Dla humanistów jedyną szansą jest komputer.

Posted on 26th Wrzesień 2009 in Ciekawostki, Dywagacje
aki cytat przeczytałem dawno temu w GW. Mówił to profesor Wojciech Cellary.
„Muszą wymyślić, jak go używać. Komputerowcy tego za nich nie zrobią”.
Tak. Jestem tym komputerowcem, i wiem że ja za nich rzeczywiście tego nie wymyślę. Czuje się często na skraju tego „komputerowcowania” i „humanizowania”.
Wiem jakim złożonym narzędziem potrafi być ogólnie pojęty komputer i technologia.
Czasem jest barierą nie do pokonania, czasem próbuje łamać trudności, i takie próby są wyśmiewane przez zatwardziałych informatyków, jako złamanie całego kanonu zasad.
Lecz bardzo słusznie, że powstaje inicjatywa od strony humanistów, i powinna ona jak najczęściej powstawać, już abstrahując, że jest to potencjalna praca dla informatyków :-) (niekończące się zródło).
Jest wiele przykładów, takich jak choćby blogi, które dzięki prostym zabiegom może pisać każdy…

Taki cytat przeczytałem dawno temu w GW. Mówił to profesor Wojciech Cellary.

„Muszą wymyślić, jak go używać. Komputerowcy tego za nich nie zrobią”.

Tak. Jestem tym komputerowcem, i wiem że ja za nich rzeczywiście tego nie wymyślę. Czuje się często na skraju tego „komputerowcowania” i „humanizowania”.

Wiem jakim złożonym narzędziem potrafi być ogólnie pojęty komputer i technologia.

Czasem jest barierą nie do pokonania, czasem próbuje łamać trudności, i takie próby są wyśmiewane przez zatwardziałych informatyków, jako złamanie całego kanonu zasad.

Lecz bardzo słusznie, że powstaje inicjatywa od strony humanistów, i powinna ona jak najczęściej powstawać, już abstrahując, że jest to potencjalna praca dla informatyków :-) (niekończące się zródło).

Jest wiele przykładów, takich jak choćby blogi, które dzięki prostym zabiegom może pisać każdy…

comments: 0 »

Ale ze mnie społecznik – stworzyłem nowego robaka!

Posted on 17th Lipiec 2009 in Ciekawostki, Dywagacje, Linux

Heh, pewnie zastanawiacie się co to za dziwny tytuł, i czemu się tym tak chwalę ?

Już tłumacze.

Co to jest robak?

Robak to moje złośliwe tłumaczenie terminu „bug” który odnosi się do problemu oprogramowania. Programy nie są idealne. Niestety nie ma takiej możliwości. Jednak pośród programów open-source  istnieje coś takiego jak śledzenie problemów z programami, które może zgłosić każdy.

Dzięki temu oprogramowanie które ktoś udostępnia za darmo, może być ulepszane, bo każdy może wysłać zgłoszenie problemu.

A czemu ja jestem taki społecznik?

Oczywiście trochę demonizuje, od razu tytułując się społecznikiem, to zresztą słowa L. a nie moje, który wypowiadał to ze straszliwą ironią przez jabbera ;-)

Zgłosiłem po prostu jedną funkcjonalność którą chciałbym aby była w programie. Dokładniej – kontrole przesyłu danych wychodzących/wchodzących z wirtualnego schowka. Niestety po uruchomieniu programu, przy wyrzuceniu czegoś do schowka, zostało wysycane całe dostępne łacze wychodzące, i mój system nie mógł normalnie sciagac czegos z internetu, bo nie wychodziły requesty. Wiem ze moglbym to rozwiazac nakladajac jakas warstwe na program, ktora by za mnie to robila, ale pomyslalem, ze skoro jest to program, to moglo by to byc uniwersalne, a zgloszenie buga pozwala na kontakt bezposredni z autorami.

Po paru godzinach, jeden z developerów, lub opiekunów okreslil mojego buga jako duplikujacego innego buga, i rzeczywiscie, ktos o tym samym napisal troche wczesniej, i nieporzebnie o tym pisalem :-), ale jednak czuje ze sie przysłużyłem i wogle jestem ten-tego :-)

wasz, pl

comments: 0 »

Dzisiejszy wpis o kawie.

Posted on 12th Lipiec 2009 in Ciekawostki, Dywagacje

Ciężkie początki. Czyli mój pierwszy nieudany raz z kawą.

Dawno dawno temu, kiedy kawa była jeszcze reglamentowana, a jej smak wypłukiwał wszystkie możliwe smaki z języka, a ja byłem jeszcze małym berbeciem, którego interesowały nawet koty, pojechaliśmy do Cioci w odwiedziny.

W postępie naszych odwiedzin, nastąpiła rytualna „herbatka czy kawa”. Ciocia z dobrego serca, zapytała „Kto chce kawy?”, ja będąc małą ironiczną małpą, odpowiedziałem że ja.

Dobroduszność i szczerość w działaniach rodziny, nigdy nie była naszą wadą, zatem po chwili dostałem kawę. A raczej napar z dziwnych substancji, gorący, kwaśny i gorzki jak osiemdziesiąt trzy nieszczęścia.

Nikt nie chciał mnie uratować od kawy, i przez grzeczność próbowałem ją wypić. Na ratunek przyszło mi pięć łyżeczek cukru, oraz siła woli.

Jednak od wtedy myślałem o kawie jako o czymś co mocno pachnie i piją ją prawdziwi twardziele o żwirowych podniebieniach, a efektem było zmniejszanie chęci spania.

Przez długie lata, nikt nie próbował mnie w żaden sposób wyprowadzić z błędu, spożywając w moim towarzystwie kwas kawowy, lub inne pochodne substancje, bo raczej prawdziwą kawą bym tego nie nazwał. Co gorsza widziałem, że ta kawa niby smakowała, i powodowała „wybudzanie”.

„Czy ta kawa może kłamać?” Chyba tak, czyli rzecz o Małych Kłamstewkach.

O oszukańczych dobrodziejstwach działania kawy, dowiedziałem się poraz pierwszy, przy okazji pewnej podróży. Jechałem bardzo wcześnie rano, i zostałem siłą wyposażony w termos z kawą. Z tym wybuchowym ładunkiem nie zamierzałem się bratać, jednak po paru godzinach, kiedy zmęczenie wierciło głęboko w głowie, z podejściem sapera wypiłem nakrętkę (tak z termosu przeważnie pije się w nakrętkach) kawy. Z niedowierzaniem poczułem, że zmęczenie odchodzi. Po prostu uciekło. Nie wierzyłem w to co się stało. „Przecież to jawne oszustwo” myślałem. Organizm potrafi substancjami tak siebie oszukiwać? Dziś oczywiście wiem że tak, ale wtedy nie było to takie klarowne.

Jadąc dalej, zmęczenie powracało, ale nakrętka kawy odsuwała na bezpieczną odległość. To było niesamowite.

Jednak ciągle pozostawał ten okropny kwaśny smak.

Prawdziwy Smak Kawy. Tak to powinno się pisać dużymi literami.

Wiedziałem że istnieją kawiarnie, słyszałem o „kapuczino”, ale nie wiedziałem co to jest, nigdy nie próbowałem, bo obawiałem się tego wiertarkowego smaku, tego kwasu wcielonego pomieszanego węglem.

Kiedy niczym oświecenie pośród ogrodu jaśminowego, moja małżowina została baristką. Opowiadała mi o tym, jaką to sztuką jest robienie kawy, a i ja zapałałem ogniem neofity, chcącego zmienić swoje poglądy, wypłynąć na nieznany ocean kawy.

Pojawiły się zakusy szatana w postaci nazw „Cappuccino”, „Cafe Latte”, „Espresso”. Postanowiłem poznać to od kuchni, a specyfika pracy Agi, pozwoliła mi na to trochę.

Oświecenie

Oświeceniem było pierwsze cappuccino.

Zapach? Delikatny i miły, sam zapach mógłby obudzić.

Smak? Pierwsza myśl: „to nie może być kawa”. Owszem czuć ten lekki czekoladowy posmak, drażniący tu i ówdzie po języku, ale to się idealnie komponuje ze smakiem mleka i współgra razem z cukrem, który czyni to wszystko miłym smakiem.

Po tym pierwszym akcie przełamania, zacząłem wciągać większe ilości tego smacznego trunku jakim jest kawa. Moje podejście zmieniło się diametralnie. Od ciężkiego dzieciństwa z ciocinym kwasem solnym wcielonym, aż po małżowinowe „Cafe late” które powala już samym wyglądem, a smakiem miło łechce po wszystkich kubkach smakowych, pozwalając na zjedzenie (nie wypicie!) idealnie spienionego mleka.

Kawa (niestety) „lóksósem”.

Tu taki mały „disaklajmer”. Póki nie mieliśmy ekspresu w domu, kawa była dobrem mocno luksusowym. Kawiarnie wiedząc jak ten smak uzależnia, serwują istne szatańskie ceny kaw. My jednak robimy (znaczy moja żona robi) kawy w domu.

A kawy autorstwa mojej żony są przepyszne. I to wcale nie wazelina. Ja próbowałem robić samemu, ale mi nie wchodziło, a jeśli mam takiego dobrego specjalistę pod ręką, grzechem było by nie skorzystać.

Uzależnienie

Czy kawa uzależnia? Prawdopodobnie tak. Niektórych swoim pobudzającym działaniem. Niektóry piją bo inaczej się nie rozbudzą, inni, aby podnieść swoje siły witalne.

Ja jednak jestem uzależniony od smaku i aromatu. Od formy podania, od komplementarności z innymi smakami (chociażby ciastka).

Polecam

Podsumowując, polecam spróbować przepyszną kawę w kawiarni, lub u nas (zapraszamy). Jeśli w kawiarni jest ktoś kto umie zrobić kawę, zobaczycie co to znaczy raj dla podniebienia, albo co to jest prawdziwa para tiramisu i cappuccino :-) Nigdy nie dajcie się zwieść naparowi z niedobrej kawy zbrukanemu wrzątkiem.

Prawdziwa kawa musi być miło muskana przez parę wodną, odpowiednio przygładzona sprawną ręką baristy. Prawdziwa kawa musi odbyć swoją kurację SPA w gorącym spienionym mleku, aby w końcu racząc Twój język swoim doskonałym smakiem wylądować w żołądku i kofeiną dotrzeć do każdego zakątku Twojego mózgu.

comments: 0 »

„Czy można pisać o pogodzie?”

Posted on 24th Czerwiec 2009 in Ciekawostki, Dywagacje

A dokładnie, czy powinno pisać się o pogodzie na blogu?

To co tu napisze, zostanie zaindeksowane, i jedynym hakiem chronometrycznym będzie data wpisu. Nikt nie skojarzy to z pogodą tego dnia.

Oprócz tego, co kogo może obchodzić to jaka jest dziś (i ostatnio) pogoda? No moze dziś, to jeszcze ktoś by mógł przytaknąć w naszym polskim nawyku „o tak tak, okropna pogoda”. Ale za pewien czas, to nie będzie nawet skojarzenia.

Zatem krótko: nie warto pisac o pogodzie. O pogodzie jakotakiej, po prostu ją krytykując albo opisując :-)

A pogoda u mnie okropna od dlugiego czasu ;-)

A tak tak, nie powinno się pisać… Ale zaraz zaraz, przecież można pisać, w szerszym aspekcie, albo jako uzupełnienie. Przecież nie mamy na to wpływu więc można to potraktować jako tło do opisywanych zdarzeń…

Zatem: patrzę przez okno, a tam co? brzydko!

pozdr

pl

comments: 0 »