52 książki

Posted on 14th Luty 2010 in Dywagacje, Książki

Wymyśliłem, trochę jako potrzebę chwili, postanowienie noworoczne 48 książek. Bardziej jako motywator, niż jako wyzwanie.
Lubie czytać książki, może kiedyś sam jakąś napiszę… ale, postanowiłem niedawno że będę wypożyczał 4 książki w bibliotece co miesiąc, i dzięki temu do końca roku przeczytam 48 książek.

Ten miesięczny termin to bardzo dobry motywator, ale same książki w sobie są idealnym motywatorem, bo pozwalają wzbogacać i zgłębiać wiedzę swoją i innych.

Niedawno przelatując przez jakieś blogi (czy tam blipy) trafiłem na akcję „52 ksiażki”. Okazuje się że ktoś wpadł na taki sam pomysł jak ja. (znowu). Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja w swoim małym świecie, mam takie pomysły. Trochę nie wiem jaki to może mieć wymiar hmm, społeczny, bo raczej czytanie książek jest wydarzeniem mocno samodzielnym, a dzielenie wiedzą… hmm, trudno jest się podzielić wiedzą na temat. Do głowy przychodzi mi jedynie napisanie bez spojlerów o czym jest książka…

Chociaż, gdyby się tak zastanowić, to można pisać, czym akurat DLA MNIE jest ta książka, ale wtedy będzie to mocno niezrozumiałe dla kogoś innego.

Można też by agregować, wspólną bazą przeczytanych książek, gdzie każdy mógłby napisać, recenzję, opinie.. Swoje 3 słowa. Ciekawe czy takie strony istnieją?

Bardzo zdziwiłem się też, gdy przeczytałem, że są wytrychy na tą metodę. Człowiek to zacna istota, w każdym możliwym systemie poszukuje dziur. Chodzi o to, że można podjechać statystyki za pomocą czytania krótkich książek, dzięki czemu statystyki mocno wrosną.

Co jednak gdy przekroczymy, albo nie osiągniemy zamierzonego pułapu?

Pamiętajcie, książki czytacie dla siebie, a swoista granica jest tylko i wyłącznie motywatorem, i „batem” pozwalający na wytłumczenie swojej podświadomości, czemu akurat powinna skupić się na kierowaniu w tym kierunku, a nie innym.
Gdy ma się to stać sportem dla sportu, to raczej mija się to z celem, bo wystarczy kupić 52 książeczko-broszurki (może zacząć sprzedawać takie zestawy na allegro, he he) i je przeczytać, i stwierdzić: wypełniłem co miałem wypełnić.

A co daje mi czytanie książek?

Przede wszystkim przyjemność. Po drugie wzbogacają moją wiedzę. Czytając niektóre książki otwierają mi się oczy, na innych odkrywam w sobie różne emocje, jeszcze inne uświadamiają mi że warto je było przeczytać.

Łatwo jest popaść w „nieczytanie”, bo książka nie marudzi, nie narzeka że leży na półce zaniedbana. Ale jak dla mnie jest to jedyne tak przyjemne, nieabsorbujące źródło różnych informacji, którego nigdy nie opuszczę.

…Oczywiście o ile będę miał czas He, He.

comments: 0 » tags: ,

Jak zarobic na adwords?

Posted on 6th Luty 2010 in Ciekawostki, Dywagacje, Pomysły

Niechciana data

Podczas wyszukiwania jakiś mocno specyficznych informacji (technicznych) w Google, gdy już tak bardzo zawęziłem zapytania, że miałem tylko kilka wyników, pojawiła się reklama w wyszukiwaniu. Bardzo mnie zaskoczyła, nawet nie ze względu na treść, a na miejsce. Z tego co dobrze rozumiem, reklama w wyszukiwaniu pojawia się podczas wpisywania słów kluczowych podobnych do tych które wyszukuje. Te już były tak specyficzne, że prawie nie było wyników oryginalnych, a tu jednak wyskoczyła reklama.
Sama treść reklamy, była też jak najbardziej zaskakująca: „Sprawdź kiedy umrzesz” lub coś podobnego. Po kliknięciu, okazało się, że jest to po prostu „test” zadający różne pytanie o palenie i tam inne, ma podać jako wynik dokładną datę śmierci. Jako niespodzianka – wynik dostaniemy, gdy wyślemy SMSa za, bagatela, 10 zł plus VAT.

Trochę wyśmiewając naiwność twórców, zamknąłem stronę. Jednak zastanowiły mnie dwie rzeczy:

  • czemu pojawiło mi się to na wynikach tak głupiego zapytania
  • czy ktoś wysyła takie SMS

Oba problemy rozważę osobno.

Tania reklama dzwignią handlu

Po pierwsze – pozycja reklamy. Koszt kliknięcia na stronę zależy od kwoty jaką zdefiniujemy. Jeśli nasza propozycja przegra „licytacje” na to słowo kluczowe, to się w ogóle nie pojawimy, a jeśli wygramy, i ktoś kliknie, to zapłacimy tyle ile wylicytowaliśmy. Tyle w ogólnym skrócie. Dzięki temu oblegane słowa kluczowe jak „powiększanie penisa” są drogie, i kliknięcie tam przysparza dużych kosztów reklamodawcy. Co jednak, gdy zdefiniujemy bardzo tanią reklamę na dziwaczne słowa kluczowe typu „nagwintowany ogórek Linux”? Okaże się że tam konkurencji nie ma, i reklamę dajemy po najmniejszych kosztach. Zatem wystarczy oblegać mnóstwo mnóstwo tanich słów kluczowych, za minimalne koszty, a nasza reklama będzie wdzierać się w różne wyszukiwania. Samo wyświetlenie nic nie kosztuje, dopiero kliknięcie.

Uderz w stół a nożyce się przestraszą

I tu przechodzimy do drugiego aspektu.

Działamy na jednym z większych ludzkich strachów – śmierć. Ludzka psychika, zaciekawiona zlepkiem słów: „sprawdź kiedy umrzesz” skieruje twoją uwagę na ten temat. Jeśli nie interesuje cię to, albo masz mózg zajęty zupełnie innym tematem, nie klikniesz – nie spowodujesz kosztu dla reklamodawcy tego trupiego testu.

Jednak, jeśli klikniesz – oznacza że to cię to zainteresowało, więc chyba jesteś warty tego minimalnego kosztu poświęconego na reklamę.

Co dzieje się jednak dalej?

Gdy już jesteś w środku, zastosowana jest na tobie kolejna manipulacja, bo wszystko pięknie, pisze poświęc chwile na wypełnienie testu. Czym większe zaangażowanie (np. czasowe), tym łatwiej jest nam wydać pieniądze. Gdybyśmy na początku wiedzieli że to będzie kosztować, to od razu byśmy to rzucili, ale odpowiadając dobry kawałek czasu na te wiele prywatnych pytań, coraz bardziej wzniecasz swoją ciekawość, coraz bardziej osłabiasz swoje postrzeganie możliwości prawdziwości tego testu.

Coraz głębiej wpadasz w pułapkę tak dokładnie zastawioną, i tak dokładnie wycelowaną przez wyrachowane działania. Na samym końcu: „Aby otrzymać odpowiedź, wyślij SMS”. Tutaj jeśli na dodatek nie wie się co oznacza numer 79999 (druga cyferka mówi ile to złotych – mniej więcej), wysyłamy głupiego SMS napędzamy kabzę właścicielowi, sami dostajemy cyferkę.

Nie twierdze że to oszustwo, a bardzo wyrachowany i dobrze skrojony interes, żerujący na najniższych ludzkich instynktach, nie mający jednak nic wspólnego z rzeczową i co najważniejsze PRAWDZIWĄ analizą pewnych zachowań i predyspozycji.

Teraz obliczmy zysk.

Nie wiem czy trzeba wysłać więcej niż 1 SMS, ale zakładam że nie. Więc zysk uprościmy 10 zł od -jelenia- klienta.
(tak wiem że nigdy to nie jest 10zł jeśli SMS kosztuje 10 zł – ale chodzi mi o przedstawienie przebitki, a nie dokładne wyliczenia)
Koszt. Tutaj nie jest tak prosto. Bezpośredni koszt to oczywiście koszt wejścia danego klienta. Więc załóżmy że 1 gr. Jednak, pewien duży odsetek ludzi którzy wejdą nie wyślą SMSa. Jednak załóżmy że koszt wejścia jednej osoby to 1 gr.

Aby interes przestał byc opłacalny, musiało by wejść ponad 1000 osób i nie kliknąć. Pamiętajmy jednak, że nie wchodzą tam osoby niezainteresowane, bo słowa kluczowe są dosyć niezwiązane z tym tematem, lub są zupełnie ale to zupełnie z nim nie związane (ja tak trafiłem parokrotnie, wyszukując mocno techniczne rzeczy związane z apache).

Więc prawdopodobnie, 0.1% (a taka właśnie ilość jest potrzebna) osób wyśle SMS, czym większy stopień konwersji, tym większy zysk.

Po dokładniejszym sprawdzeniu, zysk z SMS to około 40-50%, a koszt złapania człowieka nie musi być równy 0.01 gr, więc granica opłacalności przesuwa się ku większym liczbom np. 1%. Prawdopodobnie wytrawny psycholog, rozpoznając temat, i rozpoznając warunki kliknięcia, i wysłania SMS, podpowie czy w takich warunkach, wysyłalność takiego SMS przekracza daną granicę, ja się nie znam, ale wydaje mi się ze tak. Specyfika tego interesu, też pozwala na proste sterowanie opłacalnością, na przykład zwiększając koszt SMS, albo zmniejszając koszty kampanii. Jeśli dodamy do tego jeszcze inne programy linków, nie tylko tych płatnych, ale wszelkich darmowych i tym podobnych, to wszystko możę spowodować jeszcze większe zyski.

Sam koszt początkowy, jest niemalże banalny – bo stworzyć taką stronę, hostować ją to patrząc na jakość tych stron, to grosze. Koszt reklam, napisałem powyżej – wystarczy go kontrolować, a zysk spływa do nas bardzo szerokim nurtem :-)

comments: 2 » tags: , , ,

Nikt nie zepsuje naszego wszechświata.

Posted on 2nd Luty 2010 in Ciekawostki, Dywagacje

Pierwsze wątpliwości.

Kiedyś jadąc w tramwaju, po wykładzie z fizyki, czy automatyki, rozmawiając o reakcji układów na impuls Diraca (czyli nieskończenie krótki, nieskończenie wielki), zastanowiłem się nad problemem rzeczywistej reakcji.

Abstrahując, że taki impuls nie zaistnieje, bo była by do niego potrzebna nieskończona energia, to jednak jaka była by ta reakcja?

Pamiętam, że długo zastanawialiśmy się co by się stało. Powoli jednak tokiem rozumowania doszliśmy do wniosku że spiny kwantów by się poodwracały. I w sumie nikt by tego nie zauważył, bo skoro wszystko było by odwrócone, to by się nic nie zmieniło. Niestety nie pamiętam dokładnie toku rozumowania, więc go nie przytoczę. Pamiętam tylko że przysłuchujący się nam ludzie, mieli dziwne miny.

Ostatnimi dniami, podczas przemyśleń, dopadł mnie pomysł odnośnie właśnie takich niemożliwych rzeczy. Niemożliwych, w sensie: nie do wykonania przez człowieka, albo co gorsza wymyślone w przestrzeni matematyki. Taki impuls Diraca chociażby.

My nie radzimy sobie z dużymi energiami, a co dopiero z nieskończoną energią?

Jednak moja teza brzmi: rzeczy niemożliwe nie mogą się wydarzyć, bo by popsuły wszechświat. Wszechświat opierający się na określonych prawach fizyki, można opisać równaniami. Wieloma. Ale da się. Trochę jak te znaczki w matrixie. Jednak, gdyby gdzieś wydarzył się za przeproszeniem „cud energetyczny” czy tam inne zdarzenie, cały układ tych równań stałby się sprzeczny, albo bez sensownego rozwiązania, i taki wszechświat by się popsuł. Zatem cuda się nie zdarzają, co zresztą widać na załączonym obrazku (patrz ziemia, wszechświat).

Popsuty wszechświat by był nieużywalny i by się wszystko posypało tak po prostu. Więc dzięki temu mamy pewność, że jeśli dotychczas się w ten sposób nie popsuł, to nie popsuje się już więcej :)

Energia

Wybicie równowagi jednego elementu z układu, powoduje powstanie zaburzeń. Naturalne jest że jedna forma energi, przechodzi szybko w drugą, zatem na przykład zaburzenie elektryczne, zaraz niesie za sobą powstanie zaburzenia magnetycznego, tak samo materia, zaraz przyciąga inną materię siłą grawitacji.

W skrajnym przypadku, dostarczenie jednostkowe energii, w dowolnej postaci, popsuje swoje okolice, bo wytworzy się silne zaburzenie, typu wybuch.

Takie zaburzenia, niczym nie tłumione (są takie?) będą lecieć w nieskończoność. No właśnie w jaką nieskończoność…

Prawo przenoszenia cudów: Cuda roznoszą się z prędkością światłą :)

Informacja będzie się rozchodzić o takim fakcie z prędkością światła. I tu przechodzimy do drugiego zagadnienia – wykrywalności zaburzeń.

Detektor wstydliwych zdarzeń

Mamy wiele wspaniałych narzędzi wykrywania właściwie wszystkiego. Od niewykrywalnych neutrin, przez wszelkiego rodzaju fale radiowe, aż po grawitację. Jednak, czy umiemy wykryć nienaturalną kolej rzeczy? Czy którykolwiek z naszych detektorów wykryje boską interwencję?

Weźmy zwykłe wahadło. Porusza się w prawo i lewo, ono wykryje tylko jedną interwencję. Jak coś ją nienaturalnie zatrzyma w wychyle. Nie, to zły detektor, bo tylko bardzo wąskie cuda wykrywa.

Jak generalnie wykrywamy zaburzenia energii ? Można uznać że teoretyczną „anteną” bo każda energia wyzwala inne (jak zresztą pisałem przed chwilą) więc usłyszymy jakieś echa energetyczne. Ale czy będą one odróżnialne od naturalnych źródeł? Nie bardzo, chyba że będziemy ogarniać wszystkie źródła energii, i coś co nie powinno zajść, zajdzie i zaburzy nasze rozpoznane źródła. Lecz to wymaga nieskończenie wielkiej energii, poznania wszystkiego.

Nienaturalność

Jednak, może zejdźmy do definicji nienaturalnego. Czyż nienaturalne, nie jest to co dzieje się bez powodu? A czym jest powód? Jest to coś co próbuje zmieniać chaos w brak chaosu. My staramy się to robić, zatem czy my jesteśmy boską interwencją? Nie. Niestety, w izolowanym układzie trochę większym niż nasza ziemia, tylko i wyłącznie zwiększamy chaos. Owszem porządkujemy kawałek, ale jeszcze większy bardziej „chaosujemy”. Przykład ? Komputer znacznie więcej energi zużywa niż ułoży w sposób niechaotyczny. Tak samo nasz mózg. Pomimo że jest wysoce niechaotyczny – można uznać że jest idealny, ale pomyśl ile wydzielasz ciepła, i nie tylko.

Jednakże, gdyby chaos przestawał istnieć samoistnie, gdyby entropia układu spadała samoistnie w izolowanym układzie, było by to dowodem istnienia boskiej interwencji.

Nie są mi znane detektory spadającego chaosu. Jeśli takowe istnieją, są one dobrymi antenami na boga.

Czy jednak nie ma i nie było nigdzie zaburzeń na świecie, skoro nie mogą one istnieć?

Jest jedno. Wielki wybuch. Coś, naturalną pustkę, stan o nieskończonej równowadze zaburzył, dostarczył energii, tak że po dziś dzień ta równowaga jest zaburzona.

Skala zaburzeń.

Warto zauważyć dwie ciekawostki:

  • nawet licha siłą w mikro skali jest ogromną energią. Zatem nawet mikro boska interwencja w dostatecznie małym układzie będzie skutkowała wszystkimi efektami a nawet może te układy zniszczyć.
  • efekt motyla. czasem działania w mikroskali, czy nawet makroskali, mogą spowodować, poprzez efekt domina ze wzmocnienie, różne ogromne skutki. Foton nie na swoim miejscu (ktoś go przestawi) spowoduje inne rozłożenie energii, to inne rozłożenie, spowoduje inny ruch, i zdarzenie zamiast przebiegać w sposób znany, przebiegnie zupełnie inaczej.

Zatem może chaos jest widoczną interwencją boską?

Nie da się wyznaczyć poprawnie miejsca elektronu i pędu, nie da się zmniejszać entropii w układach zamkniętych. Może bóg rusza cząsteczkami jak kukiełkami pokazując nam jak bardzo jesteśmy ograniczeni, i jak bardzo jesteśmy słabi, pomimo naszej pozornej siły?

Zen jako idealna religia.

Istnieje tylko jedna religia która wyznaje tą idealną pustkę która była przed wielkim wybuchem. Ten zupełny brak chaosu, i idealny stan wszystkiego.

To właśnie oświeceni mistrzowie zen mówią: oczyść swój umysł, pozbądź się chaosu, a największym zaawansowaniem jest umiejętność nie-bycia, stanu idealnego spokoju. Czyż to nie jest słuszne z koncepcją braku dogmatów, braku czegoś lub kogoś kto interweniuje w nasz wszechświat?

To jedyna religia, która nie zakłada istnieje kogoś, czegoś co jest w stanie zmienić nasze życie, lub świat.

Jak (mam nadzieje) udowodniłem, boskie działania są niemożliwe, bo by popsuły wszechświat, a ich efekty byłyby zupełnie odwrotne.

comments: 1 » tags: , ,

Rssy, studnia szczęścia.

Posted on 26th Styczeń 2010 in Ciekawostki, Dywagacje

Co to jest RSS?

Od zawsze istnieje potrzeba komunikacji. To ona rozwinęła mowę, słowo pisane, druk, internet.

Na początku była to skala bardzo lokalna. Dwie osoby bijące się po głowach maczugami. Gdy jednak pojawił się internet, maczugi zostały zastąpione blogami, i teraz ludzie okładają się wpisami.

Dobrze, dosyć tego żartobliwego wstępu. Dziś chciałem opisać, czym jest RSS. Jeśli wiesz, to może poprawisz moje rozumowanie, wiec zachęcam do przeczytania.

Wszelkie bezpośrednie metody komunikacji są bardzo dobre, lecz wymagają zaangażowania dwóch stron w tym samym czasie, i są mało wydajne bo wymiana informacji jest między 2 osobami. Rozwiązaniem wydajności, były grupowe metody, gdzie zbierało się wiele osób, jedna mówiła, inni słuchali.

Jednak dzięki rozwojowi techniki – w tym internetu, zaistniała możliwość komunikowania się z dowolną ilością ludzi. Problem ilościowy został rozwiązany. Do tego została dodana synchroniczność, w postaci możliwości umieszczenia wiedzy/informacji w miejscu gdzie dowolna osoba, o dowolnej porze może się do niej dobrać. Taką najprostszą formą umieszczenia jest strona internetowa. Do której prowadzi po prostu link internetowy.

Same strony są bardzo dobrym rozwiązaniem, aczkolwiek dosyć jednokierunkowym. W wyniku poszukiwań, ktoś utworzył coś co dziś nazywamy blogiem. Czyli stronę internetową, na której umieszczane są różne informację (najprościej wpisy tekstem – jak ten, ale można umieścić głos, obraz).

Okazało się ponadto, że da się absolutnie łatwo umieścić komunikację zwrotną. Komentarze. Po prostu każdy czytelnik, może w prosty sposób (zobacz na samym dole strony) umieścić swoją odpowiedź. Dzięki czemu zaczyna to przypominać komunikację.
Aby jednak, dopełnić całości komunikacji, stworzono coś co nazywamy dziś RSS’ami. Po prostu jest to umieszczenie prostego linku, który będąc odświeżany przez odpowiedni program (zwany czytnikiem RSS) niemal na żywo informuje nas o tym że ktoś umieścił nową informację.

Po tym przydługawym wstępie, chciałem napisać czemu to jest fajne.

Blogi, a nawet niektóre strony, wystawiają to w formie linka, który prosto się kopiuje. Czytniki RSS, których jest cała masa, łatwo zjadają takiego linka, i od teraz jesteśmy niemal na bieżąco z informacjami. Na dodatek, nieprzeczytane wpisy, odkładają się w kolejce, więc nie przeszkadzają i nie przerywają aktualnie wykonywanej pracy. W wolnej chwili po prostu można przejrzeć artykuły.

Ważnym aspektem też jest „studnia szczęścia” (jak ja określam RSSy), bo sami dobieramy treści które będziemy czytać. Tworzymy tak jakby swoją wymarzoną gazetę. Już nie jesteśmy zdani na to jak ktoś dobiera uniwersalną gazetę, a sami dobieramy sobie autorów, jakość i ilość artykułów które przeczytamy.

Gdzieś czytałem że codziennie powstaje tysiące blogów, więc różnorodność treści jest ogromna. Jeśli jakaś treść nam nie odpowiada, lub nas nudziła – usuwamy z czytnika jednym kliknięciem. I już nie ma.

To wszystko tworzy dosyć sprawny i bardzo bliski rozmowie układ. Bo każdy artykuł możemy skomentować, komunikując się bezpośrednio z autorem. Tego żadna gazeta nie ma w sobie. Tak, wiem, że przy każdym artykule jest już coraz częściej adres e-mail, czy adres strony, ale jedynie na blogach można po prostu nawet nie wychodząc z czytanego artykułu zostawić komentarz.
Muszę wspomnieć też o jednej z zalet RSS, że ze względu na technologię przekazywania informacji tym kanałem – treść lubi być obdarta z formy, i dostajemy goły tekst, który można po prostu przeczytać, bez całej masy reklam, przeszkadzałek i zbędnych informacji.

Wady RSS.

Dla niektórych wadą jest to, że jest to takie proste. Strony są fajne, kolorowe, mrugające. Tu czasem prostota bierze góre ze względu na XML – jako formę przekazu. Oczywiście klient RSS, potrafi odczytać i wyświetlić stronę docelową.
Niektórzy wymienią na pewno skomplikowanie. Bo po pierwsze trzeba klienta. Do tego klienta trzeba coś dodać, trzeba pilnować, ustawić. Później wyszukać co ma wyświetlać, później trzeba program uruchomić, umieć z niego korzystać, i tak problemów z technologią można by mnożyć na pęczki. Nawet co niektórzy potrafią powiedzieć, że to nie „internet” (czyli przeglądarka) więc oni nie umieją. No ale to tak jak ze wszystkim, póki nie ma potrzeby, to się nie korzysta (tak samo jest z klientem pocztowym).

Wadą jest to, że nie wszystko da się przez RSSa wyciągnąć ze strony. Niektóre treści na ciekawych stronach nie są wciągnięte w RSS i trzeba samemu odświeżać stronę.

Pewną niedogodnością jest czasem natłok artykułów. Na niektórych stronach, jest taka duża różnorodność i ilość artykułów w krótkim czasie, że można się nie ogarnąć. Nie wspominając o tym, że jeśli jeszcze do tego ma się tych źródeł RSSów kilkanaście, to lubi spływać w całkiem sporym tempie. Jednak w przeciwieństwie do telewizji, treść która spłynęła do nas RSS, grzecznie czeka w kolejce, w każdej chwili można ją odczytać a nawet usunąć. Nie jesteśmy do niczego zmuszani, a nawet czasem można traktować takie źródełko RSS, jako miejsce inspirujące, kierujące nas w pewną stronę z myśleniem. W stronę którą sami wybieramy.

Mój RSS

Powinienem się podzielić zatem co u mnie jest na RSSach. Zatem, ja sobie powrzucałem głównie blogi z zakresu personal development. Jeden z ciekawszych: zenhabits, równie ciekawy lifehacker oraz kilka różnych pokrewnych, które po prostu gdzieś znalazłem i po prostu dopisałem. Część nie przeżywa selekcji, bo na przykład nie jest odświeżane, lub treść mi nie odpowiada. Często jest też tak, że gdzieś trafiam przez przypadek, i automatycznie dodaje sobie nowy RSS.
Najśmieszniejsze, że tego bloga też mam w RSS, aby widzieć za każdym razem jak to wygląda i po publikacji jeszcze ostatni raz przeczytać, aby poprawić ewentualne błędy. Ale to tylko takie małe zboczenie.

Jak zatem zacząć korzystanie?

Jest wiele metod, ja podam tą najlepszą. Po prostu wystarczy zacząć. Wpisać w google odpowiednie hasło, i zacząć cieszyć się wszystkimi zaletami, i nie patrzeć na wady.
Dużo czasu nie trzeba będzie na to poświecić w żadnym stopniu. Później jednak zyski z takiego rozwiązania są bardzo duże. Dla mnie największym zyskiem jest to, że nie tracę czasu na poszukiwanie treści którą będę chciał poznać, gubiąc się po różnych dziwnych stronach, i odchodząc od tematu, tylko wiem, że zawsze na mnie będzie czekać studnia szczęścia z kilkunastoma ciekawymi artykułami, które zajmą czas który miałbym stracić na oglądanie portali w których jest wszystko czyli nic.

comments: 0 » tags: ,