
Page Rank 1
Jak osiągnąłem Page Rank 1
Taki mały wpisik, jak udało mi się unieść z dolin internetu na wyższe doliny.
Co to jest page rank?
Dla ciekawskich: page rank to jest cyferka która ocenia jaka fajna jest strona. Bardzo upraszczając – jest to suma wszystkich page ranków stron które na mnie linkują. Czyli na przykład na 10 stronach o Page Ranku 0,1 jest link na moją stronę – to z tego wynika że mam PR1.
Oczywiście nie jest to takie banalne – bo Page Rank danej strony dzieli się na liczbę linków wychodzących, więc jeśli jestem zlinkowany na jednej stronie razem z innymi 100ma linkami, to ten PR dzieli się na wszystkie linki, i na mnie ”spływa” bardzo niedużo.
Jednak spłynęło na mnie wystarczająco na „1″
Tak. Przez długi czas miałem PR0 – taki jak wszystkie strony na początku, jednak dzięki wielu artykułom, dzięki różnym linkom zewnętrznym udało mi się zgromadzić krok po kroku tyle, że wskoczyłem na 1. Nie bez kozery są tu linki w komentarzach – gdzie każdy komentarz opatruję linkiem do swojej strony, jak i liczba wielu wielu artykułów wewnętrznych, których kilka jest dosyć wysoko w wynikach google dzięki treści.
Czy to jest powód do dumy?
Absolutnie nie. To jest po prostu jakiś tam wskaźnik, który opisuje jakość mojej strony dla Google. Czy ma to jakieś przeniesienie na prawdziwą jakość ? Trudno to określić, bardziej po prostu nazbierało się trochę życia cyfrowego i przeniosło się to na moją stronę.
Nie bez kozery jest też fakt, że wszystkie inne byty cyfrowe obciąłem (zgodnie z brzytwą ockhama) dzięki czemu skupiam się mocniej na tym jednym miejscu, i je urozmaicam.
Czy trudno jest to osiągnąć?
Według mnie tak. Ja to robiłem bez żadnego SEO, nie licząc pisania unikatowych artykułów – ale tego nie nazywał bym SEO. Zajęło mi to dużo czasu, aczkolwiek to nigdy nie było dla mnie jakimś szczególnym celem :-)
Edit:
Okazuje się (dzięki Seba) że mam PR2 a nie 1. Byłem przekonany że tak szybko nie wejdę na 2jeczkę więc nie sprawdziłem przed opublikowaniem :-) Ale treść artykułu się nie zmienia – bo ciągle jest to wynikiem tego samego, tylko pozbierałem więcej punktów.
Roaming Wifi – Czyli internet Wszędzie!
Kolejny z moich szalonych pomysłów, które mając miliony zrealizował bym.
Problem z mobilnym internetem.
Internet mobilny – to brzmi dumnie. Ma tylko jeden problem. Jest zatrważająco wolny, ze względu na użyte technologie. Tak wiem, ostatnio przyśpiesza, bo edgują się do potęgi edgniętej.
Jednak jeśli otworzysz w dużym mieście wyszukiwanie sieci wifi, to wyskoczy ci od kilku do kilkunastu sieci. Niektóre całkiem blisko i z dobrym sygnałem. Nie możesz jednak z nich skorzystać.
Problem z siecią wifi.
Problemy są właściwie dwa: identyfikacja i pieniądze.
Po pierwsze indetyfikacja. Nikt nie chce mieć podłączonego anonima który rozwala pół internetu jakimiś dosami. Ja wiem, że zwykły człowieczek który chce wejść na fejsbuka, czy sprawdzić pocztę to nie jest psuj-niegrzecznik. Tak niestety postrzega cię administrator sieci do której byś chciał się podłączyć.
Po drugie kasa. Niestety dostarczanie internetu też kosztuje, więc wszyscy chcą na tobie zarobić. Ale tak naprawdę, niby jak by mieli cię rozliczać, jak na przykład przemieszczasz się straszliwie, i co chwile jesteś gdzieś indziej. Trudno było by podpisywać co chwile umowy, przesyłać faktury za usługę internetu.
Ja znalazłem rozwiązanie – roaming wifi.
Tak, szatański i prosty pomysł. Wystarczyło by utworzyć porozumienie gdzie każdy dostawca internetu świadczył by usługę roamingu wifi klientów mobilnych.
Po prostu – widzisz sieć w otoczeniu, odpalasz program do roamingu, on gada sobie z serwerem dostarczającym internet, przedstawia cię, bierze na siebie rozliczenia, tak że – ty otrzymujesz internet, dostawca otrzymuje pieniądze.
Tak naprawdę technicznie wygląda to bardzo prosto, wystarczyło by stworzyć jednolite środowisko klient-serwer które pozwala na połączenie. „Gdzieś” istniała by „rozliczarka” tych połączeń i zrealizowany był przepływ gotówki.
Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach.
Zatem szybko rzucę wady mojego genialnego rozwiazania.
- to co tak lapidarnie opisałem powyżej: „jednolite środowisko klient-serwer”, to jest zdanie które zabija cały pomysł, gdyż systemów operacyjnych jest kilkanaście po stronie klientów, a pewnie setki po stronie dostawców
- jak to zwykle bywa ze standardami na komunikację, trudno było by poprosić dużo dostawców o wdrożenie akurat tego a nie innego rozwiązania
- siec wifi, ma akurat wiele wad koncepcyjnych które utrudniały by użycie takich programów, i dużo firm raczej wifi używa jako radiowego kabla tam gdzie nie może dostarczyć kablowo, a wifi już pozostawia ludziom samym sobie – i mnóstwo sieci to urządzenia końcowe klientów rozpuszczające bardzo lokalnie (lokalowo nawet) internet
- trudno było by określić kwoty, bo prawdopodobnie stało by się to tak opłacalne jak internet mobilny przez sieć komórkową…
Podsumowując
Pomysł jest iście szatański żeby wszędzie mieć internet gdzie to jest możliwe, bezpiecznie i szybko. Ale diabeł tkwi w szczegółąch.
TWR – ostatnie starcie.
W nawiązaniu do tego artykułu, który napisałem już rok temu (ale ten czas leci) – a widzę że trochę ludzi wchodzi do mnie na ten temat – napisze wnioski, oraz podsumowanie.
Nie jestem w TWR.
Zatem mogę mieć lekko negatywne nastawienie. To tak w ramach „disaklajmera”, żebyście nie myśleli że będzie zbyt obiektywnie. Jeśli chcecie jakiegoś insidera – możecie na przykład zajrzeć tutaj. Podoba mi się w tym artykule to że nie jest przedstawiane na różowo, ale też nie są wypisane wszystkie wady – co warto też pokazać!
To jest MLM.
Przez chwile myślałem, że to jest tak naprawdę sprzedaż produktu. Wypełnienia potrzeb klienta, czy tam rozwiązania jego problemu.
Niestety tak nie jest. Hosting jest takim miłym kawałkiem chleba, że jedna osoba potrzebuje 1/100 serwera, a drugi potrzebuje 2 serwery, do swoich aplikacji. Wepchanie ich do jednego worka i sprzedaż „jednej jednostki TWR” i wpychanie go do struktury, jest wkładaniem w jakiegoś sztucznego potwora.
Tak naprawdę, na mój gust, głównym aspektem tego interesu jest MLM i jego opłacalność. Bo przy dwóch klientach, już jesteśmy na zero. Jednakże, przy takim hostingu, czasem tych dwóch klientów dało by się upchać na „swoim” hostingu, więc wmuszenie im całego produktu, tylko aby zapełnić własną strukturę uważam za nieuczciwe.
Oczywiście wiele osób może mi wytknąć, że na tym polega biznes – ale jakoś mi się to zupełnie nie podoba…
Witaj!