Bądz jak drzewo herbaciane.

Posted on 17th Luty 2010 in Pomysły

Wykorzystuje się każdy jego najmniejszy kawałek. Liście, korę, korzenie*.

Bądź jak ono, każda najmniejsza część Ciebie może być wykorzystana. Nie trać ani chwili ze swojego życia.

Nie jest tak,  jak z losem zwykłego drzewa że twój los jest zdeterminowany: zasadzą cie, rośniesz, później potną cie na deski. Nie. Los nie jest tak zdeterminowany, możesz wycisnąć go do cna, czasem wykorzystując swoje wady, a czasem swoje zalety.

Jesteś fryzjerem, lecz umiesz słuchać ludzi? Zostań wolontariuszem w domu starców.

Jesteś drwalem, ale masz wyczucie do precyzji, zostań zegarmistrzem.

Możliwości są nieograniczone, wyobraźnia nie zna granic. Bardzo szybko przekonasz się, że potrafisz jak drzewo, wypuszczać nowe gałęzie, rozpoznawać nowe kierunki.

Kiedyś nie wierzyłem w swoje różne umiejętności, wymyślałem różne wymówki żeby nawet nie sprówać. Później okazywało się, że wystarczyło spróbować, i droga stała otworem. Wcale nie mówie, że masz tu zmieniać swoje tory, przestawiać się diametralnie. Czasem wystarczy spróbować czegoś nowego i przekonać się że nie jest to co chciałbys robić.

Nie miej wymówek: oj jak chciałbym to zrobić, jak chciałbym być kimśtam. Po prostu to zrób.

* Nie jestem pewien czy rzeczywiście wykorzystuje się każdy namniejszy nawet kawałek. Może zmyśliłem. Ale powaga tego artykułu tego potrzebowała.
comments: 2 » tags: , ,

Jak zarobic na adwords?

Posted on 6th Luty 2010 in Ciekawostki, Dywagacje, Pomysły

Niechciana data

Podczas wyszukiwania jakiś mocno specyficznych informacji (technicznych) w Google, gdy już tak bardzo zawęziłem zapytania, że miałem tylko kilka wyników, pojawiła się reklama w wyszukiwaniu. Bardzo mnie zaskoczyła, nawet nie ze względu na treść, a na miejsce. Z tego co dobrze rozumiem, reklama w wyszukiwaniu pojawia się podczas wpisywania słów kluczowych podobnych do tych które wyszukuje. Te już były tak specyficzne, że prawie nie było wyników oryginalnych, a tu jednak wyskoczyła reklama.
Sama treść reklamy, była też jak najbardziej zaskakująca: „Sprawdź kiedy umrzesz” lub coś podobnego. Po kliknięciu, okazało się, że jest to po prostu „test” zadający różne pytanie o palenie i tam inne, ma podać jako wynik dokładną datę śmierci. Jako niespodzianka – wynik dostaniemy, gdy wyślemy SMSa za, bagatela, 10 zł plus VAT.

Trochę wyśmiewając naiwność twórców, zamknąłem stronę. Jednak zastanowiły mnie dwie rzeczy:

  • czemu pojawiło mi się to na wynikach tak głupiego zapytania
  • czy ktoś wysyła takie SMS

Oba problemy rozważę osobno.

Tania reklama dzwignią handlu

Po pierwsze – pozycja reklamy. Koszt kliknięcia na stronę zależy od kwoty jaką zdefiniujemy. Jeśli nasza propozycja przegra „licytacje” na to słowo kluczowe, to się w ogóle nie pojawimy, a jeśli wygramy, i ktoś kliknie, to zapłacimy tyle ile wylicytowaliśmy. Tyle w ogólnym skrócie. Dzięki temu oblegane słowa kluczowe jak „powiększanie penisa” są drogie, i kliknięcie tam przysparza dużych kosztów reklamodawcy. Co jednak, gdy zdefiniujemy bardzo tanią reklamę na dziwaczne słowa kluczowe typu „nagwintowany ogórek Linux”? Okaże się że tam konkurencji nie ma, i reklamę dajemy po najmniejszych kosztach. Zatem wystarczy oblegać mnóstwo mnóstwo tanich słów kluczowych, za minimalne koszty, a nasza reklama będzie wdzierać się w różne wyszukiwania. Samo wyświetlenie nic nie kosztuje, dopiero kliknięcie.

Uderz w stół a nożyce się przestraszą

I tu przechodzimy do drugiego aspektu.

Działamy na jednym z większych ludzkich strachów – śmierć. Ludzka psychika, zaciekawiona zlepkiem słów: „sprawdź kiedy umrzesz” skieruje twoją uwagę na ten temat. Jeśli nie interesuje cię to, albo masz mózg zajęty zupełnie innym tematem, nie klikniesz – nie spowodujesz kosztu dla reklamodawcy tego trupiego testu.

Jednak, jeśli klikniesz – oznacza że to cię to zainteresowało, więc chyba jesteś warty tego minimalnego kosztu poświęconego na reklamę.

Co dzieje się jednak dalej?

Gdy już jesteś w środku, zastosowana jest na tobie kolejna manipulacja, bo wszystko pięknie, pisze poświęc chwile na wypełnienie testu. Czym większe zaangażowanie (np. czasowe), tym łatwiej jest nam wydać pieniądze. Gdybyśmy na początku wiedzieli że to będzie kosztować, to od razu byśmy to rzucili, ale odpowiadając dobry kawałek czasu na te wiele prywatnych pytań, coraz bardziej wzniecasz swoją ciekawość, coraz bardziej osłabiasz swoje postrzeganie możliwości prawdziwości tego testu.

Coraz głębiej wpadasz w pułapkę tak dokładnie zastawioną, i tak dokładnie wycelowaną przez wyrachowane działania. Na samym końcu: „Aby otrzymać odpowiedź, wyślij SMS”. Tutaj jeśli na dodatek nie wie się co oznacza numer 79999 (druga cyferka mówi ile to złotych – mniej więcej), wysyłamy głupiego SMS napędzamy kabzę właścicielowi, sami dostajemy cyferkę.

Nie twierdze że to oszustwo, a bardzo wyrachowany i dobrze skrojony interes, żerujący na najniższych ludzkich instynktach, nie mający jednak nic wspólnego z rzeczową i co najważniejsze PRAWDZIWĄ analizą pewnych zachowań i predyspozycji.

Teraz obliczmy zysk.

Nie wiem czy trzeba wysłać więcej niż 1 SMS, ale zakładam że nie. Więc zysk uprościmy 10 zł od -jelenia- klienta.
(tak wiem że nigdy to nie jest 10zł jeśli SMS kosztuje 10 zł – ale chodzi mi o przedstawienie przebitki, a nie dokładne wyliczenia)
Koszt. Tutaj nie jest tak prosto. Bezpośredni koszt to oczywiście koszt wejścia danego klienta. Więc załóżmy że 1 gr. Jednak, pewien duży odsetek ludzi którzy wejdą nie wyślą SMSa. Jednak załóżmy że koszt wejścia jednej osoby to 1 gr.

Aby interes przestał byc opłacalny, musiało by wejść ponad 1000 osób i nie kliknąć. Pamiętajmy jednak, że nie wchodzą tam osoby niezainteresowane, bo słowa kluczowe są dosyć niezwiązane z tym tematem, lub są zupełnie ale to zupełnie z nim nie związane (ja tak trafiłem parokrotnie, wyszukując mocno techniczne rzeczy związane z apache).

Więc prawdopodobnie, 0.1% (a taka właśnie ilość jest potrzebna) osób wyśle SMS, czym większy stopień konwersji, tym większy zysk.

Po dokładniejszym sprawdzeniu, zysk z SMS to około 40-50%, a koszt złapania człowieka nie musi być równy 0.01 gr, więc granica opłacalności przesuwa się ku większym liczbom np. 1%. Prawdopodobnie wytrawny psycholog, rozpoznając temat, i rozpoznając warunki kliknięcia, i wysłania SMS, podpowie czy w takich warunkach, wysyłalność takiego SMS przekracza daną granicę, ja się nie znam, ale wydaje mi się ze tak. Specyfika tego interesu, też pozwala na proste sterowanie opłacalnością, na przykład zwiększając koszt SMS, albo zmniejszając koszty kampanii. Jeśli dodamy do tego jeszcze inne programy linków, nie tylko tych płatnych, ale wszelkich darmowych i tym podobnych, to wszystko możę spowodować jeszcze większe zyski.

Sam koszt początkowy, jest niemalże banalny – bo stworzyć taką stronę, hostować ją to patrząc na jakość tych stron, to grosze. Koszt reklam, napisałem powyżej – wystarczy go kontrolować, a zysk spływa do nas bardzo szerokim nurtem :-)

comments: 2 » tags: , , ,

Rzecz o prokrastynacji.

Posted on 21st Styczeń 2010 in Dywagacje, Pomysły

Prokrastynacja nie jest tylko chorobą informatyków. Prokrastynacja jest chorobą całego społeczeństwa.

Jeśli nie wiesz co to prokrastynacja – a na pewno wiesz, zobacz na WIKIPEDII.

Wpis ten jest, reakcją na przeczytanie tego wpisu, więc zapraszam do zapoznania się z nim.

Dawno dawno temu, jako małe dziecko, dostałem komputer. Wspaniałe dzieło abstrakcyjnej produkcji (286, 1MB RAM, 40MB HDD). Można było mnie posadzić przed DOSową grą i zapomnieć. Rodzice jednak zastosowali metodę. Metodę godziny. Przez ten krótki czas 1h mogłem do woli grać, wtedy to maksymalizowałem rzeczy które chciałem zrobić. Ani grama przekładania, ani grama niewykorzystania.

Później, gdy już byłem mądrzejszy nikt mi nie racjonował dostępu do komputera. Jednak, sam komputer to robił, psuł się co chwile (czasy bardzo wczesnych win), albo kazał czekać mieląc swoim dyskiem. Wtedy też nie było czasu, bo ciągle się z niecierpliwością czekało, albo korzystało z tego, z tego na co się czekało.

Dziś? Wszystko jest pod ręką, ile to rzeczy otaczających, chce być dotkniętych, chce być kupione za brak twoich pieniędzy, ile twój edytor tekstu ma pięknych funkcji i jak bardzo chce on ci pomóc z twoim problemem napisania jednego zdania. Ileż to znajomych, ileż otwartych projektów przebija się przez wszystkie możliwe warstwy twojej świadomości, aby przeszkadzać, odwracać uwagę, od tego czym się aktualnie zajmujesz. Czy to nie jest główny problem prokrastynacji?

Czy nie wystarczy odłączyć się od wszystkiego, tak zaplanować swoje działanie, żeby po prostu móc zając się tym jednym? Ja ten tekst piszę w pyroomie. Wiem, że gdybym miał ekran pulpitu, już bym zerkał, która godzina, ile nowych RSS, czy czasem ktoś do mnie nie napisał, albo nie wysłał maila nie cierpiącego zwłoki w odpowiedzi.
Może ten natłok możliwości, technologii, które ogarniają ludzie „technoświeceni” – więc i informatycy, powoduje po prostu zwykłe przeskoki umysłu z jednego stanu do drugiego, niczym elektron pobudzany fotonami.

Może po prostu natura dzisiejszych czasów, brak minimalizmu powoduje, że nie ma w nas żelaznej konsekwencji, niczego nie robimy z tak głęboką 100% pasją, że prokrastynacja ma szansę w nas zaistnieć.

Jest po prostu  „chorobą” całego społeczeństwa, więc i informatyków.

Kim jest informatyk?

Tak właściwie, to absolwent informatyki, bezpośrednio po studiach, kiedy nie ma jeszcze pracy. Także mało jest takich osób. Każda praca wypacza znaczenie informatyka, i stajemy się kimś innym. Administratorem, sprzętowcem, programistom. Jednak przez chwile jest się informatykiem.

Także, samo tytułowe stwierdzenie że tylko informatycy na to chorują, jest może i prawdziwe, lecz mocno kontrowersyjne.

Naturą ludzką jest być właśnie osobą odkładająca trudne zadania. Przecież łatwiej jest zrobić rzeczy proste, nie wymagające dużo atencji. Później jednak gdzieś się to nawarstwia i nas denerwuje.

Nie dobrze jest też jednoznacznie określać czy prokrastynacja jest zjawiskiem złym. Bo też mocno zależy od sytuacji. Czemu każdy ma być zorganizowany i porządny, ma się zmuszać do czegoś czego nie lubi? Przecież zrobi to źle, byle by zrobić. Jeśli jednak odkłada, to nie ma znaczenia czy dlatego że nie lubi, albo dlatego że mu się zwyczajnie nie chce, a po prostu to jest jego wybór. Takie kryterium należy brać pod uwagę.

Jeśli samemu nie chce się tak robić, to jest wiele sposobów. Od choćby zwyczajnego, najprostszego sposobu: po prostu to zrobić, aż po wymyślne metody wspomagania robienia czegokolwiek, jak wspominane GTD, ZTD, pewnie też są super ajpody które potrafią w najmniej odpowiednim momencie odpoczynku przerwać go odpowiednio…

Informatycy też może znając trochę rynku na którym się znajdują wiedzą, że czasem są niedopłacani. Albo też ich czynności mogą być automatyzowalne, albo są rutynowe. To rodzi samo z siebie pewnego rodzaju odwlekanie, olewczość, bo i po co się męczyć, jeśli zarabiam za mało. Zbyt wielu ludzi też pracuje nie w tej dziedzinie która, jest ich powołaniem, i przez to podchodzą do rzeczy bez serca, bo gdy zapalonemu wędkarzowi włoży się wędkę do ręki, to bez wahania ruszy na łowy, tak samo każdy odnajdując swoje powołanie, będzie robił wszystko bez grama odwlekania i niechęci.

Motywacja i systemy wspomagające

Nawet najwymyślniejsze systemy wspomagania wykonywania zadań, na nic zdadzą się na wewnętrzną niechęć i brak motywacji. Jeśli pracujesz na etat, to wiesz, że przełożeni dwoją się i troją, żeby podrasować ile się da wydajność pracownika. W fizycznej pracy, nie ma przestojów, cała infrastruktura jest dostosowana do pracy ludzkiej. W pracy umysłowej, trafikowanie, monitoring czasu pracy, i wykonania zadań w każdej sekundzie czuwa nawet nad twoim oddechem, i jedzeniem kanapki.
Jeśli nie ma odpowiedniej motywacji do pracy, czy to finansowej, czy to innego rodzaju (zadowolenie, prestiż) to nudna praca pozostanie nudna i niewydajnie wykonywana. Tak samo jeśli pracownik nie ma ochoty pracować (z wewnętrznych przyczyn), to choćby i najsurowszy bat nie zadziała na niego w żaden sposób motywująco.

Swoją drogą polecam artykuł o motywacji i sposobach na natłoki zadań. Są bardzo inspirujące!

W google mają 20% czasu zaplanowane na prace które sami wymyślą i CHCĄ SAMI robić. Czyż to nie jest jeden z prostszych metod aby praca była przyjemna, a zew prokrastynacji odleciał bardzo daleko?

Może po prostu tak zwani „informatycy” z artykułu, są samozwańczymi pracownikami, którzy nie chcą na przykład pracować w taki sposób jaki się skiekrowali, albo źle dokonali wyboru z powodu takiego, że zamiast stworzyć sobie innowacyjne miejsce pracy, albo prace którą kochają, przenieśli za swoje pieniądze swoje miejsce pracy wprost w swoje prywatne życie i teraz nie chcą pracować w taki a nie inny sposób.

„Mądry pastuszek” czyli rzecz o sterownikach…

Posted on 13th Marzec 2009 in Ciekawostki, Dywagacje, Pomysły

Mądry pastuszek

Autor: Piotr Lemiesz

poczta: piotr małpka lemiesz kropka pl

Nasza mała szczęśliwa łączka.

Wyobraźmy sobie że mamy owieczkę. Jest to miłe i pożyteczne zwierzątko, które zjada sobie grzecznie trawę z dowolnego pastwiska, a w zamian daje nam wełnę. Jej jedyną potrzebą jest się najeść.

No może i szczęśliwa, ale niestety niezbyt ogarnięta.

Jednak, po dokładnym przyglądnięciu się takiej zwykłej owieczce, okazuje się, że nie kieruje się ona niczym innym, jak jedynie potrzebą jedzenia. Nie patrzy, czy to co je jest dobre, i czy jest tego dużo. Nie interesuje ją czy może z tego miejsca jeść, i czy to czy teraz zje z tego kawałka nie spowoduje tego że, za jakiś czas nie będzie miała co jeść. Po prostu jej mózg nie jest do tego przystosowany, bo wcale tego nie potrzebuje.

Trzeci koniec kija.

Do tego typu rozważań potrzebny jest mądry pastuszek. Jest to taka zacna osoba, która odpowiada za obserwowanie wielu parametrów: pogody, zasobności łąki, poziomu najedzenia owieczki, jak nawet jej humoru.

Taki pastuszek, obserwuje dzięki swojemu bardziej rozwiniętemu aparatowi percepcji, wszelkie parametry, które po prostu umykają owieczce. Dzięki temu, w znacznie lepszy sposób zaspokaja potrzeby owieczki, oraz własny interes – bo dobrze najedzona owieczka, zadowolona z życia, ma o wiele lepszy przyrost masy wełny, w stosunku do zjadanej ilości pokarmu.

Przejdźmy do konkretów.

Do czego jednak zmierza cała ta mała opowiastka o naszej wesołej owieczce, oraz zacnym pastuszku?

Okazuje się, że automatyka różnych procesów jest robiona czasem nieoptymalnie, ze względu na zastosowanie ograniczonych algorytmów i badania podstawowych parametrów.

Wełniany kociołek, i jego bimetaliczny móżdżek.

Za przykład podam tutaj automatykę kotła. Jej sterownik opiera się tylko na badaniu temperatury z jednego punktu. Na tej podstawie włącza lub wyłącza proces „grzania”. Sam proces grzania polega na utrzymywaniu stałej temperatury poprzez proces spalania oleju i podgrzewania wody. Woda ta jest transportowana do grzejnika, który podgrzewa powietrze i powoduje wzrost jego temperatury do zadanego poziomu.

Jedynym parametrem jest zadana temperatura. Na samym piecu jest możliwość ustawienia temperatury wody, która jednak jak domniemuję (nie jestem specjalistą) powinna być dostosowana do posiadanej instalacji i grzejników.

Sterownik po prostu mówi „grzej” albo „nie grzej”. A w piecu znajduje się coś co tylko utrzymuje w miarę zadaną temperaturę wody w nim samym, poprzez cykliczne załączanie i wyłączanie procesu „spalania”.

Czemu mądry pastuszek pomoże ogrzać nasz dom?

Czy nie przypomina to trochę naszej owieczki? Piec nie uwzględnia żadnych parametrów, nie licząc temperatury. A mógłby całkiem sporo.

Mógłby uwzględniać zużycie paliwa względem konieczności osiągnięcia danej temperatury, przy różnych nastawach temperatury wody. Może nawet sam by określał która temperatura minimalizuje zużycie paliwa, bo okaże się że podawana przez producenta grzejników nie jest optymalna.

Piec mógłby też znać charakterystykę dynamiczną budynku i nauczyć się, że jeśli dopuszcza do wystąpienia oziębienia poniżej jakiejś wartości, bardziej kosztowne będzie dopuszczenie do wychładzania o jeszcze jeden stopień Celsiusza niż utrzymanie aktualnej temperatury (spłaszczał by tam samym histerezę).

Mógłby uwzględnić znaczny spadek temperatury zewnętrznej jako ostrzeżenie przed silnym wychłodzeniem budynku i na ten fakt dogrzewać „zapobiegawczo”, mając świadomość jakie kosztowne jest ogrzanie zimnego budynku.

Takich przykładów można by mnożyć i wypisać tu bardzo wiele.

Ale wszystkie te funkcjonalności spełniał by nasz zacny i mądry pastuszek, czyli taki sterownik który potrafił by lepiej optymalizować proces grzania (w przypadku przytoczonego przykładu), lub dowolny proces który aktualnie jest zarządzany nieoptymalnie.

Algorytm jego działania, opierał by się na wielu danych wejściowych, zarówno tych które mogą wpływać na dany proces (np. temperatura zewnętrzna), jak i te które są wynikiem tego procesu (zużycie paliwa). Algorytm ten musiał by być adaptacyjny, względem tego jak proces się zmienia, po prostu modelując go w sobie. Na początku „ucząc się” zaczynając od czarnej skrzynki a kończąc na jak dokładniejszym opisaniu modelu procesu.

Czy bez operacji na żywym ciele się nie obejdzie?

Również sama metoda wdrożenia takiego sterownika mogłaby się opierać na dwóch drogach, pierwsza trudniejsza – wyrzucenie oryginalnego mózgu owieczki i przeszczepienie w jego miejsce mózgu pastuszka, który to wtedy przejął by całkowicie sterowanie. Wydaje mi się że jest to „opcja” trudniejsza, ze względu na konieczność ingerencji wewnątrz organizmu optymalizowanego.

Druga możliwość, to właśnie koncepcja „mądrego pastuszka”, czyli takiego sterownika nadrzędnego, którego wyjściem były by wejścia sterownika aktualnego. Nie ma wtedy potrzeby ingerencji w aktualną „konfigurację”, jednak niesie to za sobą konieczność umiejętności kierowania za pomocą dostępnych parametrów. Po prostu trzeba znać owieczkę jak własną kieszeń, wytresować ją w sposób nam odpowiadający. Treserzy zwierząt na pewno powiedzą, że jest to zadanie wykonalne, ale na pewno nie zadanie proste.

Dylematy.

Kosztowe.

W każdym przypadku, należy zastanowić się nad opłacalnością zmiany aktualnego stanu. Może nie jest to konieczne? Może zmiana sterownika na jakikolwiek inny, lub zaprojektowanie samego algorytmu pastuszka jest zbyt drogie?

Implementacja.

Może nie ma możliwości łatwego, skutecznego wdrożenia pastuszka, czy to w formie przeszczepu, czy nadzorcy.

Sterowalność.

Czy przy wyborze opcji nadzorcy będzie łatwo sterować owieczką? Opór zwierząt (jak i ludzi) nie zna granic. Może w wyniku zastosowania funkcji nadzorcy, nastąpi kompletne rozsterowanie funkcji które miał spełniać sterownik, i wcale nie nastąpi optymalizacja, a nawet zmniejszenie wydajności procesu.

Możliwości.

Prostota.

W momencie gdy, tryb nadzorcy jest możliwy do wdrożenia, może okazać się, że zaawansowany algorytm pastuszka, pomoże w prosty sposób zoptymalizować proces.

Rozwijalność.

Ideałem było by stworzenie uniwersalnego algorytmu, któremu dajemy dane wejściowe – ich charakter, dane wyjściowe i algorytm ten dostaje wolną rękę w tworzeniu modelu przez „okres testowy”. A następnie samodzielnie optymalizuje proces krok po kroku, przedstawiając korzyści? Po stworzeniu tak uniwersalnego algorytmu, można by go sprzedawać w wielu wielu miejscach.

comments: 2 »