Witaj zagubiony wędrowcze. zapraszam do czytania i komentowania. RSS'y (subskrypcja) tutaj:

Piotr Lemiesz - autor

Styczeń 21, 2010

Dywagacje, Pomysły

(No comments)

Prokrastynacja nie jest tylko chorobą informatyków. Prokrastynacja jest chorobą całego społeczeństwa.

Jeśli nie wiesz co to prokrastynacja – a na pewno wiesz, zobacz na WIKIPEDII.

Wpis ten jest, reakcją na przeczytanie tego wpisu, więc zapraszam do zapoznania się z nim.

Dawno dawno temu, jako małe dziecko, dostałem komputer. Wspaniałe dzieło abstrakcyjnej produkcji (286, 1MB RAM, 40MB HDD). Można było mnie posadzić przed DOSową grą i zapomnieć. Rodzice jednak zastosowali metodę. Metodę godziny. Przez ten krótki czas 1h mogłem do woli grać, wtedy to maksymalizowałem rzeczy które chciałem zrobić. Ani grama przekładania, ani grama niewykorzystania.

Później, gdy już byłem mądrzejszy nikt mi nie racjonował dostępu do komputera. Jednak, sam komputer to robił, psuł się co chwile (czasy bardzo wczesnych win), albo kazał czekać mieląc swoim dyskiem. Wtedy też nie było czasu, bo ciągle się z niecierpliwością czekało, albo korzystało z tego, z tego na co się czekało.

Dziś? Wszystko jest pod ręką, ile to rzeczy otaczających, chce być dotkniętych, chce być kupione za brak twoich pieniędzy, ile twój edytor tekstu ma pięknych funkcji i jak bardzo chce on ci pomóc z twoim problemem napisania jednego zdania. Ileż to znajomych, ileż otwartych projektów przebija się przez wszystkie możliwe warstwy twojej świadomości, aby przeszkadzać, odwracać uwagę, od tego czym się aktualnie zajmujesz. Czy to nie jest główny problem prokrastynacji?

Czy nie wystarczy odłączyć się od wszystkiego, tak zaplanować swoje działanie, żeby po prostu móc zając się tym jednym? Ja ten tekst piszę w pyroomie. Wiem, że gdybym miał ekran pulpitu, już bym zerkał, która godzina, ile nowych RSS, czy czasem ktoś do mnie nie napisał, albo nie wysłał maila nie cierpiącego zwłoki w odpowiedzi.
Może ten natłok możliwości, technologii, które ogarniają ludzie „technoświeceni” – więc i informatycy, powoduje po prostu zwykłe przeskoki umysłu z jednego stanu do drugiego, niczym elektron pobudzany fotonami.

Może po prostu natura dzisiejszych czasów, brak minimalizmu powoduje, że nie ma w nas żelaznej konsekwencji, niczego nie robimy z tak głęboką 100% pasją, że prokrastynacja ma szansę w nas zaistnieć.

Jest po prostu  „chorobą” całego społeczeństwa, więc i informatyków.

Kim jest informatyk?

Tak właściwie, to absolwent informatyki, bezpośrednio po studiach, kiedy nie ma jeszcze pracy. Także mało jest takich osób. Każda praca wypacza znaczenie informatyka, i stajemy się kimś innym. Administratorem, sprzętowcem, programistom. Jednak przez chwile jest się informatykiem.

Także, samo tytułowe stwierdzenie że tylko informatycy na to chorują, jest może i prawdziwe, lecz mocno kontrowersyjne.

Naturą ludzką jest być właśnie osobą odkładająca trudne zadania. Przecież łatwiej jest zrobić rzeczy proste, nie wymagające dużo atencji. Później jednak gdzieś się to nawarstwia i nas denerwuje.

Nie dobrze jest też jednoznacznie określać czy prokrastynacja jest zjawiskiem złym. Bo też mocno zależy od sytuacji. Czemu każdy ma być zorganizowany i porządny, ma się zmuszać do czegoś czego nie lubi? Przecież zrobi to źle, byle by zrobić. Jeśli jednak odkłada, to nie ma znaczenia czy dlatego że nie lubi, albo dlatego że mu się zwyczajnie nie chce, a po prostu to jest jego wybór. Takie kryterium należy brać pod uwagę.

Jeśli samemu nie chce się tak robić, to jest wiele sposobów. Od choćby zwyczajnego, najprostszego sposobu: po prostu to zrobić, aż po wymyślne metody wspomagania robienia czegokolwiek, jak wspominane GTD, ZTD, pewnie też są super ajpody które potrafią w najmniej odpowiednim momencie odpoczynku przerwać go odpowiednio…

Informatycy też może znając trochę rynku na którym się znajdują wiedzą, że czasem są niedopłacani. Albo też ich czynności mogą być automatyzowalne, albo są rutynowe. To rodzi samo z siebie pewnego rodzaju odwlekanie, olewczość, bo i po co się męczyć, jeśli zarabiam za mało. Zbyt wielu ludzi też pracuje nie w tej dziedzinie która, jest ich powołaniem, i przez to podchodzą do rzeczy bez serca, bo gdy zapalonemu wędkarzowi włoży się wędkę do ręki, to bez wahania ruszy na łowy, tak samo każdy odnajdując swoje powołanie, będzie robił wszystko bez grama odwlekania i niechęci.

Motywacja i systemy wspomagające

Nawet najwymyślniejsze systemy wspomagania wykonywania zadań, na nic zdadzą się na wewnętrzną niechęć i brak motywacji. Jeśli pracujesz na etat, to wiesz, że przełożeni dwoją się i troją, żeby podrasować ile się da wydajność pracownika. W fizycznej pracy, nie ma przestojów, cała infrastruktura jest dostosowana do pracy ludzkiej. W pracy umysłowej, trafikowanie, monitoring czasu pracy, i wykonania zadań w każdej sekundzie czuwa nawet nad twoim oddechem, i jedzeniem kanapki.
Jeśli nie ma odpowiedniej motywacji do pracy, czy to finansowej, czy to innego rodzaju (zadowolenie, prestiż) to nudna praca pozostanie nudna i niewydajnie wykonywana. Tak samo jeśli pracownik nie ma ochoty pracować (z wewnętrznych przyczyn), to choćby i najsurowszy bat nie zadziała na niego w żaden sposób motywująco.

Swoją drogą polecam artykuł o motywacji i sposobach na natłoki zadań. Są bardzo inspirujące!

W google mają 20% czasu zaplanowane na prace które sami wymyślą i CHCĄ SAMI robić. Czyż to nie jest jeden z prostszych metod aby praca była przyjemna, a zew prokrastynacji odleciał bardzo daleko?

Może po prostu tak zwani „informatycy” z artykułu, są samozwańczymi pracownikami, którzy nie chcą na przykład pracować w taki sposób jaki się skiekrowali, albo źle dokonali wyboru z powodu takiego, że zamiast stworzyć sobie innowacyjne miejsce pracy, albo prace którą kochają, przenieśli za swoje pieniądze swoje miejsce pracy wprost w swoje prywatne życie i teraz nie chcą pracować w taki a nie inny sposób.

Styczeń 17, 2010

Książki

(No comments)

Źródło: Jacenty (dziękuję) pożyczył.

Jacek strasznie mnie negatywnie nastawił do tej książki. Co on tu nie naopowiadał. Że Sapkowski w piórka obrósł. Szybkie rozpoznanie w internecie, o choćby tutaj bardzo podobna recenzja.

Czy mnie też zawiodło kolejne opowiadanie autora wielkiego Wiedzmina, czy innych Bożych wojowników? Nie. Ja nie czytam książek żeby się na nich zawodzić, lub wielce zachwycać. Książki się czyta aby coś nowego wyciągnąć. I zawsze będzie to ocena subiektywna, dlatego ja się nie zraziłem ani nie zawiodłem.

Przypomniały mi się czasy wojska. Jeszcze bardziej potwierdziło się to co zawsze miałem w głowie, a czego jawnie się nie mówi. Mianowicie: wojna jest zawsze w celu gospodarczym. Może hitler walczył ideowo. Jednak wszystkie dzisiejsze wojny (i te wczorajsze) prowadzone były w celach gospodarczych. Niech za przykład będzie ropa w Iraku, czy dobra naturalne w Afganistanie. Jak to było na jedym z „demotywatorów”: zdjęcia z korei północnej ukazujące biedę i podpis: „Tutaj nie ma ropy – nikt wam nie pomoże”.

Tak, wiem że przy okazji jakiegoś dyktatora kropnęli. Należy wyzwalać z władzy dyktatorów – ale przy okazji interesów to staje się tylko opłacalne.

Wracając do książki. Czyta się ją zwinnie, nie jest gruba, kto nie lubi czytać, będzie to dla niego lekka męka te przeskoki czasowe czasem bez komentarza. Zazdroszczę łatwości pisania w danym klimacie, gdzie po prostu czuje jakbym był w radzieckim wojsku te teksty, te stopnie wojskowe.

Zabawne że książka skoro jest autora po którym się spodziewa czegoś na miarę wiedźmina, gdy napiszę sobie książkę innego typu od razu odzywają się głosy zawiedzionych czytelników – że co innego by chcieli, a autor powinien tak pisać jak im się podoba, a nie tak jak jemu. Ciekawe jest to, że skoro autor jest znany, tak dużo ma recencji, przy czym duża część jest niepochlebna. Gdy poprzednią książkę #1 wrzuciłem w wyszukiwarkę, nie znalazłem zbyt wiele, a wg mnie jest o wiele wartościowsza w mądrości życiowe. Ale może nie należy czasem w każdej książce wyszukiwać mądrości życiowych…

Styczeń 16, 2010

Dywagacje

(No comments)

Definicja newslettera.

Istnieje cywilizowany spam. Nie, nie zjadłem nieświeżego mięsa. Może przesadzam z tą nazwą. Ale istnieje coś takiego jak płatne newslettery. Ludzie zapisują się do systemu płatnych newsletterów i zaczynają otrzymywać maile. W każdym z maili jest link. Po wejściu na ten link, osoba taka dostaje zapłatę.
Jest to bardzo prosty układ, wydaje się całkiem uczciwy, nieprawdaż?

Należne pieniądze odbiorcy otrzymują, gdy przekroczą określoną granicę, aby nie wyciągali groszówek, tylko na przykład 10 zł. Jest też kilka obwarowań i tak dalej.

Moje doświadczenia

Kiedyś, kiedy w państwie rzymskim biegali neandertalczycy, sam nawet uczestniczyłem w takim systemie, dostawałem maile, uczciwie klikałem, oglądałem strony nudne, niezbyt ciekawe. Wydawało mi się że jest to proste i uczciwe zajęcie. Po jakimś czasie, znudziło mi się w końcu. Bo kasa bardzo powoli rosła.

Coś mi tu nie gra.

Na allegro, w kategorii Komputery->Internet, jest wiele aukcji na różne takie newslettery, gdzie sprzedawcy obiecują 3000 wejść na stronę przez tyleż ludzi za jedyne 5 zł. Oferty są też na większe ilości.

W pewnym momencie coś mi jednak zazgrzytało. Pamiętałem ile mniej więcej otrzymywałem pieniędzy za jednego maila. To był 1 gr. Uczciwa dola za 30 sekund poświęcone na maila.
Jeśli dobrze skojarzyłeś, to powinno się tobie coś nie zgodzić.

Zysk = 5 zł
Koszt = 3000 ludzi * 1 gr = 30 zł + jakieś nawet najmiejsze koszty własne (10%) = 33 zł

Kosz jest 6 razy większy niż zysk. To znacznie więcej niż jakiekolwiek dumping.

Jak to możliwe?!

Według mnie wpływa na to kilka czynników.

  1. Sprzedawca newslettera nie ma tylu ludzi w bazie, tylko na przykład 300, resztę wejść zrobi z automatu.
  2. Sprzedawca newslettera wie, że mało kto dotrwa do momentu monetyzacji swoich zarobków, albo na przykład na długo przed pierwszą monetyzacją, wyparuje pod pretekstem bankructwa.
  3. Z tego co wiem jest głęboko zakorzenione w ludzkiej psychice fakt klikacza. Istnieje sprzężenie zwrotne, że będzie kiedyś nagroda, za prostą czynność (jak pies pawłowa). Więc klikamy bezmyślnie, bo ta odległa nagroda, wydaje nam się na wyciągniecie ręki. Nie zwracamy uwagi, że potrzebujemy do 10 zł 1000 kliknięć. Nawet jedno dziennie to 3 lata! A niech któraś z serwowawnych nam reklam zadziała na nas, to co wtedy? Wydamy na przykład 100 złotych na niepotrzebny e-book, lub coś innego, i całe zarabianie szlak trafi.

Sprzedawcy newsletterów, najnormalniej w świecie tworzą pieniądze, których nie są w stanie oddać. Byli by na głębokim minusie. Jednak z tego co widzę mają się dobrze, prawdopodobnie też, do nich należą osoby które chcą coś zarobić, a nie koniecznie zauważają że coś jest nie w porządku…

Styczeń 12, 2010

Książki

(No comments)

Kolejna książka w tym roku.
Źródło: Lokalna biblioteka. Zaintrygował mnie lekko tytuł, więc wypożyczyłem. W domu okazało się że na okładce jest wampir z dziurami.

Książka jest zbiorem felietonów, w których poruszane są różne ciekawostkowe tematy np. mistyczne typu wampiry, naukowe typu natura wszechświata. Pan Maciej zestawia to co wiemy, to co może nas zastanawiać, jak też pewne przypuszczenia. Razem to wszystko tworzy ciekawe artykuły, które fajnie się czyta. W erze cyfrowej, są to ciekawostki typowe dla wykopu, więc akurat ja nie jestem dobrym targetem takiej książki, bo o większości tematów albo wiedziałem, albo zastanawiałem już się nad nimi głęboko. Jednak jeśli nie lubisz internetu i różnych stron, to przeczytasz w tej książce fakty które frapowały ludzi około 20 lat temu.

Pierwszy raz opisuje książkę osoby żyjącej, od której prawdopodobnie dzieli mnie jeden e-mail, więc jeśli przeczyta to autor, pan Maciej – to chciałbym serdecznie pozdrowić, i zaznaczyć, że nie jestem żadnym recenzentem, ani trendsetterem, a jedynie po prostu człowiekiem który dzieli się tym co przeczytał, bo a nóż się okaże że ktoś będzie szukał właśnie dokładnie takiej informacji – co jest w tej książce.