Jak zauważyliście, często zastanawiam się nad różnymi dziwnymi rzeczami. Dziś kolejne z tych dziwnych przemyśleń.
Bóg i jego dzieci.
W jednym z moich wcześniejszych wpisów pisałem o tym że bóg nie mógł by ingerować w prawa fizyki i we wszechświat w żaden nienormalny sposób, bo by popsuł rzeczywistość.
Więc wyobraziłem sobie dzieci boga – jako kogoś kto jednak chciałby zmieniać świat. Dzieci, dlatego, że młode osoby, o idealistycznych poglądach, czasem trywialnych i nierzeczywistych, nadawały by się do prób takich modyfikacji.
Kim były by dzieci boga ?
Nie byli by to prorocy żerujący na różnych ludzkich uczuciach, nie były by to emanacje znanych z historii bóstw i przedstawicieli religii. Nie były by to ufole, nawiedzające nas w swoich latającyh spodkach.
Były by to „mistrzowie wysokich energii”. Tylko takie spontaniczne źródła energii – typu wielki wybuch, rozbłyski supernowych, nie naruszają praw wszechświata, bo są tylko źródłem zaburzeń różnego typu (fale elektromagnetyczne, grwaitacja). Takie zaburzenia mogły by być uznawane jako „naturalne” – bo przecież w oderwaniu od miejsc gdzie istnieje świadomość która jest w stanie poszukiwać anomalii, nasz aparat poznawczy jest mocno ogranicznony, a druga sprawa, odległości we wszechświecie, nie pozwalają w prosty sposób rozchodzić się informacją o takich anomaliach, i dzięki temu akty takich „dotknięć energetycznych” nie były by w żaden sposób widoczne dla świadomych obserwatorów, lub po pewnym czasie, interferując z naturalnymi szumami, ich ślady zacierały by się najnormalniej w świecie.
Czyli bez cudowności ?
Czyli nasze dzieci boga, tylko świadomie musiały by chcieć zadziałać gdzieś przy jakichś świadomych obserwatorach, a w to w żaden sposób nie wierzę, żeby akurat Tobie, czy mi – ktoś o tak zuchwale niewyborażalnej mocy, chciałby to objawić.
Podobne artykuły:


