Nie wiem jak po polsku jest habit, więc będę pisał o zwyczajach.

Jak zmienić swoje życie w 30 dni?

Zacznijmy od początku.

Kiedyś wymyślałem wspaniałe wyzwania: będę ćwiczyć codziennie, będę uczył się języków, będę… i tak dalej. Jednak szybko okazywało się, że albo mi się nie chce, albo całkiem źle podchodziłem do tematu i po krótkim czasie zupełnie odchodziła ochota, lub stwierdzałem, dalej w to nie brnę.

Lecz wtedy nie znałem metody. Dziś podzielę się z Wami cudownym przepisem.

Cudowny przepis.

Czytając wiele blogów z PERDEV, oraz kilka fajnych książek, zrozumiałem że należy do problemu podejść następująco:

  • Kaizenowo – czyli BARDZO małymi kroczkami, stawiając BARDZO małe kroczki. Wydaje się że jest to głupi pomysł, bo skoro coś robić, to raczej na maxa. Jednak gwałtowna zmiana, lub gwałtowne wejście w temat, spowoduje bardzo proste odrzucenie. To tak jak byś chciał od razu kąpać się pod zimnym prysznicem. Za pierwszym razem jest orzeźwiająco, ale za kilkoma następnymi po prostu zimno. Gdy jednak powoli zmniejszysz temperature, to po pewnym czasie osiągniesz swój cel.
  • Regularnie - czyli codziennie, określony czas. Po sobie widzę że wystarczy wyznaczyć codziennie 10 minut na cokolwiek, aby to w sobie wdrożyć. Co jednak z przerwami? Nic. Po prostu należy dalej kontynuować, a nie karać się i zastanawiać CO TERAZ?
    Warto też nie przekraczać czasu, co daje pewien smaczek, czekania na te 10 minut – bo 10 minut to całkiem mało…
  • Na określony czas – to właśnie te magiczne 30 dni z tytułu. Okazuje się że wystarczy 30 dni codziennie, 10 minut, aby wyrobić w sobie zwyczaj, zmianę, cokolwiek. Po tym czasie warto zrewidować – może już nie chcesz tego robić? Może warto głębiej wejść w temat? A może to co osiągnąłeś jest całkiem wystarczające.

Tyle. Wystarczy te rzeczy zastosować, a zwyczaj pozostanie głęboko zakorzeniony.

Moje doświadczenia

  1. Wczesne wstawanie - nie muszę wcześnie wstawać, ale postanowiłem – budzik mam codziennie na 6 przez 30 dni. Po 30 dniach sam się budzę o tej porze, i nawet nie za bardzo marudzę. Oczywiście, że nie jest to do końca możliwe ze względu na specyfikę tego, że gdy jestem mocno zmęczony, i późno się położę dzień wcześniej, to nie ma szans i jest to wybitnie nie zdrowo budzić się tak wcześnie, ale jednak mam ranki przedłużone, co pozwala mi na spokojne śniadaniowanie, i różne takie
  2. Pisanie - wydawało mi się że będzie trudno mi pisać przez 10 minut dziennie, jednak znalazłem fajny poradnik, wypisałem sobie pomysły, i pisałem. Na początku było ciężko, różne były problemy, później 10 minut okazywało się „jejku, jak to mało” ale dzięki temu, cały dzień myślałem w wolnych chwilach co napiszę przez te moje 10 minut… I na przykłąd – ten blog jest tego wybitnym przykładem – treści w tym czasie natworzyłem co niemiara względem tego co pisałem wcześniej. Bardzo mi się to spodobało, i kontynuuje ten zwyczaj. Trochę zmieniłem formę, ale to nie istotne, pisanie głęboko sobie zakorzeniłem.
  3. … oraz wiele innych

I ty możesz zmienić swoje życie !

Tym motywacyjnym tekstem zachęcam serdecznie do podejmowania trudów i walki. Warto jak to mówi „sekret” wiedzieć co się chce i podejmować „30 days commitment” bo przynosi to efekty, wcale nie dużym kosztem, a zyski z tego mogą być bardzo ogromne. 30 dni * 10 minut to jest 300 minut – 6 godzin z miesiąca na rzecz której wcześniej nie robiłeś. Może to malutko względem tych wszystkich godzin z miesiąca. Ale nie oszukujmy się – czy na pewno wszystkie wykorzystujesz tak jak byś chciał?

Kolejny wpis gościnny Agnieszki*

Jesteś w hipermarkecie. Już wiesz że zapomniałeś zrobić listy zakupów, a co gorsza nawet nie wiesz co chcesz zrobić jutro na obiad. Lub może nie jesteś w tak krytycznej sytuacji, ale nie wiesz skąd wziąć przepis na to co byś chciał zrobić…
Spróbujemy na to zaradzić!
Czytaj dalej. →

JAK NAUCZYĆ SIĘ RYSOWAĆ BEZ ZBĘDNEGO PŁACENIA ZA KURSY.

wpis gościnnie przez Agnieszkę*

Dziś opiszę kilka kroków, jak prostym sposobem nauczyć się rysować.

Mam świadomość, że te kroki, nie dla każdego będą idealną drogą, ale po prostu potraktujcie to jako „drogowskazy”.

Po pierwsze motywacja.

Żeby zacząć rysować wystarczy na początek sama chęć do rysowania, zainteresowanie tym tematem. Można wejść na strony na których możemy podziwiać dzieła innych ludzi (np. digart), którzy już jakąś wiedzę (mniejszą lub większą) w tej dziedzinie posiedli. Możemy zaznajomić się z komentarzami na tych stronach w ten sposób tworzy nam się w głowie jakiś obraz teoretyczny na tematy estetyczne.

Po drugie – próba sił.

Drugi etap jest trudniejszy gdyż sama wiedza zaczyna nam doskwierać. Chcemy już coś zrobić z naszą wiedzą teoretyczną  – przelać ją i sprawdzić w praktyce na papierze, czy coś już umiemy, czy jednak musimy się jeszcze więcej naładować teoretycznie.

Niezależnie od tego, warto jest spróbować coś narysować na początek coś łatwego np. drzewo. Znajdźmy sobie coś w internecie na wzór i patrząc na to spróbujmy to narysować. Nawet jeśli nie będzie podobne to co narysowaliśmy do oryginału nie zrażajmy się, „zmarnujmy” 10 bloków rysunkowych, ale już przy jedenastym zauważymy poprawy.

Jeśli już drzewo wyjdzie na tyle, iż stwierdzimy że nam się podoba  możemy przejść na bardziej zaawansowane poziomy rysowania: dodajemy cienie, liście, owoce itp. itd.. Takie dzieło możemy później podziwiać i z dumą mówić że coś sami zrobiliśmy, do czegoś doszliśmy.

Po trzecie – Nie zrażać się.

Ten etap jest moim zdaniem najtrudniejszy. Łatwo jest zaprzestać dalszych ćwiczeń. Zaczyna nas irytować że rysunki często wychodzą nie tak jakbyśmy chcieli (można rzec że bardzo często). Ale na tym polega samozaparcie, jak mówi przysłowie „Trening czyni mistrza”. Sprawdziłam to na sobie. Naprawdę można.  Nie wolno się poddać. Nawet najlepszym rysownikom prace nie zawsze wychodzą. Jak mawiał mój Sensei „Dobrego rysownika/malarza poznać po tym że jego prace nigdy mu się nie podobają”.

Po czwarte, piąte… Ćwiczyć.

Dużo ćwiczyć, dzielić się swoimi osiągnięciami, dyskutować. Dzięki temu, mamy motywację, mamy też odbicie tego co robimy, bo ludzie wbrew pozorom lubią sztukę i ładne rzeczy.

Nawet gdy jest to dla nas trudne, warto ćwiczyć, bo w cokolwiek inwestujemy nasz czas, zawsze się to zwróci. A 10 minut dziennie przez 10 lat to 600 godzin nieprzerwanego treningu!

Na zakończenie

Chciałabym wszystkim życzyć jak najwięcej sukcesów, w czymkolwiek tego sukcesu potrzebujecie. Ja lubię rysować, i powyższą drogą osiągnęłam poziom z którego jestem zadowolona (zobacz moją internetową galerię), a moi znajomi/rodzina wieszają z radością moje rysunki u siebie w domach :-)
Powyższy opis  może odnosić się do każdej dziedziny życia. Jakie byśmy nie wymarzyli sobie hobby, stosowanie tych zasad jest przydatne do osiągnięcia perfekcji w tym co robimy.

Aga

* Agnieszka Lemiesz – artystka i miłośniczka wszelkich zwierząt w szczególności koni i psów rasy akita. Zafascynowana kulturą i sztuką Japonii. Prywatnie moja żona. (dopisek P.L.)

Luty 11, 2010

Ciekawostki

(No comments)

Dziś druga metoda zarobku na adwordsach.

Mniej czasochłonna niż poprzednia z datą śmierci opisana tutaj.

Nie jest ona mojego autorstwa, podzielił się nią z nami, Pan Karol Gajda na swoim blogu. Polecam artykuł.

Karol, opisywał to w kontekście zauważania okazji, ale też warto to skorelować po prostu z reklamą adwords.
Mianowicie, Karol ma konto w programie parnerskim sprzedaży biletów (o ile dobrze pamiętam do na hokej). Ten PP (program partnerski) daje mu jakiś procent od skierowanych klientów którzy kupią bilet.

„Tak i zapewne Karol ma całą infrastrukturę niszowych stron hokejowych” pomyślicie, albo że „stosuje na pewno wymyślne metody reklamy”.

Nie. Niespodzianką jest to, że Karol wykupił adwrodsy (reklamy w wynikach wyszukiwania google), na różne zwyczajne hasła, i skierował bezpośrednio na witrynę sprzedawcy biletów.

Pomysł jest tak banalnie prosty, ale i genialny w tej prostocie. Nie potrzebuje żadnej infrastruktury. Kompletnie żadnej, jedynie małej inwestycji w reklamy.

Karol pisał, że można mieć strone pośrednią ze statystykami, ale wcale nie ma takiej potrzeby, bo po prostu to jest mechanizm typu „szczęka aligatora” który działa dokładnie tak jak od niego oczekujemy.

Jak osiągnąć sukces w tym kierunku?

Wystarczy znaleźć taki prosty PP, z wysokim zarobkiem od transakcji, typu JumboJet, który jeśli sprzedamy nawet jedną sztukę, to przez rok nie będziemy musieli pracować. Trochę trywializuje, ale mechanizm działania tego interesu właśnie opiera się na identycznych założeniach.
Ja sam nie próbowałem, ale jestem na etapie poszukiwania odpowiedniego programu partnerskiego, i odpowiedniego produktu.

Fajnie też ten artykuł uświadamia, że proste rozwiązania, proste dochodowe interesy są wszędzie dookoła nas.

A czy u nas da się tak zrobić?

Tak, jako prosty przykład podam, program partnerski Mbanku, gdzie za założenie konta (aktywnego) dostaje się 30 złotych. Wyobraźmy teraz sobie reklame na haśle „jak założyć konto w mbanku” albo podobnym, a tu wyskakuje nasza reklama: „tutaj link do zakładania konta – wniosek online”. Tyle. Teraz sprytna tylko polityka cenowa w reklamowaniu, i wiara w to, że bedą klikały tylko osoby zainteresowane, i nic więcej nie musimy robić.

Nie pofatygowałem się aby poszukać więcej intratnych programów partnerskich, ale założę się, że dla jakiś specyficznych produktów, wcale nie tanich, uda się to znaleźć, teraz wystarczy tylko zrobić reklamę.