Kwiecień 11, 2010

Dywagacje, Linux

3 comments

Wczoraj, miałem okazję zupgrejdować windows wista. Tak wbrew pozorom posiadam windowsa. Zostałem zmuszony do jego kupna wraz z kupnem sprzętu.

Ejemplo de software privativo Inutil
Image by Sonicraver via Flickr

Okazało się że można za darmo dostać upgrade, co też zamówiłem. Dostałem płytkę, instrukcję instalacji, stricker.

Instrukcja nie jest po polsku!

W instrukcji bardzo ciekawie oczywiście, po chińsku, algiersku, etiopsku – ale broń cię boże po polsku, opisane co możemy zrobić z tą płytką.

Wbrew pozorom, możemy dzięki niej mieć nowszego windowsa. Opis sugeruje dwie możliwości: upgrade albo fresh install.

Jaka jest różnica pomiędzy „upgrade existing” a „fresh install?”

Oczywiście nawet najmniejszym słowem nie wspomniane która opcja co powoduje oprócz pełnej utraty danych dla fresh installu.

To tak jakby kelner podszedł i przedstawił ofertę:

- dostaniesz albo przetrawione, albo świeże efekty przetrawienia przez gigantozaura.

Ja oczywiście wiem czym się te opcję różnią (wypełnieniem rejestru za przeproszeniem), ale Zwykly User, to wątpię czy ma pojęcie dlaczego akurat powinien zrobić fresh installa – bo to jedynie słuszne rozwiązanie.

Sam upgrade.

No ale abstrahując od dylematów, wróćmy do instalacji. Najpierw oczywiście zbackupowałem dane, grzecznie pożegnałem się z moim linuksem – bo bałem się że już go więcej nie zobaczę. Wrzuciłem płyte upgrejdującą. Sam upgrade, standardowo i grzecznie przeprowadzony, został puszczony przeze mnie na noc, i odebrany rano, więc nie wiem co tam sie działo i jakimi wspaniałymi reklamami zostałem uraczony.

Z rana wpisałem product key, i z uśmiechem dostałem nowego windowsa. Ja wybrałem opcję instalacji upgrade, bo nie chciało mi się robić fresh instala, z jego wszystkimi reperkusjami, typu tysiąc antywirusów, i innych mało ciekawych czynności.

Happy to Use Computer Software
Image by Old Shoe Woman via Flickr

Zajechało mi MBR!

Upgrejd oczywiście bez najmniejszych skrupułów zajechał mi MBR, bo i po co miałby się pytać, nie? Na szczęście livecd ubuntu + chroot + grub-install /dev/sda pomógł bezproblemowo. Jednak utwierdziło mnie jeszcze głębiej, że generalnie M$ ma mnie głęboko w poważaniu.

Na szczęście żadne dane nie wyparowały nie licząc mojego MBRa!

Jaka jest różnica?

Czy odczułem jakąś różnicę? Nie wiem, nie uzywam M$ więc nie mam pojęcia, prawdopodobnie coś tam się zmieniło. Mam nadzieje że na lepsze.

Ja jednak wrócę do linuksa :-)

Reblog this post [with Zemanta]

Kwiecień 7, 2010

Ciekawostki, Dywagacje

1 comment

Czyli o targetowaniu produktów, i o rynku powietrza na księżycu.

Podczas jednej z rozmów z Marcinem, zadałem jedno z wielu moich pytań, o „uniwersalny produkt”.  Do zadania sobie tego pytania, natchnęła mnie głęboka myśl – „Stwórz produkt dla wszystkich (uniwersalny), a wszyscy go będą kupować. Zadziała efekt skali i będziesz BOGATY” Zastanawiałem się, zastanawiałem, i nic wymyślić nie mogłem. Co znalazłem coś co wydawało mi się mocno uniwersalne, zaraz znalazłem coś co ograniczało mój produkt.

Targetowanie produktów

Dopiero przypomnienie sobie zacnych wykładów z marketingu z mojego wspaniałego toku studiów, przypomniało mi się, że każdy produkt jest determinowany przez pozycjonowanie i targetowanie. Czyli nie ma produktu bez targetu. Co za tym idzie uniwersalny produkt nie istnieje. Zawsze, będzie tak, że wymyślenie produktu jest ugruntowane potrzebami, dostępnymi środkami. Lodówki nie sprzedamy Eskimosom, elektrowni wiatrowej górnikom.

Zawsze musi istnieć grupa docelowa, potrzeba, lub choćby widmo możliwości sprzedaży tego produktu. Szkoda tracić czasu na wymyślanie takich produktów. Owszem można pozbywać się różnego rodzaju ograniczeń – typu wymyślać coś dla „polaków” (duży rynek), ale nigdy nie będzie to globalnie uniwersalne.

No dobrze, ale co z powietrzem?

Jedyny produkt, który jest globalny – powietrze. Nie da się nim handlować, wszyscy go mają, i nikt nie próbuje go w dziwny sposób wykorzystywać, sprzedawać. Nawet gdyby troche zabrać, ciśnienie to ładnie wyrówna.  Zatem jednak produkt uniwersalny istnieje ?! Nie.

Wyobraź sobie ludzi w bazie na księżycu. Tam powietrze będzie produktem, zapewne będą istnieć spekulanci powietrza na księżycu, gdzie powietrze z dżungli amazońskiej będzie tylko dla bogaczy, a śmierdzące ledwo dotlenione powietrze, będzie miało niski kurs, ale stały. Powietrze tam będzie produktem, rządzącym się takim samym prawem jak cokolwiek innego na ziemi.

Zacznij zatem od targetowania, pozycjonowania, a nie od produktu.

To jest mój wniosek z tego eksperymentu myślowego. Najpierw należy zrobić pozycjonowanie, targetowanie (cholera nie wiem czy to nie to samo) produktu, dzięki czemu będziesz wiedział gdzie chcesz uderzyć, i jakimi narzędziami, a produkt wyjdzie sam z siebie, ale dzięki temu będziesz w stanie wprowadzić więcej ograniczeń, który odpowiednio sfokusuje twoje myśli.

I dzięki temu stworzysz idealny produkt.

Foto dzięki Hammer51012

Kwiecień 1, 2010

Ciekawostki, Dywagacje

4 comments

Czemu trzeba ulepszać zakupy?

Zakupy – to co niektórzy kochają, a inni nienawidzą. Czasem potrafi to być rodzinną tradycją – spędzanie mnóstwa czasu w supermarketach.

Niestety okazuje się – jeśli w jakimś miejscu jest tanio, to dużo osób stwierdzi że warto tam kupować, przy kasach zrobią się kolejki i w samych kolejkach stracisz mnóstwo czasu. Nie będę tu nawet wspominał, że jeśli jesteś w dużym w sklepie, gdzie jest mydło i powidło, to łatwo skusić się na jakąś chwilową „promocję” czy zachciankę, tracąc przy tym całą pozornie zaoszczędzoną kwote na zakupach które mieliśmy tam taniej zrobić.

Oto wytrychy które warto stosować:

1. Kupuj w sklepach przydomowych.

Aby nie tracić czasu na dojazdy – można kupować w nieobleganych sklepach przydomowych. Tak wiem, czasem jest tam znacznie drożej – ale zastanów się, czy dojazd jest darmowy? Czy potencjalnie niepotrzebne zakupy („przecież ta dmuchana stolnica kosztuje tylko 4,99″) nie będą droższe niż różnica ceny?

2. Zwróć uwagę na obsługę i kolejki.

Warto też mieć na uwadze standard obsługi i ilość klientów w sklepach których robisz zakupy, bo czasem jest tak duży, że nic nie zyskamy czasowo jeśli w tak zwanej „7kropce” siedzi jeden znudzony kasjer, kasujący 30 ludzi kupujących po 1 piwie i szukających żółtych pieniędzy.

3. Kupuj w renomowanych sklepach.

Na pewno znasz w swojej okolicy taki sklep, gdzie sama nazwa mówi za siebie. „Tam na pewno jest drożej” – pomyślisz. Tak, jest drożej, ale tak samo pomyślą inni ludzie, i tam nie pojadą. Oznacza to, że będzie na Ciebie czekać, cisza spokój, profesjonalna i szybka obsługa – a co dosyć istotne, brak kolejek przy kasach.
Oprócz tego ciekawsze towary, czasem takie dzięki którym możesz sobie zrobić nagrodę – a nie niepotrzebny prezent.

No i stało się, jesteś w supermarkecie. Co teraz?

4. W hipermarketach kupuj w odpowiednich godzinach.

Po pierwsze najlepiej być w godzinach kiedy ludzie są w pracy, lub na jakiś czas przed końcem zmian (13.30 – 14.30), bo wtedy nie ma ludzi etatowych, jak i tych nie pracujących jest troche mniej. Warto również wylądować przed zamknięciem sklepu, bo wtedy też mało ludzi w sklepach – ale to też zależy, bo i kasjerów może być mniej.

5. Znajdź najlepszą kolejkę

Przydatna jest również odpowiednia metoda podchodzenia do kasy. Jeśli nie jesteś mistrzem zen, i nie masz stalowej cierpliwości, przejdź wzdłuż lini kas. Oczywiście nie po to aby ćwiczyć mięśnie i stawy przed staniem w najdłuższej kolejce, tylko w bardzo konkretnych celach.

  • Po pierwsze – zobaczysz jak „rozkładają się” kolejki. Czasem bywa tak, że w jednym skupisku są długie kolejki, a z całkiem drugiej strony nie ma nikogo.
  • Przemykając chyłkiem, wystarczy popatrzeć, czy nie idzie kasjerka z ochroniarzem w kierunku kas. Może to oznaczać że za chwile jakaś kasa się otworzy, i to ty możesz być na jej początku. Stosując tą metodę supermarketowego ninja, można trochę oszczędzić czasu i zdrowia na staniu w tych durnych kolejkach.
  • Nie zapomnij popatrzeć na współstaczy i ich wózki. Czasem cały koszyk wody to wklepanie jednego kodu, a czasem malutki koszyczek wypełniony po brzegi różnymi rodzajami lizaków to 40 różnych produktów z których połowa nie ma kodu.

6. Parkuj przy wyjściu.

Ta porada może wydać się trywialna, ale jeśli sklep ma wejścia i wyjścia w różnych miejscach, parkuj bliżej wyjścia. Mniej ludzi tam parkuje, bo wydaje im się że to dalej. Ale przecież wychodząc ze sklepu, odstając już swoje w kolejce, na pewno nie będzie ci się chciało jeszcze drałować do wejścia przez cały sklep. A kiedy jesteś „wypoczęty” i pozytywnie nastawiony wchodząc, możesz kawałek się przejść.

Bonus – metoda 7 – Kupuj przez internet!

Niektóre supermarkety (jest ich coraz więcej) proponują zakupy przez internet. Ty tylko wybierasz produkty, a ktoś przywozi je zapakowane do domu. Oszczędność czasu na pewno, może i pieniędzy – pomyśl: paliwo, stracony czas, niepotrzebne zakupy… To wszystko daje wymierny zysk!

Ułatw sobie zakupy tymi metodami!

Tak też, stosując te kilka metod, można zaoszczędzić czasu i/lub pieniędzy. Bo na prawde szkoda czasem życia stojąc kupę czasu, popychany od tyłu wóżkiem, a patrząc jak ktoś przed nami wykłóca się o cenę parówek, że są o grosz za drogie.

Prosto. Wystarczy zajrzeć do historii. Czynność wysoce nieskomplikowana, nieprawdaż?

Ale jak robią to strony internetowe – zupełnie bez twojej wiedzy?

Jak to, inne strony (serwery) mogą dowiadywać się na jakich stronach bywasz? Okazuje się niestety że tak. Wyobraźmy sobie takie wspaniałe ulepszenie jak dostosowanie strony, aby przyciski zmieniały kolory, jeśli już je odwiedziliśmy – dzięki czemu parę razy nie będziemy wchodzić na tą samą stronę. Jeszcze lepiej – obrazki żeby były takie które zwizualizują nasze odwiedziny. Proste i praktyczne rozwiązanie.

Wystarczy zatem zobaczyć jakie obrazki odwiedzonych stron wyzwoliliśmy, i już mamy listę stron na której byliśmy. Pod pretekstem ulepszenia, mamy wyciek informacji.

Wyobraź sobie stronę z linkami do wszystkich stron w internecie, i naglę ta strona dysponuję pełną wiedzą na jakich stronach byłeś. Okropne! W połączeniu z fingerprintingiem przeglądarek zaczyna to tworzyć coraz dokładniejszy sos, i coraz dokładniejszy nas obraz.

Czy to jest niebezpieczne?

Wszystko kwestia definicji bezpieczeństwa. Jeśli nie przeszkadza ci że jakieś strony będą wiedzieć że lubisz oglądać strony z kotami, to spoko. Ale jeśli twój prześladowca, wyciągnie jeszcze więcej informacji na twój temat tym sposobem, to przestanie być tak przyjemne. Ja uświadomiwszy sobie taką dziurę, szybko ją załatałem wtyczką better privacy, i już czuję się odrobinę bezpieczniej.

Przykłady:

  • did you watch porn ? - strona która wyświetla czy chodzisz (lub ktoś na twojej przeglądarce) chodził po stronach pornograficznych
  • start panic! – ale ktoś zepsuł, spróbuje znaleźć linka – tam po prostu z bazy stron wyskakiwały wszystkie strony które udało mu się zweryfikować ze swojej bazy. U mnie po prostu wyskakiwały wszystkie niemal strony na których byłem – trochę mnie to przeraziło, że jakaś strona jest to w stanie wyciągnąć bez mojej wiedzy…