za http://theoatmeal.com/quiz/phone_germs/
"Błyskawica przecina wiosenny wiatr"
"Rewolucja® Jest Blisko!"
Taki mały wpisik, jak udało mi się unieść z dolin internetu na wyższe doliny.
Dla ciekawskich: page rank to jest cyferka która ocenia jaka fajna jest strona. Bardzo upraszczając – jest to suma wszystkich page ranków stron które na mnie linkują. Czyli na przykład na 10 stronach o Page Ranku 0,1 jest link na moją stronę – to z tego wynika że mam PR1.
Oczywiście nie jest to takie banalne – bo Page Rank danej strony dzieli się na liczbę linków wychodzących, więc jeśli jestem zlinkowany na jednej stronie razem z innymi 100ma linkami, to ten PR dzieli się na wszystkie linki, i na mnie ”spływa” bardzo niedużo.
Tak. Przez długi czas miałem PR0 – taki jak wszystkie strony na początku, jednak dzięki wielu artykułom, dzięki różnym linkom zewnętrznym udało mi się zgromadzić krok po kroku tyle, że wskoczyłem na 1. Nie bez kozery są tu linki w komentarzach – gdzie każdy komentarz opatruję linkiem do swojej strony, jak i liczba wielu wielu artykułów wewnętrznych, których kilka jest dosyć wysoko w wynikach google dzięki treści.
Absolutnie nie. To jest po prostu jakiś tam wskaźnik, który opisuje jakość mojej strony dla Google. Czy ma to jakieś przeniesienie na prawdziwą jakość ? Trudno to określić, bardziej po prostu nazbierało się trochę życia cyfrowego i przeniosło się to na moją stronę.
Nie bez kozery jest też fakt, że wszystkie inne byty cyfrowe obciąłem (zgodnie z brzytwą ockhama) dzięki czemu skupiam się mocniej na tym jednym miejscu, i je urozmaicam.
Według mnie tak. Ja to robiłem bez żadnego SEO, nie licząc pisania unikatowych artykułów – ale tego nie nazywał bym SEO. Zajęło mi to dużo czasu, aczkolwiek to nigdy nie było dla mnie jakimś szczególnym celem :-)
Okazuje się (dzięki Seba) że mam PR2 a nie 1. Byłem przekonany że tak szybko nie wejdę na 2jeczkę więc nie sprawdziłem przed opublikowaniem :-) Ale treść artykułu się nie zmienia – bo ciągle jest to wynikiem tego samego, tylko pozbierałem więcej punktów.
Zacznę jednak od cytatu:
Ludzie dzielą się na tych którzy robią backup i na tych którzy będą robić :-) Ja należę do tych którzy backup robią, ale dotychczas robiłem to w sposób pokrętny – raz na miesciac na zewnętrzny dysk. Ma to wady – nie jest ofsajtowe, automatyczne… Postanowiłem to zmienić, szukając różnych rozwiązań.
Tutaj znalazłem fajny i prosty programik do backupu. Bez żadnej głębokiej filozofii – po prostu backupuje. Ustaliłem sobie co chcę backupować i automagicznie się to wrzuca na katalog /var/backup/DATA-ful/inc.
Jednak nie spełnia to warunków prawdziwego backupu – bo co stanie się gdy dysk z danymi nam wyparuje ? Backup stanie się nieosiągalny. Szukałem różnych rozwiązań, każde wymagało by albo zbyt dużych inwestycji (wykupienia usługi miejsca ofsajtowego), albo zaangażowania różniastych zaawansowanych narzędzi (choćby jakiś encrypting danych na zewnątrz).
Jednak przypomniało mi się, że przecież ubuntu dało mi 2 GB na Ubuntu One, i co gorsza mam to zamontowane wprost w katalogu domowym, więc wystarczy tam wrzucać pliki.
Sbackup – jak mówi jego nazwa to „simple backup”. Nie ma żadnych wymyślnych funkcji do zabezpieczania danych.
Niestety jawnie powiedziane jest w TOS Ubuntu One, że pliki nie są szyfrowane na ichnich dyskach, więc nasze dane są pseudo bezpieczne.
Co zrobić żeby je zabezpieczyć ? Użyć do tego GPG! Dzięki temu, za pomocą prostych poleceń w konsoli można mieć zaszyfrowane dane.
Schematycznie mój backup działa tak:
#!/bin/bash
cd /var/backup
for i in *
do
if [ ! -e "~/Ubuntu One/bak/$i.tar.bz2.gpg" ]
then
tar -cj /var/backup/$i | gpg -r twoj@ident -e > ~/Ubuntu\ One/bak/$i.tar.bz2.gpg
fi
done
#usuwamy stare backupy.
cd ~/Ubuntu\ One/bak/
keepcount=30
count=`ls |wc -l`
toremove=$(($count-$keepcount))
if [ $toremove -gt 0 ]
then
# remove old dirs
rm -rf `ls |head -n $toremove`
fiProstota, a wszystkie założenia backupu są zachowane:
Podsumowując, RÓBCIE BACKUP, dane tak szybko odchodzą!
EDIT: zmieniłem minimalnie skrypt kasujący stare backupy, bo poprzedni opierał się na mtime, a ten jest zbyt ruchomy.
Tutaj znalazłem fajny i prosty programik do backupu. Bez żadnej filozofii. Ustaliłem sobie co chcę backupować i automagicznie się to tam wrzuca na katalog /var/backup.Jednak nie spełnia to warunków prawdziwego backupu – bo co stanie się gdy dysk z danymi nam wyparuje ? Backup stanie się nieosiągalny. Szukałem różnych rozwiązań, każde wymagało by albo zbyt dużych inwestycji, albo zaangażowania różniastych zaawansowanych narzędzi.
Jednak genialnie mnie natchniło – że przecież ubuntu dało mi 2 GB na Ubuntu One, i co gorsza mam to zamontowane wprost w katalogu domowym, więc wystarczy tam wrzucać pliki.
Co jednak z bezpieczeństwem ?
Jawnie powiedziane jest w TOS Ubuntu One, że pliki nie są szyfrowane na ichnich dyskach, więc nasze dane są pseudo bezpieczne. Co zrobić żeby je zabezpieczyć ? Użyć do tego GPG! Dzięki temu, za pomocą prostych poleceń w konsoli można mieć zaszyfrowane dane.
Zatem sam proces jest następujący
1. sbackup zgodnie ze swoim profilem backupuje nam dane do /var/backup/nazwa.ful/incr (ja mam co 7 dni full)
2. ja z crona odpalam skrypt który pakuje później gpg’uje plik i go kopiuje do katalogu Ubuntu One, starsze pliki są usuwane.
dla zainteresowanych oto skrypt:
3. Ubuntu One automagicznie sobie w tle wypycha na mój zasób te szyfrowane pliki, w miarę możliwości
Prostota, a wszystkie założenia backupu są zachowane:
* point in time recovery – po prostu muszę z odpowiedniego pliku wyciągnąć dane
* automatyzacja – sbackup myśli jakie pliki skompresować, cron wyrzuca je na „eksporter”, UbuntuOne wypycha je samodzielnie
* odtwarzalność – bare metal recovery: instaluje sbackup, ściagam pliki z ubuntuone, odszyfrowuje, sbackup przywraca mi plik
* offsajtowość – no właśnie, to dosyć ważne, bo nawet gdy wrzucasz na zewnętrzny dysk – to co będzie jak ci tfu tfu on się spali w jakimś pożarze ?
* bezpieczeństwo – pliki ofsajtowo, pomimo ze nie są w twojej infrastrukturze, są nieodczytywalne dla kogoś bez klucza gpg i hasła do tego klucza
Zalety
* Spełnia wszystkie założenia backupu (patrz wyżej)
*
Wady
Istnieje mnóstwo metod na schudnięcie. Farmakologiczne, ćwiczeniami fizycznymi, zmianą diet. Ja nie będę wgłebiał się w nie, ani też doradzał Tobie którą powinieneś zastosować. Po pierwsze – nie jestem lekarzem ani specjalistą, po drugie – każdy musi znaleźć swoją drogę.
Ja za to opiszę własne doświadczenia – które i Tobie mogą się przydać.
Zatem, w swoim życiu dokładnie dwa razy chudłem dzięki zastosowaniu prostych bardzo zabiegów. Chudłem około 10 kilogramów do wagi optymalnej, później jakoś tak życie się ułożyło – że kończyłem stwosowanie niżej opsianych metod.
Oto metoda numer jeden. Prawdopodobnie słyszeliście że powinno jeść się 5 posiłków dziennie, a może więcej a może mniej. Prawda jest taka, że to nie ilość posiłków dziennie ma znaczenie a ilość dostarczanych kalorii.
Moje jedzenie jednego posiłku dziennie było spowodowane studenckim + pracowniczym trybem zycia, gdzie nie miałem właściwie czasu na jedzenie, i tylko na kolację jadłem obiady. Pełne wartościowe obiady!. Bez żadnych ograniczeń ilościowych. Przez resztę dnia wypijałem kubusie, dużo wody – i raz na jakiś czas drożdżówkę (moje uzależnienie).
Dzięki temu wszystkiemu dostarczałem odpowiednich wartości odżywczych (obiady były dobre i zróżnicowane), ale w ilościach bardzo małych (pewnie 1/3 dziennej potrzeby). Organizm dzięki temu spalał tłuszcze i zasoby, i schudłem, około 10 kg w 3 miesiące.
Ta metoda ma jedną zasadniczą wadę – trzeba umieć radzić sobie z głodem. Organizm podczas takiego trybu życia, często wyzwala głód – a na początku wiąże się to jeszcze z sokami trawiennymi i tym śmiesznym uczuciem w żołądku. Jak sobie radzić z głodem ? Na to ci nie odpowiem – ja po prostu radziłem sobie z nim siłą woli i brakiem czasu na myślenie o głodzie oraz zapiciem go wodą.
Drugi okres chudnięcia, to pobyt w wojsku. Wbrew pozorom wcale nie dlatego że w wojsku byłem zagładzany czy coś takiego. Schudłem tam znowu 10 kilo do optymalnej wagi w czasie około 3 miesięcy, czyli podobnie jak pierwszą metodą.
Jedzenie było wyśmienite i w dobrych ilościach. Nigdy nie czułem głodu, a wręcz potrafiłem jeśli nadarzyła się okazja kupić i zjeść drożdżówkę („maj preszes”) lub batonika.
To uregulowany do bólu tryb życia, oraz umiarkowane ćwiczenia fizyczne. Koniec. Żadne tam tajności, czy inne katorgi.
Uregulowany tryb życia to: spanie w określonych godzinach, jogging i ćwiczenia o określonych porach dnia, wyważone, smaczne, i zróżnicowane posiłki z dokładnością do 10 minut.
Wszystko to przynosi doskonałę efekty dla organizmu. Metabolizm jedzie na idealnym poziomie, mózg funkcjonuje doskonale – waga ciała spada.
Co do wad? To raczej zaleta – ale po prostu w życiu poza wojskiem trudno sobie takie nawyki i taką precyzje wyrobić. Bo a to nie mamy czasu na zrobienie obiadu, albo zrobimy go każdego dnia o innej porze, a to śpimy czasem mało, czasem dużo, a to koniec końców obiadamy się o jakiś nienormalnych porach i jednym słowem rozregulowujemy nasz wewnętrzny „komputer” i tyjemy.
Tymi dwoma metodami schudłem już dwa razy z wagi nieoptymalnej (może nie byłem otyły) do bardzo dobrej wagi, gdzie moja forma i wygląd był idealny.
Nie myślcie że ciągle stotsuje wyżej opisane metody. Nie są one proste, lub wręcz jak w przypadku „uregulowanego do bólu” trybu życia – awykonalne. Lecz stosowałem je – co ważne SPRAWDZIŁY SIĘ W 100%. Więc mogę je z pełnym sercem polecić.
Zatem, bardzo skrótowo oto rzeczy, które warto mieć w pamięci i stosować, a dzięki temu prosto można schudnąć:
Mam nadzieje że moje porady okażą się choć trochę pomocne. Pamiętajcie też - proces chudnięcia nie jest prosty – i można sobie zrobić krzywdę – poczynając od zdrowotnej aż po tycie zamiast chudnięcia, jeśli zrobi się coś nieprofesjonalnie lub bez rozwagi.
Także uważajcie na siebie i nie bójcie sie zapytać specjalisty lub lekarza czy wszystko jest w porządku, albo jaką metodę przyjąć, dzięki czemu będziecie bezpieczni i zadowoleni.