Luty 9, 2010

Ciekawostki

(No comments)

Małe uzupełnienie do wpisu o adwordsach.

Po pierwsze na ten temat rozpisał się PCWORLD – także zachęcam do lektury, jest dokładnie opisane jak to działa, i jak można na tym zarobić. Okazuje się, że taki SMS na ten test potrafi nawet kosztować 60 zł, więc jeszcze bardziej przesuwa się próg opłacalności na korzyść takiego kogoś kto to założy.

I jeszcze raz powtórzę, wiadomo że nikt kumaty, kto chociaż w jedym procencie rozumie co to są płatne SMS, się na to nie złapie. Lecz ludzi którzy mogą się na to złapać jest 30 milionów, i niech tylko 0.01% się złapie to i tak jest 300 osób…

Zatem, czytajcie dokładnie ile kosztuje SMS, i te z 7 na początku bardzo, ale to bardzo dokładnie sprawdzajcie! Ja powiem że nawet zablokowałem wysyłkę ze swojego numeru, żeby nigdy nie mieć problemu z tymi SMSami.

Niechciana data

Podczas wyszukiwania jakiś mocno specyficznych informacji (technicznych) w Google, gdy już tak bardzo zawęziłem zapytania, że miałem tylko kilka wyników, pojawiła się reklama w wyszukiwaniu. Bardzo mnie zaskoczyła, nawet nie ze względu na treść, a na miejsce. Z tego co dobrze rozumiem, reklama w wyszukiwaniu pojawia się podczas wpisywania słów kluczowych podobnych do tych które wyszukuje. Te już były tak specyficzne, że prawie nie było wyników oryginalnych, a tu jednak wyskoczyła reklama.
Sama treść reklamy, była też jak najbardziej zaskakująca: „Sprawdź kiedy umrzesz” lub coś podobnego. Po kliknięciu, okazało się, że jest to po prostu „test” zadający różne pytanie o palenie i tam inne, ma podać jako wynik dokładną datę śmierci. Jako niespodzianka – wynik dostaniemy, gdy wyślemy SMSa za, bagatela, 10 zł plus VAT.

Trochę wyśmiewając naiwność twórców, zamknąłem stronę. Jednak zastanowiły mnie dwie rzeczy:

  • czemu pojawiło mi się to na wynikach tak głupiego zapytania
  • czy ktoś wysyła takie SMS

Oba problemy rozważę osobno.

Tania reklama dzwignią handlu

Po pierwsze – pozycja reklamy. Koszt kliknięcia na stronę zależy od kwoty jaką zdefiniujemy. Jeśli nasza propozycja przegra „licytacje” na to słowo kluczowe, to się w ogóle nie pojawimy, a jeśli wygramy, i ktoś kliknie, to zapłacimy tyle ile wylicytowaliśmy. Tyle w ogólnym skrócie. Dzięki temu oblegane słowa kluczowe jak „powiększanie penisa” są drogie, i kliknięcie tam przysparza dużych kosztów reklamodawcy. Co jednak, gdy zdefiniujemy bardzo tanią reklamę na dziwaczne słowa kluczowe typu „nagwintowany ogórek Linux”? Okaże się że tam konkurencji nie ma, i reklamę dajemy po najmniejszych kosztach. Zatem wystarczy oblegać mnóstwo mnóstwo tanich słów kluczowych, za minimalne koszty, a nasza reklama będzie wdzierać się w różne wyszukiwania. Samo wyświetlenie nic nie kosztuje, dopiero kliknięcie.

Uderz w stół a nożyce się przestraszą

I tu przechodzimy do drugiego aspektu.

Działamy na jednym z większych ludzkich strachów – śmierć. Ludzka psychika, zaciekawiona zlepkiem słów: „sprawdź kiedy umrzesz” skieruje twoją uwagę na ten temat. Jeśli nie interesuje cię to, albo masz mózg zajęty zupełnie innym tematem, nie klikniesz – nie spowodujesz kosztu dla reklamodawcy tego trupiego testu.

Jednak, jeśli klikniesz – oznacza że to cię to zainteresowało, więc chyba jesteś warty tego minimalnego kosztu poświęconego na reklamę.

Co dzieje się jednak dalej?

Gdy już jesteś w środku, zastosowana jest na tobie kolejna manipulacja, bo wszystko pięknie, pisze poświęc chwile na wypełnienie testu. Czym większe zaangażowanie (np. czasowe), tym łatwiej jest nam wydać pieniądze. Gdybyśmy na początku wiedzieli że to będzie kosztować, to od razu byśmy to rzucili, ale odpowiadając dobry kawałek czasu na te wiele prywatnych pytań, coraz bardziej wzniecasz swoją ciekawość, coraz bardziej osłabiasz swoje postrzeganie możliwości prawdziwości tego testu.

Coraz głębiej wpadasz w pułapkę tak dokładnie zastawioną, i tak dokładnie wycelowaną przez wyrachowane działania. Na samym końcu: „Aby otrzymać odpowiedź, wyślij SMS”. Tutaj jeśli na dodatek nie wie się co oznacza numer 79999 (druga cyferka mówi ile to złotych – mniej więcej), wysyłamy głupiego SMS napędzamy kabzę właścicielowi, sami dostajemy cyferkę.

Nie twierdze że to oszustwo, a bardzo wyrachowany i dobrze skrojony interes, żerujący na najniższych ludzkich instynktach, nie mający jednak nic wspólnego z rzeczową i co najważniejsze PRAWDZIWĄ analizą pewnych zachowań i predyspozycji.

Teraz obliczmy zysk.

Nie wiem czy trzeba wysłać więcej niż 1 SMS, ale zakładam że nie. Więc zysk uprościmy 10 zł od -jelenia- klienta.
(tak wiem że nigdy to nie jest 10zł jeśli SMS kosztuje 10 zł – ale chodzi mi o przedstawienie przebitki, a nie dokładne wyliczenia)
Koszt. Tutaj nie jest tak prosto. Bezpośredni koszt to oczywiście koszt wejścia danego klienta. Więc załóżmy że 1 gr. Jednak, pewien duży odsetek ludzi którzy wejdą nie wyślą SMSa. Jednak załóżmy że koszt wejścia jednej osoby to 1 gr.

Aby interes przestał byc opłacalny, musiało by wejść ponad 1000 osób i nie kliknąć. Pamiętajmy jednak, że nie wchodzą tam osoby niezainteresowane, bo słowa kluczowe są dosyć niezwiązane z tym tematem, lub są zupełnie ale to zupełnie z nim nie związane (ja tak trafiłem parokrotnie, wyszukując mocno techniczne rzeczy związane z apache).

Więc prawdopodobnie, 0.1% (a taka właśnie ilość jest potrzebna) osób wyśle SMS, czym większy stopień konwersji, tym większy zysk.

Po dokładniejszym sprawdzeniu, zysk z SMS to około 40-50%, a koszt złapania człowieka nie musi być równy 0.01 gr, więc granica opłacalności przesuwa się ku większym liczbom np. 1%. Prawdopodobnie wytrawny psycholog, rozpoznając temat, i rozpoznając warunki kliknięcia, i wysłania SMS, podpowie czy w takich warunkach, wysyłalność takiego SMS przekracza daną granicę, ja się nie znam, ale wydaje mi się ze tak. Specyfika tego interesu, też pozwala na proste sterowanie opłacalnością, na przykład zwiększając koszt SMS, albo zmniejszając koszty kampanii. Jeśli dodamy do tego jeszcze inne programy linków, nie tylko tych płatnych, ale wszelkich darmowych i tym podobnych, to wszystko możę spowodować jeszcze większe zyski.

Sam koszt początkowy, jest niemalże banalny – bo stworzyć taką stronę, hostować ją to patrząc na jakość tych stron, to grosze. Koszt reklam, napisałem powyżej – wystarczy go kontrolować, a zysk spływa do nas bardzo szerokim nurtem :-)

Styczeń 23, 2010

Ciekawostki, Dywagacje

15 comments

Łańcuszek szczęścia.

Kiedyś będąc młodym człowiekiem, widziałem w mieście rodzinnym cotygodniowe zgromadzenia. Jak dowiedziałem się później, były to zgromadzenia ludzi, którzy są w pewnym systemie finansowym, który miał przynosić wspaniałe zyski. Jego idea była banalnie prosta. Kupujesz „udział” i sprzedajesz go dwa razy następnym ludziom. Prosta i wspaniała metoda, nieprawdaż? Na dodatek, jeśli ten komu sprzedaż, odsprzeda dalej, dostaniesz od tego procent. Warto więc było tworzyć sieć, wspierać się nawzajem itp. Wizja prostego zarobku kusiła, nikogo nie zastanawiała moralnie, że przecież, kurcze, sprzedaje za przeproszeniem powietrze, nikt też nie próbował wytłumaczyć, co się stanie jeśli się tego „udziału” nie sprzeda, bo nie znajdzie się odpowiedniego -jelenia- kupca.

Po pewnym czasie, dowiedziałem się że nazywa się to piramidą finansową, jest to oszukańcza metoda, na wzbogacenie się w sposób prosty, za pomocą niezbyt uczciwej, polegającej na chciwości metodzie. Z tego co wiem, takie piramidy są zabronione.

Czym jest TWR Power System,

Ostatnio, zapoznałem się z systemem TWR     Power System. Jego główne słowo marketingowe brzmiało mniej więcej: nasz system partnerski może przynosić nawet 450%. Poświęciłem chwile na rozpoznanie, mianowicie działa to tak: obiektem sprzedaży jest hosting. Bez ograniczeń i tak dalej. Koszt to 30$ miesięcznie. Jednakże, jeśli polecimy komuś taki hosting, zaczynamy dostawać pieniądze. Zatem opłacalne jest to polecać znajomym, bo po prostu dostaniemy od nich procent. System jest tak miły, że jeśli mamy tylko dwóch „poleconych” od każdego dostajemy 15$, więc wychodzimy na „0″.

Typowy Wielopoziomowy Marketing (MLM). Gdy mamy dużą sieć polecających, nawet zaczynamy na tym zarabiać. Zatem, mając coś, dostajemy za to pieniądze.

Jak widzi system właściciel TWR Power System.

Z punktu widzenia twórcy takiego biznesu, zasada jest prosta – marketing na wysokim poziomie, odpowiedni system refundacji, tak aby działać na część mózgu „zbieracza” u człowieka. Do tego jeszcze bardzo dokładne wyliczenia matematyczne, aby zrównoważyć zysk, z ryzykiem.

Sam przedmiot sprzedaży trochę zaczyna tu uciekać, jednak przyjrzyjmy mu się bliżej. Jest to hosting php, tak zwanie bez ograniczeń. Oczywiście jak wszędzie ograniczenia są, tylko ukryte w sprytnych sformułowaniach. Z doświadczenia wiem, że też można sprzedawać hosting cudownie rozmnażając aplikację na jednym serwerze, a w dobie usług na żądanie typu „amazon” możliwe jest tworzenie takich nowych hostingów od ręki, niemalże automatycznie. Opłacalność zależy tylko i wyłącznie od ilości ludzi płacących. Z mojego punktu widzenia, 30$ miesięcznie to bardzo dużo jak na taki hosting, bo za taką cenę można mieć nawet swój serwer dedykowany (tak wiem, biedny, ale zawsze), a to jest zwykły zwykły cpanel+php+mysql, czyli żadna rewelacja. Na allegro, czasem ktoś sprzedaje takie hostingi za 6 zł za ROK (!). Nie twierdzę oczywiście, że są to usługi tożsame, tylko że wystarczy mocno szukać.

Jednak, warto przyjrzeć się sieciowości tego przedsięwzięcia. Sieciowości w kontekście wielopoziomowości. Opłacalność dla właściciela tego interesu zależy od tego czy ktoś jest aktywnym użytkownikiem, czy nie. Jeśli jest aktywnym, to za darmo rozciąga mu sieć sprzedaży, bo jego wpływy niestety giną na opłacenie jego polecających. Jeśli jest nieaktywnym sprzedawcą, to najwyżej zjada troche mocy przerobowej jego parku maszyn, ale przynosi zyski, bez konieczności opłacania innych następnych poziomów. Zatem w tej strukturze drzewiastej, gdy ktoś jest nierozwijającym się liściem, jest najbardziej opłacalny. Samo założenie tego systemu też, mówi wprost że do takiego stanu dąży każdy liść. Zastanówmy się czy dużo jest chętnych na hosting PHP+MYSQL za 360$ rocznie? Nie ma ich dużo, to jest droga usuga za proste rzeczy. Kilka osób które naprawdę potrzebuje hosting, porówna z różnymi ofertami, i uzna że jest to całkiem drogo i nie opłacalnie.

Zatem do kogo to jest skierowane?

Do ludzi, którzy chcą zarobić.

Z punktu widzenia osoby w Systemie.

Osoba która się zainteresuje tym systemem, powie: „dammit, znajdę dwóch -jeleni- kupców, i już jestem na zero”. To stwierdzenie jest prawdziwe, i zaczyna się przekonywanie kupca: pomyśl o tych którym sprzedaż, o tych grubych tysiącach, jeśli twoja sieć sie rozrośnie. Może czasem coś wspomni o zaletach że to hosting. Zauważmy: bardziej istotne staje się to czemu to się opłaci, a nie właściwy produkt, którego zalety można szybko podważyć! Już nie wspominając o tym, że w specyficznych warunkach, można rozmnożyć, i na jednym hostingu można mieć kilka kont, i nie trzeba nic sprzedawać. Zaczyna to trochę przypominać piramidę finansową, gdzie najbardziej traci osoba nieaktywna, która przerywając łańcuch, jest najbardziej stratna. Owszem nie jest to stricte żadna piramida, bo jest PRODUKT: hosting. Ale czy na pewno?

Czy ja bym w to wszedł?

Gdybym miał klientów na hostingi, za taką cenę na pewno. Gdybym chciał tylko rozwijać sieć za wszelką cenę, sprzedając (wmuszając) komuś produkt o zawyżonej cenie – nigdy. Nie mam chyba na tyle silnej woli aby coś, co uważam za „nieuczciwe” móc sprzedawać.

Widzę, że nawet spotyka się z pewnym zainteresowaniem pośród ludzi. Research wykazał, że ludzie ze znajomościami, zarabiają. Wyczytałem też, że mieli problemy techniczne – przenoszą się do nowej serwerowni. Heh, czego się spodziewać po ruchomej infrastrukturze. Dobrze że nie napisali że robią to na chmurze jakieś, bo bym się trochę pośmiał, jak tu można wyzyskać, nawet bez grama swojego wkładu.

Osobiście jestem bardzo sceptycznie nastawiony, do takiego rodzaju piramid, ale wiem, że przy odpowiednim zaangażowaniu, a choćby i nawet na sprzedaży tego na allegro, i na przykład w jakimś biznesie, z usługami dodanymi w postaci, stron na tych hostingach, można się wzbogacić, ale wejść tak na goło, z nadzieją na łatwy zarobek – brr, nie zazdroszczę wylania na siebie wiadra wody, i straty pieniędzy.

Ciekawe czemu nie ma możliwości, po prostu polecania tego hostingu, bez konieczności płacenia? Czyżby moja teoria o dochodowym martwym liściu miała miejsce ?

Jaka jest alternatywa?

Lepiej wejść we współpracę z innymi podobnymi ludźmi i prowadzić działalność odpowiedniejszą – typu firma tworzenie stron, przy okazji sprzedaży hostingu. Konsultingu internetowego – doradzania co i jak z know-how. Wtedy nawet naturalnie pojawiają się klienci, i wtedy okazało by się, że jest to całkiem nieopłacalne takie usługi.