Usunąłem konto z „naszej klasy”

Posted on 8th Czerwiec 2009 in Ciekawostki, Dywagacje

Tak.

Miałem tam konto. Zbierałem znajomych. I nagle, bez uprzedniego pożegnania, bez teatralnego harakiri, kliknąłem „usuń konto”.

I nastała ciemność.

Nie, no, żartuje. Oczywiście nic sie nie stało. Zostałem uraczony miłym komentarzem o tym, że nie będzie istniała możliwość przywrócenia profilu. No chyba że z backupu ;-)

Co mnie lekko zdenerwowało, to ekipa NK chciała zostawić sobie moje dane osobowe, pisząc że aby usunąć takowe, należy sie skontaktować i wyrazić publicznie na forum rynku publicznego w klewkach dolnych… Więc przebrnąłem przez nieprzyjazdne zaspy formularza kontaktowego, i wysłałem tikecik na usunięcie danych. Co ciekawe, musiałem jeszcze potwierdzić mailowo.

Widzę, że dane osobowe to smakowity kąsek, że tak bardzo musiałem się starać o ich wyczyszczenie.

Czemu to zrobiłem?

Bo mogę, bo zastanawiałem się od pewnego czasu nad tym, bo przestałem lubić tamto miejsce. Na początku wyrażałem swój zachwyt nad ideą – zresztą idea dalej mi się podoba, ale wykonanie niekoniecznie. A przedewszystkim byłem ciekawy jak to jest usunąć się z profilu społecznościowego.

Bo to też jest taki mechanizm psychologiczny, który powoduje wytworzenie w mózgu obwodu nagrodowego, który nagradza nas za klikanie i sprawdzanie i tym podobne, dzieki czemu rózne miejsca w internecie się wzbogacają na najniższych instynktach…

Także, farewell NK, a ja żegluje ku następnej przygodzie.

comments: 1 »

Free the Knowledge! czyli rzecz o ściąganiu.

Posted on 25th Kwiecień 2009 in Ciekawostki, Dywagacje

Ściąganie.

W radiu, ostatnio wracając z pracy, słyszałem dyskusje na temat ściągania. Było to coś związanego z wyciekiem informacji, czy tam testów gimnazjalnych do gimnazjalistów. Pan w radiu coś tam próbował zamydlać statystykami, i wypowiedziami bezstronnymi. A dzis napiszę co ja o tym myślę.

Skąd się wogole bierze ściąganie?

Nie wiem czy ktokolwiek takie pytanie sobie zadaje. Wynika ono z tego, że wiele testów opiera się nie na tym żeby sprawdzać wiedzę. Testy opierają się na sprawdzeniu czy dana osoba zakuła jakiś zadany zbiór danych. Czy jest w stanie tak wyciągnąć potrzebne informacje z mózgu, żeby ten dany test napisać w sposób jaki jest oczekiwany.

Niestety, przeszedłem przez wiele testów, przez wiele sprawdzianów, egzaminów. W mojej głowie nie została żadna ciekawa wiedza na temat tego co mnie albo nie interesowało, albo było zbiorami niezbyt interesujących informacji.

Czy zatem ściąganie jest złe ?

Uważam, że gdyby testy były inne, rozwijające kreatywność, sprawdzające umiejętność wykorzystania zewnętrznych źródeł wiedzy, wtedy ściągania by nie było, bo by się nie dało nic ściągnąć. Bo czy wtedy załóżmy inżynier który projektuje most, musi pamiętać że beton ma taką wytrzymałość, albo informatyk musi wiedzieć że wyznacznik drugiego stopnia z macierzy się liczy tak i tak? Nie. Może otworzyć źródło takiej informacji i użyć go.

Czyli testy są bez sensu?

Jeśli by brnąc mocno dalej – to owszem. Ale nie zapędzajmy się, tylko zastanówmy się po co są wyniki potrzebne z tego nieszczęsnego sprawdzianu gimnazjalnego? Ano po to, żeby określić kolejność przyjmowania do szkoły. Cały zatem test jest tylko po to zeby skategoryzować człowieka.

Co można na to poradzić?

Zmienić podejście z egzekwującego wiedzę, na podejście kreatywnego. Mamy wory wiedzy, i powinniśmy uczyć jak z nich korzystać w celu tworzenia nowej wiedzy, lub jej praktycznego wykorzystania. I z tego mogły by być testy.

To tak samo jak ściąganie z internetu plików, jest wór wiedzy, i powinna być wolność z niego korzystania. W szczególności za darmo. Każdy program to ciąg 0 i 1 i jesli by to zamienić na system 10-tny to będzie to liczba. Jak można kazać uczyć się liczb, albo powiedzieć: ta liczba jest moja, albo twoja. Ona po prostu jest. Jeśli ktoś umie wymyślić fajną liczbę, i z niej korzystać, to fajnie, ale nie powinno sie zabraniać korzystać z wiedzy.

A tak wyglądają współczesne testy, zabiera się wiedzę, i każe ją pamietać.

comments: 0 »

„Mądry pastuszek” czyli rzecz o sterownikach…

Posted on 13th Marzec 2009 in Ciekawostki, Dywagacje, Pomysły

Mądry pastuszek

Autor: Piotr Lemiesz

poczta: piotr małpka lemiesz kropka pl

Nasza mała szczęśliwa łączka.

Wyobraźmy sobie że mamy owieczkę. Jest to miłe i pożyteczne zwierzątko, które zjada sobie grzecznie trawę z dowolnego pastwiska, a w zamian daje nam wełnę. Jej jedyną potrzebą jest się najeść.

No może i szczęśliwa, ale niestety niezbyt ogarnięta.

Jednak, po dokładnym przyglądnięciu się takiej zwykłej owieczce, okazuje się, że nie kieruje się ona niczym innym, jak jedynie potrzebą jedzenia. Nie patrzy, czy to co je jest dobre, i czy jest tego dużo. Nie interesuje ją czy może z tego miejsca jeść, i czy to czy teraz zje z tego kawałka nie spowoduje tego że, za jakiś czas nie będzie miała co jeść. Po prostu jej mózg nie jest do tego przystosowany, bo wcale tego nie potrzebuje.

Trzeci koniec kija.

Do tego typu rozważań potrzebny jest mądry pastuszek. Jest to taka zacna osoba, która odpowiada za obserwowanie wielu parametrów: pogody, zasobności łąki, poziomu najedzenia owieczki, jak nawet jej humoru.

Taki pastuszek, obserwuje dzięki swojemu bardziej rozwiniętemu aparatowi percepcji, wszelkie parametry, które po prostu umykają owieczce. Dzięki temu, w znacznie lepszy sposób zaspokaja potrzeby owieczki, oraz własny interes – bo dobrze najedzona owieczka, zadowolona z życia, ma o wiele lepszy przyrost masy wełny, w stosunku do zjadanej ilości pokarmu.

Przejdźmy do konkretów.

Do czego jednak zmierza cała ta mała opowiastka o naszej wesołej owieczce, oraz zacnym pastuszku?

Okazuje się, że automatyka różnych procesów jest robiona czasem nieoptymalnie, ze względu na zastosowanie ograniczonych algorytmów i badania podstawowych parametrów.

Wełniany kociołek, i jego bimetaliczny móżdżek.

Za przykład podam tutaj automatykę kotła. Jej sterownik opiera się tylko na badaniu temperatury z jednego punktu. Na tej podstawie włącza lub wyłącza proces „grzania”. Sam proces grzania polega na utrzymywaniu stałej temperatury poprzez proces spalania oleju i podgrzewania wody. Woda ta jest transportowana do grzejnika, który podgrzewa powietrze i powoduje wzrost jego temperatury do zadanego poziomu.

Jedynym parametrem jest zadana temperatura. Na samym piecu jest możliwość ustawienia temperatury wody, która jednak jak domniemuję (nie jestem specjalistą) powinna być dostosowana do posiadanej instalacji i grzejników.

Sterownik po prostu mówi „grzej” albo „nie grzej”. A w piecu znajduje się coś co tylko utrzymuje w miarę zadaną temperaturę wody w nim samym, poprzez cykliczne załączanie i wyłączanie procesu „spalania”.

Czemu mądry pastuszek pomoże ogrzać nasz dom?

Czy nie przypomina to trochę naszej owieczki? Piec nie uwzględnia żadnych parametrów, nie licząc temperatury. A mógłby całkiem sporo.

Mógłby uwzględniać zużycie paliwa względem konieczności osiągnięcia danej temperatury, przy różnych nastawach temperatury wody. Może nawet sam by określał która temperatura minimalizuje zużycie paliwa, bo okaże się że podawana przez producenta grzejników nie jest optymalna.

Piec mógłby też znać charakterystykę dynamiczną budynku i nauczyć się, że jeśli dopuszcza do wystąpienia oziębienia poniżej jakiejś wartości, bardziej kosztowne będzie dopuszczenie do wychładzania o jeszcze jeden stopień Celsiusza niż utrzymanie aktualnej temperatury (spłaszczał by tam samym histerezę).

Mógłby uwzględnić znaczny spadek temperatury zewnętrznej jako ostrzeżenie przed silnym wychłodzeniem budynku i na ten fakt dogrzewać „zapobiegawczo”, mając świadomość jakie kosztowne jest ogrzanie zimnego budynku.

Takich przykładów można by mnożyć i wypisać tu bardzo wiele.

Ale wszystkie te funkcjonalności spełniał by nasz zacny i mądry pastuszek, czyli taki sterownik który potrafił by lepiej optymalizować proces grzania (w przypadku przytoczonego przykładu), lub dowolny proces który aktualnie jest zarządzany nieoptymalnie.

Algorytm jego działania, opierał by się na wielu danych wejściowych, zarówno tych które mogą wpływać na dany proces (np. temperatura zewnętrzna), jak i te które są wynikiem tego procesu (zużycie paliwa). Algorytm ten musiał by być adaptacyjny, względem tego jak proces się zmienia, po prostu modelując go w sobie. Na początku „ucząc się” zaczynając od czarnej skrzynki a kończąc na jak dokładniejszym opisaniu modelu procesu.

Czy bez operacji na żywym ciele się nie obejdzie?

Również sama metoda wdrożenia takiego sterownika mogłaby się opierać na dwóch drogach, pierwsza trudniejsza – wyrzucenie oryginalnego mózgu owieczki i przeszczepienie w jego miejsce mózgu pastuszka, który to wtedy przejął by całkowicie sterowanie. Wydaje mi się że jest to „opcja” trudniejsza, ze względu na konieczność ingerencji wewnątrz organizmu optymalizowanego.

Druga możliwość, to właśnie koncepcja „mądrego pastuszka”, czyli takiego sterownika nadrzędnego, którego wyjściem były by wejścia sterownika aktualnego. Nie ma wtedy potrzeby ingerencji w aktualną „konfigurację”, jednak niesie to za sobą konieczność umiejętności kierowania za pomocą dostępnych parametrów. Po prostu trzeba znać owieczkę jak własną kieszeń, wytresować ją w sposób nam odpowiadający. Treserzy zwierząt na pewno powiedzą, że jest to zadanie wykonalne, ale na pewno nie zadanie proste.

Dylematy.

Kosztowe.

W każdym przypadku, należy zastanowić się nad opłacalnością zmiany aktualnego stanu. Może nie jest to konieczne? Może zmiana sterownika na jakikolwiek inny, lub zaprojektowanie samego algorytmu pastuszka jest zbyt drogie?

Implementacja.

Może nie ma możliwości łatwego, skutecznego wdrożenia pastuszka, czy to w formie przeszczepu, czy nadzorcy.

Sterowalność.

Czy przy wyborze opcji nadzorcy będzie łatwo sterować owieczką? Opór zwierząt (jak i ludzi) nie zna granic. Może w wyniku zastosowania funkcji nadzorcy, nastąpi kompletne rozsterowanie funkcji które miał spełniać sterownik, i wcale nie nastąpi optymalizacja, a nawet zmniejszenie wydajności procesu.

Możliwości.

Prostota.

W momencie gdy, tryb nadzorcy jest możliwy do wdrożenia, może okazać się, że zaawansowany algorytm pastuszka, pomoże w prosty sposób zoptymalizować proces.

Rozwijalność.

Ideałem było by stworzenie uniwersalnego algorytmu, któremu dajemy dane wejściowe – ich charakter, dane wyjściowe i algorytm ten dostaje wolną rękę w tworzeniu modelu przez „okres testowy”. A następnie samodzielnie optymalizuje proces krok po kroku, przedstawiając korzyści? Po stworzeniu tak uniwersalnego algorytmu, można by go sprzedawać w wielu wielu miejscach.

comments: 2 »

Czemu ty powinieneś chcieć mieć swojego bloga?

Posted on 22nd Luty 2009 in Dywagacje

Mam swojego bloga i dobrze mi z tym. Początkowo blogi kojarzyły mi się z wyzewnętrznianiem się w jakiś dziwny sposób. Kojarzyły mi się z ekstrawertykami, którzy nie potrafili spożytkować swojej energii. Później w miarę rozwoju moich poszukiwań, okazało się że owszem istnieje pewna ilość takich blogów. Ale jest i dużo takich które niosą za sobą super treści.

Okazało się, że po prostu taki blog jest najprostszą metodą umieszczania treści w sieci. Ktoś daje możliwość umieszczenia dowolnego tekstu w internecie. Po prostu piszesz, i to się pojawia. Owszem, sposób chronologicznego nanoszenia informacji niesie za sobą pewien narzut formy, ale jednak, gdy skupimy się na treści, okaże się, że jest to wspaniała metoda na przekazywanie wiedzy, informacji, danych…

Czemu przekazywanie wiedzy jest ważne?

Z jednego bardzo ważnego powodu. Każdy z nas posiada jakiś zakres wiedzy. Co jednak po takiej wiedzy w naszej głowie, jeśli nie potrafimy jej wykorzystać, lub nie chcemy tego robić. Gdy jednak podzielmy się taką wiedzą, ktoś może z niej korzystać w celach dokładnie takich, w jakich potrzebuje. Sposób obrazowy, jeśli ogólny stan wiedzy społeczeństwa będzie wyższy, to temu społeczeństwu będzie lepiej, a co za tym idzie, jednostkom. I to tak się będzie nakręcać wzajemnie.

Co jednak może wnieść mój wpis na moim blogu?

Wbrew pozorom bardzo wiele. Załóżmy, że jesteś administratorem linuksa. Rozwiązałeś jakiś problem, twoja wiedza na jego temat wzrasta. Gdy podzielisz się tym rozwiązaniem ze światem na blogu, google cię zaindeksuje. Inny administrator, sklepu internetowego, zaoszczędzi dzięki temu rozwiązaniu pewną ilość pieniędzy, a co za tym idzie, nie wzrośnie cena produktu oferowanego przez ten sklep! Tym samym, zatrzymasz inflacje! Jednym prostym wpisem na blogu!

Nie nie!, ja nie chcę dawać za darmo! Ja chcę sprzedawać swoją wiedzę!

Tak, oczywiście. Któż by nie chciał dostawać kasę za własną wiedzę. Niestety, nikt nie lubi kupować kota w worku. Poza tym, jak dotrzesz do odbiorcy który potrzebuje (i nawet skłonny by był za to zapłacić) ? Może zatrudnisz stado marketingowców, itp. ? Nie, lepiej zatrudnij darmowego pająka google. Zlinkuj się w paru miejscach, poproś znajomych o linka, a po jakimś czasie robot google i innych wyszukiwarek przejdzie po twojej stronie zapamiętując odpowiednie słowa kluczowe, zdania, zlepki wyrazowe, po których twój potencjalny klient trafi prosto do Ciebie.
Ile osób może do Ciebie trafić: potencjalni klienci, ludzie o tych samych zainteresowaniach…

Dlatego jest to dobre i trzeba dzielić się wiedzą!

dzielący się
Piotr L.

comments: 0 »