Półmetek. 26 książek na pół roku. Idealnie dopasowuje się do planu. Teraz już z górki, raczej uda mi się, a najwyżej, będę hakował krótkimi książkami :)
Wracając…
"Błyskawica przecina wiosenny wiatr"
"Rewolucja® Jest Blisko!"
Półmetek. 26 książek na pół roku. Idealnie dopasowuje się do planu. Teraz już z górki, raczej uda mi się, a najwyżej, będę hakował krótkimi książkami :)
Wracając…
Źródło książkiZnowu kolejna książka z mojej półeczki. Kupiłem ją dawno dawno temu – teraz przeczytałem drugi raz.
Oczywiście tytuł – bo chciałem się dowiedzieć, kurcze – ja też chcę być bogaty.
A tak naprawdę – treść mnie zaciekawiła, szybki skaning w sklepie też przeszedł pozytywnie. Click here to read more.. »
O co chodzi z tą „niezależnością finansową” ?
Chodzi o to aby zmienić myślenie, które większości z nas wpajali nam nasi rodzice. Typowy schemat to: ” synu/córko ucz się pilnie abyś mogła dostać dobrą prace”. Wszystko niby ok, niestety w ustroju kapitalistycznym, wygrywają Ci, którzy pracują dla siebie a nie dla kogoś. Będąc zwykłym pracownikiem w firmie cały czas pracujemy na bogactwo właściciela – to on zbiera większość wpływów. My dostajemy mniejszy lub większy kawałek tego co dla kogoś zarobimy. W pewnym momencie właściciel sprzedaje firmę albo po prostu komuś się przestaliśmy podobać i nie ma nas – nasze zaangażowanie, wkład włożony w firmę nie ma znaczenia.
Jak więc zabezpieczyć się przed takim finałem ? Zamiast pracować u kogoś spróbujmy zrobić coś na własną rękę. Nie próbujmy być najmądrzejsi tylko zacznijmy zatrudniać mądrych ludzi …
Ja też byłem pogrążony w schemacie pracy na etacie. Wydawało mi się, iż wystarczy być dobrym w swojej dziedzinie i wtedy jakaś ciekawa i dobrze płatna praca zapewni mi dostatek i dobre perspektywy na przyszłość. Jednak kiedyś wpadła mi w ręce pewna książka, która spowodowała zmianę mojego myślenia.
Nie zrobimy biznesu dopóki nie zaczniemy myśleć, że to jest to co chcemy robić i mieć świadomość, iż praca na etacie na dłuższą metę nie prowadzi nas do niczego dobrego.
Książka o której mówię nie sprawi, iż zostaniecie bogaci. Nie sprawi, że nagle zostaniecie właścicielami firm. Natomiast na pewno postara się zmienić wasze podejście i gwarantuje, iż po jej przeczytaniu coś się w Was zmieni. Zaczniecie myśleć: „Rzeczywiście ten etat to kiepska przyszłość”, „Może to co robie w firmie mógłbym robić jako firma jednoosobowa?”.
Proponuje odżałować i kupić normalną drukowaną wersję. W chwilach zwątpienia i chęci powrotu do „ciepłego” etatu i powrócenia na stare tory myślowe zawsze będzie można do niej zerknąć i pobrać motywację do działania na własny rachunek.
Przyznam bez bicia – nie jestem jeszcze biznesmenem. Natomiast mocno w tym temacie działam i wiem jedno – chce pracować na własny rachunek. Etat to nie jest to co tygryski lubią najbardziej ;)
czuwaj !
–
Od PL: Kolejny wpis gościnny Roberta, dziękuję!
Książkę też jakiś czas temu czytałem, inspiruje do myślenia i podejścia do życia. Trochę za bardzo realia amerykańskie tam są, ale generalnie Warto!
Kiedyś wymyślałem super pomysły. Przeżywałem olśnienia biznesowe. Pomysły które tworzyłem, były najwspanialsze na świecie, byłbym milionerem gdybym je zrealizował.
Tyle że nie zrealizowałem.
„Jednak dziś mnie olśniło, po raz kolejny. Wiem z czego wynika to, że żaden z naszych wspólnych pomysłów nie doczekał się realizacji, wdrożenia. Wynika to z prostej sprawy. Nie mieliśmy modelu biznesowego. Zawsze trochę na pałę coś wymyślaliśmy – super – brainstorming to dopiero początek. Później jednak tylko pławiliśmy się w sukcesie wymyślenia, i żyliśmy w przeświadczeniu że ktoś inny za nas to zrobi.
Niestety tak się nie da, bo trzeba mieć model biznesowy podczepiony pod ten pomysł. Dokłądniej jednak mówiąc, chodzi o to czemu ten pomysł się opłaca. Jeśli na przykład miałby się opierać na reklamach, trzeba wiedzieć jakie te reklamy i jaki zysk przyniosą. Po prostu trzeba zrobić biznesplan. Dokładniutki aż do bólu. Wtedy widzimy, że potrzebujemy 10000 reklam na stronie, i to spowoduje ze nikt tej strony nie będzie ani czytał, ani lubił. Jeśli strona miała by żyć ze sprzedaży utworów muzycznych, trzeba wiedzieć ile tych utwórów na miesiąc i tym podobne. Oprócz tego koszty początkowe (i późniejsze) trzeba zbilansować tymi zyskami i tak dalej. To wszystko po prostu da pełen obraz biznesu i od razu będziemy wiedzieć, czy lubimy to robić, czy chcemy to robić, z czym to się wiąże, ile trzeba zainwestować, ile można zyskać, i kiedy ten zysk osiągniemy.
Więc po prostu źle robiliśmy że te biznesy zostawialiśmy w takim luźnym stanie, bo jeśli do któegoś byśmy tak usiedli, to by wychodzilo ze piekny pomysl, o ktorym bardzo fajnie sie rozmawia, okazuje się zupełnie zmasakrowany w sensie biznesowym, bo na przykład koszt początkowy jest tak ogromny ze dupa zimna.”
To jest właśnie potrzebne do biznesu. Przez długi czas byłem przeświadczony że można robić biznesy na żywca, zainspirowane chwilowym przypływem „pseudo-geniuszu”. Myślałem też że tak największe biznesy miały okazję się dziać. Jednak tak w żaden sposób się nie dzieje.
Każdy pomysł, trzeba chociaż zgrubnie skalkulować. Nie mówię tu o dokładnych obliczeniach winien/ma, czy nawet o wymyślaniu nie wiadomo jakich dokładnych wyszczególnień.
Chodzi tu o proste utworzenie planu, co jest na minus i co jest (tu ważne) na plus. Dzięki temu łatwo uświadamiamy sobie, że nie potrafimy wymyślić i stworzyć opłacalnego biznesu. Nie mówię tu nawet o analizie ryzyk, czy innych skomplikowanych analizach.
Chodzi o proste zapisanie na kartce papieru + i – i wykazanie (czasem przede wszystkim) sobie, że jest to dobry pomysł.
Zatem:
Nie mówię oczywiście że musi być to opłacalne finansowo, ale może w innych aspektach będzie opłacalne. Ale udowodnij sobie jego słuszność.
A dzięki temu nie zostaniesz z problemem: „Defective by design” za jakiś czas.