Jakusho Kwong „Bez początku Bez końca – Intymne serce Zen”#5/2010

Posted on 31st Styczeń 2010 in Książki

Tak jak zauważyliście, dawno nie było książki. To już piąta w tym roku. Idealnie aby dotrzymać postanowienia 48 książek. Z taką prędkością, będę miał 60. Jednak wróćmy do meritum.

Książka o długim tytule i ładnej okładce.

Źródło: biblioteka.

Wybór: zainteresowany tematem Zen, przypadkiem znalazłszy na półce, z zainteresowaniem przeczytałem.

Książka ładnie wpasowująca się w Zen. Niestety dla mnie jeszcze książka jest za trudna. W sensie, jest trochę napisana w sposób hmmm, zbyt abstrakcyjny. Teksty można przeczytać, ale czasem trudno zrozumieć głębie, często też jest w kółko powtarzane jedno i to samo.

Ale, to bardzo subiektywna ocena. Dla wszystkich, którzy lubią poczytać, pogrzebać w sobie, warto przeczytać i stosować trochę drogowskazów z książki.

comments: 0 » tags: ,

Antykoncepcja jakiej nie znacie.

Posted on 30th Styczeń 2010 in Ciekawostki

Z ostatniej gazetki Lidelka. W pełnej wersji posta jest zdjęcie. Kliknij na tytuł.

Click here to read more.. »

comments: 0 » tags: , ,

Rssy, studnia szczęścia.

Posted on 26th Styczeń 2010 in Ciekawostki, Dywagacje

Co to jest RSS?

Od zawsze istnieje potrzeba komunikacji. To ona rozwinęła mowę, słowo pisane, druk, internet.

Na początku była to skala bardzo lokalna. Dwie osoby bijące się po głowach maczugami. Gdy jednak pojawił się internet, maczugi zostały zastąpione blogami, i teraz ludzie okładają się wpisami.

Dobrze, dosyć tego żartobliwego wstępu. Dziś chciałem opisać, czym jest RSS. Jeśli wiesz, to może poprawisz moje rozumowanie, wiec zachęcam do przeczytania.

Wszelkie bezpośrednie metody komunikacji są bardzo dobre, lecz wymagają zaangażowania dwóch stron w tym samym czasie, i są mało wydajne bo wymiana informacji jest między 2 osobami. Rozwiązaniem wydajności, były grupowe metody, gdzie zbierało się wiele osób, jedna mówiła, inni słuchali.

Jednak dzięki rozwojowi techniki – w tym internetu, zaistniała możliwość komunikowania się z dowolną ilością ludzi. Problem ilościowy został rozwiązany. Do tego została dodana synchroniczność, w postaci możliwości umieszczenia wiedzy/informacji w miejscu gdzie dowolna osoba, o dowolnej porze może się do niej dobrać. Taką najprostszą formą umieszczenia jest strona internetowa. Do której prowadzi po prostu link internetowy.

Same strony są bardzo dobrym rozwiązaniem, aczkolwiek dosyć jednokierunkowym. W wyniku poszukiwań, ktoś utworzył coś co dziś nazywamy blogiem. Czyli stronę internetową, na której umieszczane są różne informację (najprościej wpisy tekstem – jak ten, ale można umieścić głos, obraz).

Okazało się ponadto, że da się absolutnie łatwo umieścić komunikację zwrotną. Komentarze. Po prostu każdy czytelnik, może w prosty sposób (zobacz na samym dole strony) umieścić swoją odpowiedź. Dzięki czemu zaczyna to przypominać komunikację.
Aby jednak, dopełnić całości komunikacji, stworzono coś co nazywamy dziś RSS’ami. Po prostu jest to umieszczenie prostego linku, który będąc odświeżany przez odpowiedni program (zwany czytnikiem RSS) niemal na żywo informuje nas o tym że ktoś umieścił nową informację.

Po tym przydługawym wstępie, chciałem napisać czemu to jest fajne.

Blogi, a nawet niektóre strony, wystawiają to w formie linka, który prosto się kopiuje. Czytniki RSS, których jest cała masa, łatwo zjadają takiego linka, i od teraz jesteśmy niemal na bieżąco z informacjami. Na dodatek, nieprzeczytane wpisy, odkładają się w kolejce, więc nie przeszkadzają i nie przerywają aktualnie wykonywanej pracy. W wolnej chwili po prostu można przejrzeć artykuły.

Ważnym aspektem też jest „studnia szczęścia” (jak ja określam RSSy), bo sami dobieramy treści które będziemy czytać. Tworzymy tak jakby swoją wymarzoną gazetę. Już nie jesteśmy zdani na to jak ktoś dobiera uniwersalną gazetę, a sami dobieramy sobie autorów, jakość i ilość artykułów które przeczytamy.

Gdzieś czytałem że codziennie powstaje tysiące blogów, więc różnorodność treści jest ogromna. Jeśli jakaś treść nam nie odpowiada, lub nas nudziła – usuwamy z czytnika jednym kliknięciem. I już nie ma.

To wszystko tworzy dosyć sprawny i bardzo bliski rozmowie układ. Bo każdy artykuł możemy skomentować, komunikując się bezpośrednio z autorem. Tego żadna gazeta nie ma w sobie. Tak, wiem, że przy każdym artykule jest już coraz częściej adres e-mail, czy adres strony, ale jedynie na blogach można po prostu nawet nie wychodząc z czytanego artykułu zostawić komentarz.
Muszę wspomnieć też o jednej z zalet RSS, że ze względu na technologię przekazywania informacji tym kanałem – treść lubi być obdarta z formy, i dostajemy goły tekst, który można po prostu przeczytać, bez całej masy reklam, przeszkadzałek i zbędnych informacji.

Wady RSS.

Dla niektórych wadą jest to, że jest to takie proste. Strony są fajne, kolorowe, mrugające. Tu czasem prostota bierze góre ze względu na XML – jako formę przekazu. Oczywiście klient RSS, potrafi odczytać i wyświetlić stronę docelową.
Niektórzy wymienią na pewno skomplikowanie. Bo po pierwsze trzeba klienta. Do tego klienta trzeba coś dodać, trzeba pilnować, ustawić. Później wyszukać co ma wyświetlać, później trzeba program uruchomić, umieć z niego korzystać, i tak problemów z technologią można by mnożyć na pęczki. Nawet co niektórzy potrafią powiedzieć, że to nie „internet” (czyli przeglądarka) więc oni nie umieją. No ale to tak jak ze wszystkim, póki nie ma potrzeby, to się nie korzysta (tak samo jest z klientem pocztowym).

Wadą jest to, że nie wszystko da się przez RSSa wyciągnąć ze strony. Niektóre treści na ciekawych stronach nie są wciągnięte w RSS i trzeba samemu odświeżać stronę.

Pewną niedogodnością jest czasem natłok artykułów. Na niektórych stronach, jest taka duża różnorodność i ilość artykułów w krótkim czasie, że można się nie ogarnąć. Nie wspominając o tym, że jeśli jeszcze do tego ma się tych źródeł RSSów kilkanaście, to lubi spływać w całkiem sporym tempie. Jednak w przeciwieństwie do telewizji, treść która spłynęła do nas RSS, grzecznie czeka w kolejce, w każdej chwili można ją odczytać a nawet usunąć. Nie jesteśmy do niczego zmuszani, a nawet czasem można traktować takie źródełko RSS, jako miejsce inspirujące, kierujące nas w pewną stronę z myśleniem. W stronę którą sami wybieramy.

Mój RSS

Powinienem się podzielić zatem co u mnie jest na RSSach. Zatem, ja sobie powrzucałem głównie blogi z zakresu personal development. Jeden z ciekawszych: zenhabits, równie ciekawy lifehacker oraz kilka różnych pokrewnych, które po prostu gdzieś znalazłem i po prostu dopisałem. Część nie przeżywa selekcji, bo na przykład nie jest odświeżane, lub treść mi nie odpowiada. Często jest też tak, że gdzieś trafiam przez przypadek, i automatycznie dodaje sobie nowy RSS.
Najśmieszniejsze, że tego bloga też mam w RSS, aby widzieć za każdym razem jak to wygląda i po publikacji jeszcze ostatni raz przeczytać, aby poprawić ewentualne błędy. Ale to tylko takie małe zboczenie.

Jak zatem zacząć korzystanie?

Jest wiele metod, ja podam tą najlepszą. Po prostu wystarczy zacząć. Wpisać w google odpowiednie hasło, i zacząć cieszyć się wszystkimi zaletami, i nie patrzeć na wady.
Dużo czasu nie trzeba będzie na to poświecić w żadnym stopniu. Później jednak zyski z takiego rozwiązania są bardzo duże. Dla mnie największym zyskiem jest to, że nie tracę czasu na poszukiwanie treści którą będę chciał poznać, gubiąc się po różnych dziwnych stronach, i odchodząc od tematu, tylko wiem, że zawsze na mnie będzie czekać studnia szczęścia z kilkunastoma ciekawymi artykułami, które zajmą czas który miałbym stracić na oglądanie portali w których jest wszystko czyli nic.

comments: 0 » tags: ,

Jak zarobić na TWR Power System?

Posted on 23rd Styczeń 2010 in Ciekawostki, Dywagacje

Łańcuszek szczęścia.

Kiedyś będąc młodym człowiekiem, widziałem w mieście rodzinnym cotygodniowe zgromadzenia. Jak dowiedziałem się później, były to zgromadzenia ludzi, którzy są w pewnym systemie finansowym, który miał przynosić wspaniałe zyski. Jego idea była banalnie prosta. Kupujesz „udział” i sprzedajesz go dwa razy następnym ludziom. Prosta i wspaniała metoda, nieprawdaż? Na dodatek, jeśli ten komu sprzedaż, odsprzeda dalej, dostaniesz od tego procent. Warto więc było tworzyć sieć, wspierać się nawzajem itp. Wizja prostego zarobku kusiła, nikogo nie zastanawiała moralnie, że przecież, kurcze, sprzedaje za przeproszeniem powietrze, nikt też nie próbował wytłumaczyć, co się stanie jeśli się tego „udziału” nie sprzeda, bo nie znajdzie się odpowiedniego -jelenia- kupca.

Po pewnym czasie, dowiedziałem się że nazywa się to piramidą finansową, jest to oszukańcza metoda, na wzbogacenie się w sposób prosty, za pomocą niezbyt uczciwej, polegającej na chciwości metodzie. Z tego co wiem, takie piramidy są zabronione.

Czym jest TWR Power System,

Ostatnio, zapoznałem się z systemem TWR     Power System. Jego główne słowo marketingowe brzmiało mniej więcej: nasz system partnerski może przynosić nawet 450%. Poświęciłem chwile na rozpoznanie, mianowicie działa to tak: obiektem sprzedaży jest hosting. Bez ograniczeń i tak dalej. Koszt to 30$ miesięcznie. Jednakże, jeśli polecimy komuś taki hosting, zaczynamy dostawać pieniądze. Zatem opłacalne jest to polecać znajomym, bo po prostu dostaniemy od nich procent. System jest tak miły, że jeśli mamy tylko dwóch „poleconych” od każdego dostajemy 15$, więc wychodzimy na „0″.

Typowy Wielopoziomowy Marketing (MLM). Gdy mamy dużą sieć polecających, nawet zaczynamy na tym zarabiać. Zatem, mając coś, dostajemy za to pieniądze.

Jak widzi system właściciel TWR Power System.

Z punktu widzenia twórcy takiego biznesu, zasada jest prosta – marketing na wysokim poziomie, odpowiedni system refundacji, tak aby działać na część mózgu „zbieracza” u człowieka. Do tego jeszcze bardzo dokładne wyliczenia matematyczne, aby zrównoważyć zysk, z ryzykiem.

Sam przedmiot sprzedaży trochę zaczyna tu uciekać, jednak przyjrzyjmy mu się bliżej. Jest to hosting php, tak zwanie bez ograniczeń. Oczywiście jak wszędzie ograniczenia są, tylko ukryte w sprytnych sformułowaniach. Z doświadczenia wiem, że też można sprzedawać hosting cudownie rozmnażając aplikację na jednym serwerze, a w dobie usług na żądanie typu „amazon” możliwe jest tworzenie takich nowych hostingów od ręki, niemalże automatycznie. Opłacalność zależy tylko i wyłącznie od ilości ludzi płacących. Z mojego punktu widzenia, 30$ miesięcznie to bardzo dużo jak na taki hosting, bo za taką cenę można mieć nawet swój serwer dedykowany (tak wiem, biedny, ale zawsze), a to jest zwykły zwykły cpanel+php+mysql, czyli żadna rewelacja. Na allegro, czasem ktoś sprzedaje takie hostingi za 6 zł za ROK (!). Nie twierdzę oczywiście, że są to usługi tożsame, tylko że wystarczy mocno szukać.

Jednak, warto przyjrzeć się sieciowości tego przedsięwzięcia. Sieciowości w kontekście wielopoziomowości. Opłacalność dla właściciela tego interesu zależy od tego czy ktoś jest aktywnym użytkownikiem, czy nie. Jeśli jest aktywnym, to za darmo rozciąga mu sieć sprzedaży, bo jego wpływy niestety giną na opłacenie jego polecających. Jeśli jest nieaktywnym sprzedawcą, to najwyżej zjada troche mocy przerobowej jego parku maszyn, ale przynosi zyski, bez konieczności opłacania innych następnych poziomów. Zatem w tej strukturze drzewiastej, gdy ktoś jest nierozwijającym się liściem, jest najbardziej opłacalny. Samo założenie tego systemu też, mówi wprost że do takiego stanu dąży każdy liść. Zastanówmy się czy dużo jest chętnych na hosting PHP+MYSQL za 360$ rocznie? Nie ma ich dużo, to jest droga usuga za proste rzeczy. Kilka osób które naprawdę potrzebuje hosting, porówna z różnymi ofertami, i uzna że jest to całkiem drogo i nie opłacalnie.

Zatem do kogo to jest skierowane?

Do ludzi, którzy chcą zarobić.

Z punktu widzenia osoby w Systemie.

Osoba która się zainteresuje tym systemem, powie: „dammit, znajdę dwóch -jeleni- kupców, i już jestem na zero”. To stwierdzenie jest prawdziwe, i zaczyna się przekonywanie kupca: pomyśl o tych którym sprzedaż, o tych grubych tysiącach, jeśli twoja sieć sie rozrośnie. Może czasem coś wspomni o zaletach że to hosting. Zauważmy: bardziej istotne staje się to czemu to się opłaci, a nie właściwy produkt, którego zalety można szybko podważyć! Już nie wspominając o tym, że w specyficznych warunkach, można rozmnożyć, i na jednym hostingu można mieć kilka kont, i nie trzeba nic sprzedawać. Zaczyna to trochę przypominać piramidę finansową, gdzie najbardziej traci osoba nieaktywna, która przerywając łańcuch, jest najbardziej stratna. Owszem nie jest to stricte żadna piramida, bo jest PRODUKT: hosting. Ale czy na pewno?

Czy ja bym w to wszedł?

Gdybym miał klientów na hostingi, za taką cenę na pewno. Gdybym chciał tylko rozwijać sieć za wszelką cenę, sprzedając (wmuszając) komuś produkt o zawyżonej cenie – nigdy. Nie mam chyba na tyle silnej woli aby coś, co uważam za „nieuczciwe” móc sprzedawać.

Widzę, że nawet spotyka się z pewnym zainteresowaniem pośród ludzi. Research wykazał, że ludzie ze znajomościami, zarabiają. Wyczytałem też, że mieli problemy techniczne – przenoszą się do nowej serwerowni. Heh, czego się spodziewać po ruchomej infrastrukturze. Dobrze że nie napisali że robią to na chmurze jakieś, bo bym się trochę pośmiał, jak tu można wyzyskać, nawet bez grama swojego wkładu.

Osobiście jestem bardzo sceptycznie nastawiony, do takiego rodzaju piramid, ale wiem, że przy odpowiednim zaangażowaniu, a choćby i nawet na sprzedaży tego na allegro, i na przykład w jakimś biznesie, z usługami dodanymi w postaci, stron na tych hostingach, można się wzbogacić, ale wejść tak na goło, z nadzieją na łatwy zarobek – brr, nie zazdroszczę wylania na siebie wiadra wody, i straty pieniędzy.

Ciekawe czemu nie ma możliwości, po prostu polecania tego hostingu, bez konieczności płacenia? Czyżby moja teoria o dochodowym martwym liściu miała miejsce ?

Jaka jest alternatywa?

Lepiej wejść we współpracę z innymi podobnymi ludźmi i prowadzić działalność odpowiedniejszą – typu firma tworzenie stron, przy okazji sprzedaży hostingu. Konsultingu internetowego – doradzania co i jak z know-how. Wtedy nawet naturalnie pojawiają się klienci, i wtedy okazało by się, że jest to całkiem nieopłacalne takie usługi.

comments: 18 » tags: , , ,