Index ¦ Archives ¦ Atom

Przyszłość jest teraz - test oculusa

Szalejący błednik, odruchy wymiotne, 10% pole widzenia, ciągłe pytanie co się stało z moim ciałem, a nawet zmiana mnie w kota - to najbardziej drastyczny opis jaki można by stworzyć. Jednak prawda jest zupełnie inna.

Dzisiaj przy okazji zwykłych sprawunków, okazało się że jakas firma robi promocje. Uwaga!: miałknięciem dziecka można było wygrać karme dla kota. Wspaniała metoda reklamy. Ale ja tu miałem o oculusie.

Właśnie przy okazji tej promocji, już prawie odchodziliśmy, gdy nagle zobaczyłem przy komputerze z dziwnym wygaszaczem ekranu, leżącego na wolności oculusa.

Nigdy nie widziałem, a wydawał mi się masywniejszy. W pierwszej chwili pomyślałem, że może ktoś zostawił przez przypadek, ale gdy tylko przyjałem kurs na ten przybytek VR, nadzwyczaj uprzejma pani, zaproponowała użycie. W swoim zamyśle, miało to symulować widok kota.

Ja jednak nie słyszałem ani grama z tego co pani hostessa próbowała mi przekazać, wspominała coś o dobrowolnym oddaniu wątroby na karme, albo o dużej pikselozie. Ja jednak już w rękach miałem ten przybytek niedoli.

Szalenie lekki, fajnie zaprojektowany, nie za zbytnio przytłaczający. W montarzu przypominający maskę podwodną z DDR'u.

...

Wkroczyłem w VR.

Co się później wydarzyło, to będą wspominać w almanachach informatyki, złotymi zgłoskami. Albo nie.

Wkroczyłem w sztuczną rzeczywistość, moje oczy odcięte od rzeczywistości, przekazywały rozpaczliwie mojemu mózgowi inną rzeczywistość. A mózg w to wierzył, oj wierzył.

Film, bo inaczej bym tego nie nazwał, odgrywał pseudo-widok z oczu kota, który poruszał się w wielu miejscach. Wrażenie ruchu tak oszukiwało wszystkie zmysły, że wręcz sterowanie miesniami, kompensowało ruch wykonując mikro poprawki (powodując chichot mojego dziecka i małżonki). Błędnik podczas skrzywiania widoku (KTO TO WYMYŚLIŁ!!! gwałt na logice, aby w oculusie obracać widok!!!), wykonywał chyba podwójnego aksla.

Jednak, możliwość rozglądania się w tej wirtualnej rzeczywistości, jakkolwiek strasznie źle zrobionej i z niskim klatkowaniem, powodowała oderwanie od rzeczywistości. Zmysł słuchu i równowagi jednak przegrywa zupełnie ze wzrokiem. Ciekawość robiła swoje, gdyby nie ten sztuczny ruch, sam zaczął bym chodzić na tym króciutkim kabelku (i coś na pewno bym urwał) po otaczającej mnie ułudzie.

Pamiętałem że na jutubie wspominali że mały kąt widzenia, bo soczewki są na wprost oczu. Potwierdzam i nie potwierdzam. Spodziewałem się widoku a'la lornetka, a dostałem kąt rzędu 90 a moze nawet i więcej stopni. Mogłem obracać wzrok, i nie wypadłem ani razu, bo zaraz gdy zbliżałem się do skraju pola widzenia, głowa robiła swoje.

Wspaniałe, wspaniałe i jeszcze raz wspaniałe.

Teraz tylko kwestia interfejsu, aplikacji, i kilku szczegółów i przyszłość wpadnie na nas z hukiem. Następnym krokiem w przyszłość chyba już jest tylko rzeczywiście interfejs bezpośrednio w mózg i to chyba nawet bardziej nie do inputu do mózgu, a w drugą stronę, bo już kończyny to dosyć wolny i toporny interfejs, a coś co albo będzie łapało nasze mówienie, albo wyćwiczone aktywacje umysłu - i zamieniały na inteakcje.

No to tyle tej krótkiej, żywiołowej reakcji - którą musiałem się koniecznie podzielić. Póki nie będzie praktycznych implementacji, to taki oculus, to bardziej "zabaweczka" - jednak i tak fazuje i rozbudza wyobraźnie do granic możliwości, i pewnie podobnie jak na niektórych katastroficznych filmikach, będzie kupa ludzi którzy będą podłączeni do takich miejsc.

© Piotr Lemiesz.