Jak uruchomić dwa dyski na starym komputerze.

Posted on 18th Listopad 2007 in Ciekawostki, Linux

Dawno nie grzebałem w starych kompach. Dziś się to wydarzyło.

Kurcze, nawet nie pamiętałem jakie to jest fajne zajęcie. Kiedy wsadzanie takie „po prostu” nie daje żadnego efektu… Heh, no ale przejdźmy jednak do meritum.

Stan:

Komputer (stary – pentium 3) z dyskiem 80gb z ubuntu.

Zadanie:

Podłączyć drugi dysk, z innym systemem, skonfigurować gruba, żeby bootował z tego drugiego dysku do wyboru.

Wykonanie:

  1. Podłączyłem dysk do drugiego kontrolera. Nie działa.
  2. Podłączyłem dysk do tego samego kontrolera – działa.
  3. Próba konfiguracji gruba, za pomocą dodania prostego wpisu pod tytułem hd(1,0)  zakończona niepowodzeniem. Poprostu grub staje gdy włącza się ten wpis.
  4. Herbatka.
  5. Genialny (hehe) pomysł. Przecież nie trzeba żeby te dwa dyski pracowały współbieżnie (tego założenia nie podałem na początku, ale poprostu wyszło w praniu), zatem można tak robić żeby działał tylko jeden. Oczywiście że nie zamierzałem na wierzch wyciągać kabli i przełączać zgodnie z potrzebami. Postanowiłem zrobić to trochę inaczej. Przecież pomiędzy systemem operacyjnym (grub) i sprzętem (kabelki) jest jeszcze jeden poziom. Mianowicie BIOS.
  6. Zatem, ostatnim krokiem było przełączanie w biosie, a konkretnie wyłączenie jednego dysku, a następnie włączanie drugiego dysku jako jedynego aktywnego.

Efektem tych sześciu kroków było rozwiązanie problemu. Wiem że nie jest ono zbyt eleganckie, i zbyt profesjonalne, ale jest szybkie i wynikiem genialnego (hehe) przebłysku intelektu. Dzieki temu jeśli chcem mieć ubuntu, włączam dysk stary, jeśli potrzebuje drugi system, włączam dysk który dorzuciłem teraz. A to sobie grzecznie nie przeszkadza nawzajem jakimiś dziwnymi rzeczami które na poziomie systemów operacyjnych się gryzło.

Tak to bywa właśnie ze starymi komputerami, że to nie tyle się gryzie, co poprostu oprogramowanie zaimplementowane w starszych maszynach do obsługi sprzetu, nie zawsze zawiera w sobie uwzgledenienie wszystkich tych dzisiejszych i terazniejszych rozwiazan, takich jak na przyklad podlaczenie dwoch dyskow do dwoch roznych kontrolerow. Bo poprostu po takim podlaczeniu sladu dysku nie bylo w komputerze. Nawet nie wiem szczerze mowiac czy jest to problem z biosem, czy z oprogramowaniem dysku.

Ale problem rozwiazany.  Lezka sie oku kreci, ile ja sie nagrzebalem w zyciu w takich starych komputerach. Nie tyle starych co roznych, z roznymi przypadlosciami, takimi jak nie dzialanie w takiej konfiguracji sprzetu, a dzialanie w lekko innej.

Ale po raz kolejny okazalo sie ze nawet stary komputer, nadaje sie do spelniania roznorakich zadan.

pozdrawiam, pl

Jak to sie sieciówce przejadło.

Posted on 12th Październik 2007 in Ciekawostki, Linux

Dużo się dzieje znowu. Pracuje, walczę z różnymi przeciwnościami. Opowiem wam co się stało.

Po zmianie miejsca siedzenia mojego „serwera”, podłączyłem go do internetu z lepszym łączem. Po paru godzinach serwer przestał reagować. Zdziwiony pomyślałem że może to podróż na niego wpłynęła. Restart, poprawienie „styków”.

Problem jednak się powtórzył. Jednak zanim się powtórzył spojrzałem w logi, a tam błąd „za duzo pracy podczas przerwania”. Po tym serwer zamierał. W sensie że sieciówka nie odpowiadała.

Chwila googlowania, i diagnoza: (chyba) stos zapisu pakietów, albo czegośtam, sie zapełnia i sieciówka mówi dowidzenia.

Recepta: wymienić sieciówkę na lepszej firmy.

Co też uczyniłem, lecz dalej następowały kłopoty, jakieś z łączem, co się okazało? Zastane kable były kiepsko zaprawione albo załamane. I oczywiście dopiero teraz tak naprawde się to ujawniło.

Na szczęście wszystko zakończone sukcesem. Serwer działa, pomimo kilkudniowej walki, serwuje pięknie stronki.

Zatem puenta: nigdy nie ufaj zastanej sieci, ani tanim niemarkowym sieciówkom.

Trzeba działać w dobrym sprzęcie, no chyba że niezawdoność nie jest priorytetem, bo naprawa i diagnoza zajeła dosłownie 0,5 roboczogodziny :-).

pozdrawiam pl

comments: 0 » tags:

Wirtualny Informatyk

Posted on 2nd Wrzesień 2007 in Ciekawostki

Podczas wykładów na jednym z przedmiotów na studiach – jeden fajny pan doktor (pozdrawiam), powiedział że teraz będzie wzięcie na wirtualnych informatyków.

Nie, nie są to osoby które omijały kształcenie informatyczne – i tymi informatykami są wirtualnie.

A zatem co to takiego?

Więc, wirtualny informatyk jest to osoba, o jak to lubie pisać, szerokiej wiedzy informatycznej, potrafiąca zdiagnozować dowolny problem, te najbardziej podstawowe rozwiązać. Te które wymagają więcej „bezproduktywnej” pracy, jak na przykład nieszczęsne przeinstalowanie windowsa, ten nasz wirtualny informatyk zleca na zewnątrz firmie się w tym specjalizującej.

Czemu to jest praktyczne?

To jest zwykły outsourcing informayczny. Czyli wyniesienie tych usług na zewnątrz, których koszt wewnątrz firmy byłby za duży. Istotnym aspektem jest jednak, aby osoba się tym zajmująca miała pojęcie o tym co jest nie tak i ile to czasu może zając – i co ważne wiedzieć ile powinna za daną czynność zapłacić.

Korzysta na tym firma – zmniejsza koszty infrastuktury informatycznej – wystarczy jeden informatyk z dobrą „bazą adresów”, korzysta na tym informatyk – ma dobrą pracę, nie babra się w windowsie, korzystają zewnętrzne firmy z napływu usługobiorców.

Żywy przykład?

Miałem okazję pracować w takiej firmie właśnie z końca łańcucha pokarmowego, i zdarzało mi się takich wirtualnych informatyków spotykać, zawsze mieli na głowie jeszcze inne oprogramowanie – ale to akurat dobrze, bo to było w ich kompetencjach, a firmy w ktorej pracowałem – rozwiązywać problemy. Współpraca była OK.

Puentując:

Sam niechlubnie powiem, nadaję się na takiego wirtualnego informatyka, diagnozowanie dowolnego systemu (tak jak pisałem w notce o windowsie) to żaden problem, i ogólnie po studiach na których wtłoczono we mnie parę gigabajtów wiedzy teoretycznej, która daje mi pogląd poczynając od schematów działania magistral i procesorów a kończąc na koncepcjach zintegrowanych systemów zarządzania. Potrzebujesz wirtualnego informatyka? Więcej informacji na ten temat? Zapraszam do kontaktowania się ze mną!

pozdrawiam,

wyoutsorsingowany wirtualny blogerr PL

comments: 0 »

Moja (nie)przygoda z windowsem

Posted on 29th Sierpień 2007 in Ciekawostki

Dziś dla odmiany moja historia z windowsem.

Zamiast wstępu: System operacyjny to najważniejsza część komputera zaraz po sprzęcie. Nie ma lepszych czy gorszych systemów. One poprostu są inne. Każda flame war o wyższości świat wielkiej nocy nad bożym narodzeniem, powinno się gasić odgórnie!

rozdział I.
dziecięcy napaleńczyzm

 

swoją przygodę z mikrosoftem rozpocząłem gdy ojciec przywiózł pierwszy komputer pc. Był to 286 z dosem o ile mnie pamięć nie myli 3.0. Był rok 1989. Jakaż to była świętość to C:\> mrygające grzecznie do mnie z monitora. Pierwsze komendy wchłonąłem szybko. Było ich aż 2: „cd” i „dir”. To pozwalało na bezgraniczną eksplorację dysku. Dysk miał całe 40 MB i było to hoho sporo. 40 dyskietek około.
Oczywiście jako dziecko, interesowałem się grami, które wtedy ustępowały nawet japońskim gierkom „pegazusom”. Lecz to mnie nie zrażało, pozatym wybujała wyobraźnia dziecka wystarczała do zatuszowania wszystkich niedomagań tych gier. Były różne. Wszystkie po angielsku, np. larry 3 :) Oj tak, to dało trochę nauki angielskiego, bo uczyłem się wszystkich słówek z komputera, powoli acz metodycznie.

 

Później pojawił się windows 3.1 który poznawałem u ojca w pracy. Te okna, ten saper i pasjans (bez myszki), normalnie oh, ah.
W domu cały czas był dos, na którym poznałem też BASICA, taki prosty język:

 

10 print „ale fajnie”
20 goto 10

 

to mój ulubiony program ;-) pięknie wyświetlał. Było więcej tych programów oczywiście, to też jako dziecko wchłonąłem programowanie ;-).

 

Rozdział II
Ciężki windows 95

 

Czemu ciężki ? Bo nie chciał się zainstalować na 286, na tej 40MB dysku. Wymagał coś koło 65MB dysku. Próbowaliśmy z bratem oszukać go doublespace, czy jakoś tak sięnazywającym narzędziem, które udawało że dysk jest większy, ale instalator 95 nie dawał się oszukać. Pozatym te 20 dyskietek które było trzeba przerzucić przez maszynę to było coś.
Jednak poznałem win95. U kolegi na 386, z większym dyskiem zainstalowałem 95. Chodziło oczywiście z maksymalną prędkością. Uruchomienie z 3 minuty (tyle co teraz niektórym XP ;-) ).
Jednak walczyłem. Setki razy chyba go instalowałem, na różnych komputerach, i później na tych samych, bo bardzo łatwo było „uszkodzić” 95. Ale był to przepiękny system. Na nim nauczyłem się „standardowych procedur serwisowych” tak że zostałem guru duchowym windowsowym. Po setkach reinstalacji 95, zostałem uważany za specjalistę. Oczywiście śmiałem się z tego, bo to żadna specjalizacja – ale jednak potrafiłem pomagać – szybko pomagać z tymi paskudnie wysypującymi się 95′kami, i polubiłem te 95.

Rozdział III
Kochane 98

 

Pojawiły się szybsze komputery. Pojawił się odkrywczy, nowoczesny, obsługujący USB windows 98.
Ach, szybciej się instalował, szybciej chodził. Wysypywał się trochę mniej. Trochę. Znowu szybko nauczyłem się doświadczalnie „standardowych procedur serwisowych” które nie różniły się dużo od 95.
Jednak ten system chodził lepiej. Pozwalał na różne ciekawe rzeczy, takie jak internet. Tak na 98 poraz pierwszy poznałem internet u siebie (po raz pierwszy siedziałem na internecie na (SIC!) macu).
98 królował długo na rynku systemów. (Żeby nie skłamać że nadal króluje ;-) )

 

rozdział III
year 2k problem

 

Tak, wszyscy trąbili że problem roku 2k rozwali dużo rzeczy. Wybuchną bomby atomowe. Mój ówczesny amd k6-300 miał inne problemy. Sygnalizował je częstymi bluskrinami. Aż w końcu się spalił :). Z tym optymistycznym zdarzeniem wiążę kolejny etap mojego windowsiarstwa. Czyli pojawienie się windowsa 2000.
Win 2k okazał się przełomowym odkryciem. W sensie niezawodności. Ciągle pojawiały się w nim problemy, ale już nie takie kosmosy, jak w poprzednikach. Tu też było trochę pracy, tym razem z instalacją i dostosowywaniem do swoich potrzeb. Ludzie z jakiegoś względu go nie lubili, koledzy mówili że gry nie chodzą. Ja już wtedy nie grałem, i bardzo lubiłem win 2000.

 

rozdział IV
iksi pe :)

 

Przedostatnim najbardziej rozwiniętym etapem jest windows XP. system który łączył linie nt, 2k z kompatybilnością 98. Dla mnie zbyt cukierkowy, i zbyt zautomatyzowany. Jednakże i tu szybko zostałem „specem” od naprawiania, bo niewprawny użytkownik szybko potrafił popsuć wszystko, poczynając od mbr, kończąc na usuwaniu karty muzycznej. Nie wiem jak to możliwe, ale różne dziwne rzeczy potrafiły się tam wyrąbywać. Ludzie jednak lubili ten system. Ja pozstawałem wierny 2k, który nie zawodził. Później gdy pracowałem, miałem styczność z hurtowymi reinstalacjami i naprawianiami xp, i to było ciekawe doświadczenie ;-) mądrzy ludzie pokazali jak fajnie można optymalizować pracę, jak szybko można wszystko robić. Polubiłem i ja tego windowsa. W szczególności jak mikrosoft dał mi go na studiach :-)

 

rozdział ostatni V
viśta won

 

Z tym systemem miałem styczność chwilową. Jedna instalacja, parę konfiguracji. Nie różni się zbytnio od XP, tylko że wszystko jest poprzestawiane, albo bardziej zautomatyzowane. Myślałem że jądro systemu się zmieni, myślałem że coś mnie zaskoczy, a tak nie było. Zatem to takie xp bis… Chociaz ładnie wygląda domyślnie, i podczas instalacji jest graficzny instalator :).
A zapomniał bym, viste szybko można wyglądem upodobnić do 2k, co mi się bardzo podoba :).


Podsumowując:

Microsoft ostro walczy, wydaje te piękne systemy. Lubie bardziej linuxa, chociaz winda też jest fajna. Tylko szalenie droga!!! Na szczęście już są alternatywy dobrze działające jak ubuntu, które mogę szczerze polecić zamiast drogiego niefajnego windowsa.
Jednakże do windowsa mam szacunek, na nim nauczyłem się angielskiego, na nim nauczyłem się serwisowania komputera, nauczyłem się obsługi wszystkiego poczynając od dos, aż po viste.
Każdy mądry informatyk powinien poznać ten system.

comments: 1 »