Wspaniały dylemat, nieprawdaż?
Zastanawiałem się niedawno, ile osób urodziło się w tym samym dniu, godzinie, sekundzie co ja. Druga sprawa to ile powinno się rodzić ogólnie w jakimś szpitalu na raz – to drugi, problem, ale może to tym później.
Oczywiście, takie wyliczenia już ktoś robił, ale ja je zrobiłem w pamięci bez zaglądania gdziekolwiek – więc teraz podzielę się moją metodą z Tobą.
Obliczenia
Jak zwykle bardzo ciekawy temat – a że umiem używać mojego kalkulatora, to już pokazuje obliczenia.
Założenia:
ilość ludzi – 40 milionów
rozkład urodzeń – liniowy (wierutna bzdura)
średnia długość życia 65 lat = 569400 godzin
Wyniki:
Skoro istnieje 40 milionów ludzi, każdy jest w którejś z tych ~600k godzin życia. Zakładając że są oni liniowo w tych godzinach, wystarczy podzielić te 40 milionów na ~600k i dostaniemy ile ludzi jest w jednej godzinie.Wynik wychodzi: ~70
Około 70 osób urodziło się w tej samej godzinie co ja. czyli nawet 1,17 osoby w tej samej minucie, oraz 0.02 w tej samej sekundzie.
0.02 = 2%, czyli 2% prawdopodobieństwa, że ktoś się w tej samej sekundzie urodził.
Oczywiście mówię tu o polsce.
Sam się o tym przekonałem – o tym że dużo ludzi w tym samym czasie, jak swego czasu na gronie kliknąłem na link – zobacz ludzi urodzonych tego samego dnia, i było ich sporo.
Błędy obliczeniowe.
Należy pamiętać – liniowy rozkład nie istnieje. Są wyże, niże demograficzne. Różne zdarzenia mogą spowodować punktowy wzrost ilości, nawet pora dnia na to wpływa. Jednak sama statystyka może dawać do myślenia.
Wnioski
Ciekawe czy poznam kogoś urodzonego tego samego dnia, o tej samej godzinie?
Źródło książki
Znowu moja krótka półeczka książkowa. Kupiona dawno temu w jakiejś księgarni.
Powód wyboru akurat tej książki
Tak, wiem… tytuł jest straszny. Ale tematyka już mniej, stąd dlatego ją kupiłem. Było to jakiś czas temu. Teraz na moment przed oddaniem książki do biblioteki, przeczytałem jeszcze raz, żeby zanotować to co ciekawe.
Oprócz tego oczywiście chciałbym być obrzydliwie bogaty!
Treść książki w kilku słowach
Kilka ciekawych teorii i zdań na temat bogactwa, aktualnej ekonomi i różnych ciekawych powiązań. Generalnie autor rozprawia się z mitem „bogactwa” i podejścia wielu ludzi do tego, od skali mikro – czyli jednej osoby, w skali makro i mega – czyli zakład pracy, państwo.
Co Mi dała ta książka?
Po pierwsze pozytywnie nastawia do tego, że pomimo że zżeramy naturalne zasoby ziemi, to tak na prawdę wraz z upływem czasu, przesuwa się jednak „zapas” tych zasobów. „Zapas” to nie ilość, a subiektywna ilość. Dziś zużywamy samochodem x razy mniej paliwa niż jakiś czas temu, więc na dłużej starczy nam paliwa. I tym podobne.
Oprócz tego, po raz kolejny przeświadczyła mnie ta książka, że ciągle rozwijająca się technologia to ciągle otwarta karta w którą można wpisać swoje 3 zdania. Nie jest tak, że coś nas blokuje, że coś stoi na drodze przede mną – tylko ciężka praca i sukces.
Po raz kolejny też przeświadczyłem się jak ciekawym miejscem jest sfera finansowa świata, gdzie w pewnym abstrakcyjnym miejscu tworzone są pieniądze (banki), które wcale nie istnieją i tym podobne. Książka delikatnie i inteligentnie to przekazuje.
Polecam książkę, jako taki mały przerywnik, raczej jako wzmocnienie wiedzy, a nie jakąś motywację do czegokolwiek. Ja akurat lubię pogłębiać swoją wiedzę, więc książka mi się spodobała.
O co chodzi z tą „niezależnością finansową” ?
Chodzi o to aby zmienić myślenie, które większości z nas wpajali nam nasi rodzice. Typowy schemat to: ” synu/córko ucz się pilnie abyś mogła dostać dobrą prace”. Wszystko niby ok, niestety w ustroju kapitalistycznym, wygrywają Ci, którzy pracują dla siebie a nie dla kogoś. Będąc zwykłym pracownikiem w firmie cały czas pracujemy na bogactwo właściciela – to on zbiera większość wpływów. My dostajemy mniejszy lub większy kawałek tego co dla kogoś zarobimy. W pewnym momencie właściciel sprzedaje firmę albo po prostu komuś się przestaliśmy podobać i nie ma nas – nasze zaangażowanie, wkład włożony w firmę nie ma znaczenia.
Jak więc zabezpieczyć się przed takim finałem ? Zamiast pracować u kogoś spróbujmy zrobić coś na własną rękę. Nie próbujmy być najmądrzejsi tylko zacznijmy zatrudniać mądrych ludzi …
Ja też byłem pogrążony w schemacie pracy na etacie. Wydawało mi się, iż wystarczy być dobrym w swojej dziedzinie i wtedy jakaś ciekawa i dobrze płatna praca zapewni mi dostatek i dobre perspektywy na przyszłość. Jednak kiedyś wpadła mi w ręce pewna książka, która spowodowała zmianę mojego myślenia.
Nie zrobimy biznesu dopóki nie zaczniemy myśleć, że to jest to co chcemy robić i mieć świadomość, iż praca na etacie na dłuższą metę nie prowadzi nas do niczego dobrego.
Książka o której mówię nie sprawi, iż zostaniecie bogaci. Nie sprawi, że nagle zostaniecie właścicielami firm. Natomiast na pewno postara się zmienić wasze podejście i gwarantuje, iż po jej przeczytaniu coś się w Was zmieni. Zaczniecie myśleć: „Rzeczywiście ten etat to kiepska przyszłość”, „Może to co robie w firmie mógłbym robić jako firma jednoosobowa?”.
Proponuje odżałować i kupić normalną drukowaną wersję. W chwilach zwątpienia i chęci powrotu do „ciepłego” etatu i powrócenia na stare tory myślowe zawsze będzie można do niej zerknąć i pobrać motywację do działania na własny rachunek.
Przyznam bez bicia – nie jestem jeszcze biznesmenem. Natomiast mocno w tym temacie działam i wiem jedno – chce pracować na własny rachunek. Etat to nie jest to co tygryski lubią najbardziej ;)
czuwaj !
–
Od PL: Kolejny wpis gościnny Roberta, dziękuję!
Książkę też jakiś czas temu czytałem, inspiruje do myślenia i podejścia do życia. Trochę za bardzo realia amerykańskie tam są, ale generalnie Warto!
Jak zauważyliście, często zastanawiam się nad różnymi dziwnymi rzeczami. Dziś kolejne z tych dziwnych przemyśleń.
Bóg i jego dzieci.
W jednym z moich wcześniejszych wpisów pisałem o tym że bóg nie mógł by ingerować w prawa fizyki i we wszechświat w żaden nienormalny sposób, bo by popsuł rzeczywistość.
Więc wyobraziłem sobie dzieci boga – jako kogoś kto jednak chciałby zmieniać świat. Dzieci, dlatego, że młode osoby, o idealistycznych poglądach, czasem trywialnych i nierzeczywistych, nadawały by się do prób takich modyfikacji.
Kim były by dzieci boga ?
Nie byli by to prorocy żerujący na różnych ludzkich uczuciach, nie były by to emanacje znanych z historii bóstw i przedstawicieli religii. Nie były by to ufole, nawiedzające nas w swoich latającyh spodkach.
Były by to „mistrzowie wysokich energii”. Tylko takie spontaniczne źródła energii – typu wielki wybuch, rozbłyski supernowych, nie naruszają praw wszechświata, bo są tylko źródłem zaburzeń różnego typu (fale elektromagnetyczne, grwaitacja). Takie zaburzenia mogły by być uznawane jako „naturalne” – bo przecież w oderwaniu od miejsc gdzie istnieje świadomość która jest w stanie poszukiwać anomalii, nasz aparat poznawczy jest mocno ogranicznony, a druga sprawa, odległości we wszechświecie, nie pozwalają w prosty sposób rozchodzić się informacją o takich anomaliach, i dzięki temu akty takich „dotknięć energetycznych” nie były by w żaden sposób widoczne dla świadomych obserwatorów, lub po pewnym czasie, interferując z naturalnymi szumami, ich ślady zacierały by się najnormalniej w świecie.
Czyli bez cudowności ?
Czyli nasze dzieci boga, tylko świadomie musiały by chcieć zadziałać gdzieś przy jakichś świadomych obserwatorach, a w to w żaden sposób nie wierzę, żeby akurat Tobie, czy mi – ktoś o tak zuchwale niewyborażalnej mocy, chciałby to objawić.

