Index ¦ Archives ¦ Atom

Moja (nie)przygoda z windowsem

Dziś dla odmiany moja historia z windowsem.

Zamiast wstępu: System operacyjny to najważniejsza część komputera zaraz po sprzęcie. Nie ma lepszych czy gorszych systemów. One poprostu są inne. Każda flame war o wyższości świat wielkiej nocy nad bożym narodzeniem, powinno się gasić odgórnie!

rozdział I. dziecięcy napaleńczyzm

swoją przygodę z mikrosoftem rozpocząłem gdy ojciec przywiózł pierwszy komputer pc. Był to 286 z dosem o ile mnie pamięć nie myli 3.0. Był rok 1989. Jakaż to była świętość to C:\> mrygające grzecznie do mnie z monitora. Pierwsze komendy wchłonąłem szybko. Było ich aż 2: „cd” i „dir”. To pozwalało na bezgraniczną eksplorację dysku. Dysk miał całe 40 MB i było to hoho sporo. 40 dyskietek około.
Oczywiście jako dziecko, interesowałem się grami, które wtedy ustępowały nawet japońskim gierkom „pegazusom”. Lecz to mnie nie zrażało, pozatym wybujała wyobraźnia dziecka wystarczała do zatuszowania wszystkich niedomagań tych gier. Były różne. Wszystkie po angielsku, np. larry 3 :) Oj tak, to dało trochę nauki angielskiego, bo uczyłem się wszystkich słówek z komputera, powoli acz metodycznie.
Później pojawił się windows 3.1 który poznawałem u ojca w pracy. Te okna, ten saper i pasjans (bez myszki), normalnie oh, ah.
W domu cały czas był dos, na którym poznałem też BASICA, taki prosty język:
10 print „ale fajnie”
20 goto 10

to mój ulubiony program ;-) pięknie wyświetlał. Było więcej tych programów oczywiście, to też jako dziecko wchłonąłem programowanie ;-).

Rozdział II
Ciężki windows 95
Czemu ciężki ? Bo nie chciał się zainstalować na 286, na tej 40MB dysku. Wymagał coś koło 65MB dysku. Próbowaliśmy z bratem oszukać go doublespace, czy jakoś tak sięnazywającym narzędziem, które udawało że dysk jest większy, ale instalator 95 nie dawał się oszukać. Pozatym te 20 dyskietek które było trzeba przerzucić przez maszynę to było coś.
Jednak poznałem win95. U kolegi na 386, z większym dyskiem zainstalowałem 95. Chodziło oczywiście z maksymalną prędkością. Uruchomienie z 3 minuty (tyle co teraz niektórym XP ;-) ).
Jednak walczyłem. Setki razy chyba go instalowałem, na różnych komputerach, i później na tych samych, bo bardzo łatwo było „uszkodzić” 95. Ale był to przepiękny system. Na nim nauczyłem się „standardowych procedur serwisowych” tak że zostałem guru duchowym windowsowym. Po setkach reinstalacji 95, zostałem uważany za specjalistę. Oczywiście śmiałem się z tego, bo to żadna specjalizacja – ale jednak potrafiłem pomagać – szybko pomagać z tymi paskudnie wysypującymi się 95'kami, i polubiłem te 95.
Rozdział III
Kochane 98
Pojawiły się szybsze komputery. Pojawił się odkrywczy, nowoczesny, obsługujący USB windows 98.
Ach, szybciej się instalował, szybciej chodził. Wysypywał się trochę mniej. Trochę. Znowu szybko nauczyłem się doświadczalnie „standardowych procedur serwisowych” które nie różniły się dużo od 95.
Jednak ten system chodził lepiej. Pozwalał na różne ciekawe rzeczy, takie jak internet. Tak na 98 poraz pierwszy poznałem internet u siebie (po raz pierwszy siedziałem na internecie na (**SIC!*) macu*).
98 królował długo na rynku systemów. (Żeby nie skłamać że nadal króluje ;-) )

rozdział III year 2k problem

Tak, wszyscy trąbili że problem roku 2k rozwali dużo rzeczy. Wybuchną bomby atomowe. Mój ówczesny amd k6-300 miał inne problemy. Sygnalizował je częstymi bluskrinami. Aż w końcu się spalił :). Z tym optymistycznym zdarzeniem wiążę kolejny etap mojego windowsiarstwa. Czyli pojawienie się windowsa 2000. Win 2k okazał się przełomowym odkryciem. W sensie niezawodności. Ciągle pojawiały się w nim problemy, ale już nie takie kosmosy, jak w poprzednikach. Tu też było trochę pracy, tym razem z instalacją i dostosowywaniem do swoich potrzeb. Ludzie z jakiegoś względu go nie lubili, koledzy mówili że gry nie chodzą. Ja już wtedy nie grałem, i bardzo lubiłem win 2000.

rozdział IV iksi pe :)

Przedostatnim najbardziej rozwiniętym etapem jest windows XP. system który łączył linie nt, 2k z kompatybilnością 98. Dla mnie zbyt cukierkowy, i zbyt zautomatyzowany. Jednakże i tu szybko zostałem „specem” od naprawiania, bo niewprawny użytkownik szybko potrafił popsuć wszystko, poczynając od mbr, kończąc na usuwaniu karty muzycznej. Nie wiem jak to możliwe, ale różne dziwne rzeczy potrafiły się tam wyrąbywać. Ludzie jednak lubili ten system. Ja pozstawałem wierny 2k, który nie zawodził. Później gdy pracowałem, miałem styczność z hurtowymi reinstalacjami i naprawianiami xp, i to było ciekawe doświadczenie ;-) mądrzy ludzie pokazali jak fajnie można optymalizować pracę, jak szybko można wszystko robić. Polubiłem i ja tego windowsa. W szczególności jak mikrosoft dał mi go na studiach :-)

rozdział ostatni viśta won

Z tym systemem miałem styczność chwilową. Jedna instalacja, parę konfiguracji. Nie różni się zbytnio od XP, tylko że wszystko jest poprzestawiane, albo bardziej zautomatyzowane. Myślałem że jądro systemu się zmieni, myślałem że coś mnie zaskoczy, a tak nie było. Zatem to takie xp bis... Chociaz ładnie wygląda domyślnie, i podczas instalacji jest graficzny instalator :). A zapomniał bym, viste szybko można wyglądem upodobnić do 2k, co mi się bardzo podoba :).

** Podsumowując:**

Microsoft ostro walczy, wydaje te piękne systemy. Lubie bardziej linuxa, chociaz winda też jest fajna. Tylko szalenie droga!!! Na szczęście już są alternatywy dobrze działające jak ubuntu, które mogę szczerze polecić zamiast drogiego niefajnego windowsa.
Jednakże do windowsa mam szacunek, na nim nauczyłem się angielskiego, na nim nauczyłem się serwisowania komputera, nauczyłem się obsługi wszystkiego poczynając od dos, aż po viste.
Każdy [STRIKEOUT:mądry] informatyk powinien poznać ten system.

© Piotr Lemiesz.