacji. To ona rozwinęła mowę, słowo pisane, druk, internet.

Na początku była to skala bardzo lokalna. Dwie osoby bijące się po głowach maczugami. Gdy jednak pojawił się internet, maczugi zostały zastąpione blogami, i teraz ludzie okładają się wpisami.

Dobrze, dosyć tego żartobliwego wstępu. Dziś chciałem opisać, czym jest RSS. Jeśli wiesz, to może poprawisz moje rozumowanie, wiec zachęcam do przeczytania.

Wszelkie bezpośrednie metody komunikacji są bardzo dobre, lecz wymagają zaangażowania dwóch stron w tym samym czasie, i są mało wydajne bo wymiana informacji jest między 2 osobami. Rozwiązaniem wydajności, były grupowe metody, gdzie zbierało się wiele osób, jedna mówiła, inni słuchali.

Jednak dzięki rozwojowi techniki - w tym internetu, zaistniała możliwość komunikowania się z dowolną ilością ludzi. Problem ilościowy został rozwiązany. Do tego została dodana synchroniczność, w postaci możliwości umieszczenia wiedzy/informacji w miejscu gdzie dowolna osoba, o dowolnej porze może się do niej dobrać. Taką najprostszą formą umieszczenia jest strona internetowa. Do której prowadzi po prostu link internetowy.

Same strony są bardzo dobrym rozwiązaniem, aczkolwiek dosyć jednokierunkowym. W wyniku poszukiwań, ktoś utworzył coś co dziś nazywamy blogiem. Czyli stronę internetową, na której umieszczane są różne informację (najprościej wpisy tekstem - jak ten, ale można umieścić głos, obraz).

Okazało się ponadto, że da się absolutnie łatwo umieścić komunikację zwrotną. Komentarze. Po prostu każdy czytelnik, może w prosty sposób (zobacz na samym dole strony) umieścić swoją odpowiedź. Dzięki czemu zaczyna to przypominać komunikację.
Aby jednak, dopełnić całości komunikacji, stworzono coś co nazywamy dziś RSS'ami. Po prostu jest to umieszczenie prostego linku, który będąc odświeżany przez odpowiedni program (zwany czytnikiem RSS) niemal na żywo informuje nas o tym że ktoś umieścił nową informację.

Po tym przydługawym wstępie, chciałem napisać czemu to jest fajne.

Blogi, a nawet niektóre strony, wystawiają to w formie linka, który prosto się kopiuje. Czytniki RSS, których jest cała masa, łatwo zjadają takiego linka, i od teraz jesteśmy niemal na bieżąco z informacjami. Na dodatek, nieprzeczytane wpisy, odkładają się w kolejce, więc nie przeszkadzają i nie przerywają aktualnie wykonywanej pracy. W wolnej chwili po prostu można przejrzeć artykuły.

Ważnym aspektem też jest "studnia szczęścia" (jak ja określam RSSy), bo sami dobieramy treści które będziemy czytać. Tworzymy tak jakby swoją wymarzoną gazetę. Już nie jesteśmy zdani na to jak ktoś dobiera uniwersalną gazetę, a sami dobieramy sobie autorów, jakość i ilość artykułów które przeczytamy.

Gdzieś czytałem że codziennie powstaje tysiące blogów, więc różnorodność treści jest ogromna. Jeśli jakaś treść nam nie odpowiada, lub nas nudziła - usuwamy z czytnika jednym kliknięciem. I już nie ma.

To wszystko tworzy dosyć sprawny i bardzo bliski rozmowie układ. Bo każdy artykuł możemy skomentować, komunikując się bezpośrednio z autorem. Tego żadna gazeta nie ma w sobie. Tak, wiem, że przy każdym artykule jest już coraz częściej adres e-mail, czy adres strony, ale jedynie na blogach można po prostu nawet nie wychodząc z czytanego artykułu zostawić komentarz.
Muszę wspomnieć też o jednej z zalet RSS, że ze względu na technologię przekazywania informacji tym kanałem - treść lubi być obdarta z formy, i dostajemy goły tekst, który można po prostu przeczytać, bez całej masy reklam, przeszkadzałek i zbędnych informacji.

Wady RSS.

Dla niektórych wadą jest to, że jest to takie proste. Strony są fajne, kolorowe, mrugające. Tu czasem prostota bierze góre ze względu na XML - jako formę przekazu. Oczywiście klient RSS, potrafi odczytać i wyświetlić stronę docelową.
Niektórzy wymienią na pewno skomplikowanie. Bo po pierwsze trzeba klienta. Do tego klienta trzeba coś dodać, trzeba pilnować, ustawić. Później wyszukać co ma wyświetlać, później trzeba program uruchomić, umieć z niego korzystać, i tak problemów z technologią można by mnożyć na pęczki. Nawet co niektórzy potrafią powiedzieć, że to nie "internet" (czyli przeglądarka) więc oni nie umieją. No ale to tak jak ze wszystkim, póki nie ma potrzeby, to się nie korzysta (tak samo jest z klientem pocztowym).

Wadą jest to, że nie wszystko da się przez RSSa wyciągnąć ze strony. Niektóre treści na ciekawych stronach nie są wciągnięte w RSS i trzeba samemu odświeżać stronę.

Pewną niedogodnością jest czasem natłok artykułów. Na niektórych stronach, jest taka duża różnorodność i ilość artykułów w krótkim czasie, że można się nie ogarnąć. Nie wspominając o tym, że jeśli jeszcze do tego ma się tych źródeł RSSów kilkanaście, to lubi spływać w całkiem sporym tempie. Jednak w przeciwieństwie do telewizji, treść która spłynęła do nas RSS, grzecznie czeka w kolejce, w każdej chwili można ją odczytać a nawet usunąć. Nie jesteśmy do niczego zmuszani, a nawet czasem można traktować takie źródełko RSS, jako miejsce inspirujące, kierujące nas w pewną stronę z myśleniem. W stronę którą sami wybieramy.

Mój RSS

Powinienem się podzielić zatem co u mnie jest na RSSach. Zatem, ja sobie powrzucałem głównie blogi z zakresu personal development. Jeden z ciekawszych: zenhabits, równie ciekawy lifehacker oraz kilka różnych pokrewnych, które po prostu gdzieś znalazłem i po prostu dopisałem. Część nie przeżywa selekcji, bo na przykład nie jest odświeżane, lub treść mi nie odpowiada. Często jest też tak, że gdzieś trafiam przez przypadek, i automatycznie dodaje sobie nowy RSS.
Najśmieszniejsze, że tego bloga też mam w RSS, aby widzieć za każdym razem jak to wygląda i po publikacji jeszcze ostatni raz przeczytać, aby poprawić ewentualne błędy. Ale to tylko takie małe zboczenie.

Jak zatem zacząć korzystanie?

Jest wiele metod, ja podam tą najlepszą. Po prostu wystarczy zacząć. Wpisać w google odpowiednie hasło, i zacząć cieszyć się wszystkimi zaletami, i nie patrzeć na wady.
Dużo czasu nie trzeba będzie na to poświecić w żadnym stopniu. Później jednak zyski z takiego rozwiązania są bardzo duże. Dla mnie największym zyskiem jest to, że nie tracę czasu na poszukiwanie treści którą będę chciał poznać, gubiąc się po różnych dziwnych stronach, i odchodząc od tematu, tylko wiem, że zawsze na mnie będzie czekać studnia szczęścia z kilkunastoma ciekawymi artykułami, które zajmą czas który miałbym stracić na oglądanie portali w których jest wszystko czyli nic.

© Piotr Lemiesz.