Dzieci Boga – Mistrzowie Wysokich Energii
Jak zauważyliście, często zastanawiam się nad różnymi dziwnymi rzeczami. Dziś kolejne z tych dziwnych przemyśleń.
Bóg i jego dzieci.
W jednym z moich wcześniejszych wpisów pisałem o tym że bóg nie mógł by ingerować w prawa fizyki i we wszechświat w żaden nienormalny sposób, bo by popsuł rzeczywistość.
Więc wyobraziłem sobie dzieci boga – jako kogoś kto jednak chciałby zmieniać świat. Dzieci, dlatego, że młode osoby, o idealistycznych poglądach, czasem trywialnych i nierzeczywistych, nadawały by się do prób takich modyfikacji.
Kim były by dzieci boga ?
Nie byli by to prorocy żerujący na różnych ludzkich uczuciach, nie były by to emanacje znanych z historii bóstw i przedstawicieli religii. Nie były by to ufole, nawiedzające nas w swoich latającyh spodkach.
Były by to „mistrzowie wysokich energii”. Tylko takie spontaniczne źródła energii – typu wielki wybuch, rozbłyski supernowych, nie naruszają praw wszechświata, bo są tylko źródłem zaburzeń różnego typu (fale elektromagnetyczne, grwaitacja). Takie zaburzenia mogły by być uznawane jako „naturalne” – bo przecież w oderwaniu od miejsc gdzie istnieje świadomość która jest w stanie poszukiwać anomalii, nasz aparat poznawczy jest mocno ogranicznony, a druga sprawa, odległości we wszechświecie, nie pozwalają w prosty sposób rozchodzić się informacją o takich anomaliach, i dzięki temu akty takich „dotknięć energetycznych” nie były by w żaden sposób widoczne dla świadomych obserwatorów, lub po pewnym czasie, interferując z naturalnymi szumami, ich ślady zacierały by się najnormalniej w świecie.
Czyli bez cudowności ?
Czyli nasze dzieci boga, tylko świadomie musiały by chcieć zadziałać gdzieś przy jakichś świadomych obserwatorach, a w to w żaden sposób nie wierzę, żeby akurat Tobie, czy mi – ktoś o tak zuchwale niewyborażalnej mocy, chciałby to objawić.
„Podróże senne” Hermann Hesse #17/2010
Źródło: lokalna biblioteka. Powód: Przypadkowo zupełnie. Gdzieś mi się obiło o uszy Hermann Hesse, to pomyślałem że wypróbuje. Właśnie sprawdziłem – wilka stepowego czytałem Hessego, chociaż, wstyd przyznać, coś nie przypominam sobie zbyt dokładnie, dlatego chciałem może sobie coś odświeżyć.
Tym razem cieniutka książka okazała się zbiorem krótkich opowiadań. Opowiadania na początku wydają się niestrawne, i jakieś trywialne, ale z przepływem kartek coś zaczyna się zmieniać. Opowiadania pokazują drugą głębię, budzą zastanowienie. Niektóre pod przykrywką niemalże bajki, przekazują „przydatne” prawdy, nad którymi można pomedytować. Najbardziej utkwił mi w pamięci opowiadanie o losie miasta, od urodzenia do śmierci, bardzo obrazowe, po prostu przeniesienie niemalże w życie…
Zatem polecam, w szczególności że nie jest długie, a ładuje szerokim ładunkiem „emocjonalnym” i filozoficznym.
Witaj!